Szept

Moderatorzy
  • Zawartość

    5802
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Szept

  1. Hipnoza ? stan psychiczny częściowego wyłączenia świadomości, pomiędzy snem a jawą, charakteryzujący się wzmożoną podatnością na sugestię. Termin hipnoza pochodzi od greckiego słowa hypnos, czyli sen. Hipnoza jest wykorzystywana w psychologii klinicznej i hipnoterapii, między innymi jako jedna z metod diagnozowania i leczenia zaburzeń nerwicowych oraz w terapii uzależnień. Hipnoza pozwala na wydobycie z obszarów podświadomości zapamiętanych obrazów i sytuacji, dzięki czemu znajduje zastosowanie w kryminalistyce. Historyczny rodowód hipnozy Twórcą tzw. "hipnozy klasycznej" był neurolog Franz Anton Mesmer. Wystąpił on z teorią, w której zakładał istnienie fluidu równie rzeczywistego i materialnego, jak np. działanie magnesu. Według Mesmera dobroczynny fluid magnetyczny może przenosić się z jednej osoby na drugą, zaś terapeuta może wywołać przypływy lub odpływy "fluidu"[1]. Po wytworzeniu się "mostu" między terapeutą a pacjentem i po wykonaniu krótszych lub dłuższych "passów" (dotyk) współczesny Mesmerowi hipnoterapeuta doprowadzał do przełomu leczniczego. Działalność Mesmera bliższa była temu, co dziś określa się słowem bioenergoterapia. Mesmer już wśród współczesnych sobie lekarzy uchodził za szarlatana[2]. Część z nich próbowała dowieść, że wszelkie działania terapeutyczne Mesmera były w istocie rodzajem oddziaływania czysto psychologicznego. Wykazywano, że pacjenci niewidzący, że Mesmer zbliża do ich ciała dłoń lub magnes, nie odczuwali w żaden sposób jego oddziaływania, natomiast odczuwali je wówczas, gdy widzieli zabiegi Mesmera lub byli przekonani o tym, że ów już je rozpoczął. Psychologiczne znaczenie samego magnesu wykazano podmieniając go na zwykły kawałek żelaza. Mimo tych argumentów za uznaniem psychologicznych aspektów terapii, Mesmer do końca swojego życia oficjalnie podtrzymywał swoje koncepcje magnetycznych fluidów, jednocześnie odcinając się od aspektów terapii, które w świetle dzisiejszej wiedzy należałoby nazwać elementami psychologii[2]. Mimo przekonań samego Mesmera, Léon Chertok w swojej pracy z 1989[3] nazwał go prekursorem naukowych badań nad hipnozą, ograniczającym się przy tym do prób jej wyjaśnienia na drodze czysto fizjologicznej Hipnoza w psychoterapii ericksonowskiej Prekursorem zastosowań hipnozy w psychologii klinicznej i hipnoterapii był Milton Hyland Erickson. Na podstawie jego warsztatu pracy amerykański psycholog Richard Bandler i lingwista John Grinder opracowali Model Miltona, który stał się podstawą odkrytego przez nich programowania neurolingwistycznego (NLP)[4]. Erickson uznany został przez terapeutów za czołowego eksperta w dziedzinie współczesnej hipnozy medycznej. Napisał ponad sto prac z dziedziny hipnozy; nauczał hipnozy oraz praktykował w latach 1920?1980. Badając hipnozę, Erickson próbował odnaleźć w niej systematycznie występujące wzorce: dopasowywanie się do sygnałów zachowań niewerbalnych, ukryte sugestie oraz stosowanie metafor w kontakcie indywidualnym i grupowym. Model Miltona jest sposobem wywołującym i utrzymującym trans przy użycia języka w celu skontaktowania się z ukrytymi zasobami osobowości. Pomiędzy terapeutą a klientem powstaje współpraca; odpowiedzi klienta pozwalają terapeucie rozpoznać, co należy zrobić dalej[4]. Erickson respektował nieświadomą myśl pacjenta. Przyjmował, że nawet za najdziwaczniejszymi zachowaniami kryją się pozytywne intencje i że jednostki podejmują najlepsze, dostępne im w danym momencie, wybory. Celem jego pracy było dostarczenie ludziom większej liczby możliwych wyborów. Przyjmował również, że na pewnym poziomie każdy posiada zasoby potrzebne do dokonania zmian. Hipnoza w walce z bólem Hipnoza jest wykorzystywana jako metoda znieczulająca lub środek w walce z bólem. W odróżnieniu od metod farmakologicznych, działa jedynie na pewną część osób (podatnych na hipnozę), w ograniczonym zakresie sytuacji. Niemniej, w przypadku podatności pacjenta, możliwe jest wykorzystanie hipnozy do znieczulenia bardzo silnego bólu, związanego z zabiegiem stomatologicznym, chirurgicznym lub porodem[5]. Hipnoterapia uzależnień Hipnoterapia bywa stosowana jako samodzielny środek terapeutyczny, lub (częściej) jako element dodatkowej psychoterapii w leczeniu uzależnień, takich jak alkoholizm, narkomania, nikotynizm oraz zespół uzależnienia od internetu[6]. Niemniej, skuteczność metody, szczególnie w przypadku silnych uzależnień, jest kwestionowana[7][8], a szanse ewentualnego powodzenia terapii są zależne od wielu czynników, na które terapeuta nie ma wpływu. Kluczowym warunkiem terapii jest odpowiedni poziom podatności na hipnozę[9][7]. Ponadto nie zawsze stan zdrowia pacjenta pozwala na zastosowanie hipnozy. Hipnoza jest również stosowana w leczeniu zaburzeń odżywiania, takich jak kompulsywne jedzenie, bulimia, anoreksja[7]. Jedną z metod odziaływania terapeutycznego, wykorzystywaną m.in. przez lekarzy rosyjskiej szkoły leczenia alkoholizmu, jest terapia awersyjna, polegająca (w przypadku hipnozy) na wbudowaniu silnych negatywnych skojarzeń z alkoholem, np. wymiotów skojarzonych z przyjmowaniem alkoholu lub samym myśleniem na jego temat[10]. Ograniczenie terapii do samego tylko wywołania awersji eliminuje możliwość zażywania substancji powodującej uzależnienie, jednak nie eliminuje potrzeby jej zażywania, co dla pacjenta może być torturą. Dlatego oprócz wzbudzenia awersji najważniejszym składnikiem terapii jest redukcja przymusu sięgania po środek wywołujący uzależnienie (np. alkohol) a ogólny sukces terapii zależy od wielu czynników niehipnotycznych[11]. Oprócz motywacji pacjenta czynnikiem takim jest np. odpowiednie poczucie własnej wartości oraz ograniczenie lęku ? czynniki te mogą być również wspierane przez psychoterapię z użyciem hipnozy, m.in. dzięki wykorzystaniu zjawiska regresu hipnotycznego. Pozwala on na cofnięcie się osoby poddawanej hipnozie do czasu, w którym miało miejsce traumatyczne wydarzenie, lub do lat wcześniejszych; umożliwia to zarówno pracę nad ograniczeniem skutków negatywnego zdarzenia, jak i czerpanie pozytywnych wrażeń z regresu do momentów, w których pacjent był szczęśliwy. Hipnoza w kryminalistyce Osoba poddana hipnozie może wykazywać cechy hipermnezji, a zatem przypominać sobie szczegóły wydarzeń, których nie byłaby w stanie odtworzyć bez wejścia w stan hipnotyczny. Zjawisko hipermnezji hipnotycznej dowodzi, że pamięć człowieka jest znacznie bogatsza niż zakres wspomnień kontrolowanych przez świadomość. Hipnoza pozwala na wydobycie wspomnień ukrytych w obszarze podświadomości. Możliwość odtworzenia widzianych obrazów i sytuacji w hipnozie znajduje zastosowanie w kryminalistyce[12]; na przykład do ustalenia cyfr i znaków tablic rejestracyjnych pojazdów, szczegółów wyglądu osób i wnętrz. Oprócz wykorzystania hipnozy w w poszukiwaniu wskazówek umożliwiających identyfikację sprawców przestępstw, hipnoza jest również wykorzystywana do przełamania amnezji dysocjacyjnej (związanej z przebytą traumą) ofiar brutalnych przestępstw, np. gwałtu. Niemniej, metoda uzyskiwania w ten sposób zeznań wymaga od hipnotyzującego bardzo dużej biegłości, gdyż nieumiejętne zastosowanie hipnozy może doprowadzić do wpojenia hipnotyzowanemu przekonań o prawdziwości wydarzeń, które w rzeczywistości nie miały miejsca[12] ? a zatem powstania sugestii hipnotycznej lub posthipnotycznej (tzn. mającej skutki w działaniach podejmowanych pod wpływem hipnozy po wyjściu ze stanu hipnotycznego). Według informacji z roku 2009 na temat wykorzystania hipnozy w polskim sądownictwie, użyto jej (tzn. wykonano ekspertyzy kryminalistyczne z udziałem biegłych, którzy wykonali badania z użyciem hipnozy) w 56 sprawach o zabójstwo (część z nich była w momencie zlecania badań sprawami o zaginięcie), 12 przypadkach rozboju i 6 sprawach o gwałt[12]. Etyka postępowania specjalistów, które mogą pełnić funkcję biegłych w zakresie hipnozy, zabrania im stosowania tej metody wobec podejrzanych o popełnienie przestępstwa[5]. Wyjątkiem są sytuacje, w których podejrzany na własną prośbę poddaje się hipnozie, na przykład w celu przypomnienia sobie szczegółów mogących dostarczyć alibi, i w konsekwencji dowiedzenia niewinności[12] Hipnoza w służbach specjalnych Nieterapeutyczne zastosowania hipnozy były przedmiotem zainteresowania służb specjalnych, w tym wywiadu. Potencjalne zastosowania hipnozy, przydatne z punktu widzenia takich służb, dotyczą możliwości ukrycia prawdy podczas przesłuchań prowadzonych z udziałem tortur lub substancji psychoaktywnych takich jak MDA lub skopolamina. Hipnoza może być bowiem pomocna w wytworzeniu w podświadomości osoby podatnej fałszywego przekonania o prawdziwości określonych informacji, np. tworzących tak zwaną "przykrywkę" (fałszywe alibi). Te same cele próbowano realizować również za pomocą substancji psychoaktywnych lub ich łączenia z hipnozą[13]. Innym polem zastosowania hipnozy w specsłużbach i - potencjalnie - terroryzmie jest poddanie kogoś hipnozie w celu wytworzenia sugestii posthipnotycznych programujących określone działania. U osób o wyjątkowo silnej podatności na hipnozę możliwe jest wytworzenie silnych sugestii posthipnotycznych obejmujących wykonywanie czynności sprzecznych z logiką i uświadomioną wolą zahipnotyzowanego. Pod wpływem mającego miejsce w przeszłości aktu hipnozy osoba będąca obiektem takich praktyk może działać w sposób dla samej siebie absurdalny, przy czym sygnałem do rozpoczęcia akcji może być wystąpienie określonego bodźca (np. bicie zegara lub rzadko występujące zjawisko, przewidziane lub wywołane przez hipnotyzującego). W odtajnianych systematycznie dokumentach CIA znajdują się liczne ślady prób wykorzystania takich technik. Część z nich obejmowała projekt MKULTRA[13]. W ujawnionych dokumentach CIA z lat pięćdziesiątych XX wieku opisane są przypadki wykorzystywania seksualnego lub gwałtu z użyciem hipnozy[14]. Sugestie posthipnotyczne wykorzystano próbnie w celu przeprowadzenia symulowanego morderstwa: pod wpływem wcześniejszej hipnozy dziewiętnastoletnia kobieta miała zastrzelić z pistoletu swoją koleżankę; ekspryment zakończył się skucesem, kobieta pociągneła za spust (pistolet nie był jednak nabity)[15]. Bezpieczeństwo Stosowanie hipnozy wymaga z jednej strony posiadania specjalistycznych umiejętności, z drugiej zaś, może zostać wykorzystane przeciwko pacjentowi (lub w celach niezgodnych z jego wolą). Sam stan hipnotyczny jest wprawdzie obojętny dla zdrowia[5], jednak zarówno przekazane pacjentowi sugestie, jak i wydobyte od niego informacje, mogą pacjentowi zaszkodzić. Szkolenia w dziedzinie hipnozy, przeprowadzane przez specjalistów w dziedzinie psychologii klinicznej i psychiatrii, są kierowane wyłącznie do osób które mają już wykształcenie w tym kierunku, bądź też są lekarzami, pragnącymi poszerzyć swoje umiejętności. Elementami etosu, przekazywanego na tych szkoleniach osobom, które mają poznawać hipnozę, wykorzystywać ją do celów terapeutycznych, bądź też nauczać hipnozy innych, są następujące zasady[5]: * obowiązuje tajemnica lekarska; nie wolno wykorzystywać hipnozy w sytuacjach, w których wydobyte od pacjenta lub ochotnika informacje mogłyby doprowadzić do ujawnienia jego tajemnic osobistych zagrażających jego zdrowiu lub pozycji społecznej, * nie wolno uczyć hipnozy osób bez odpowiedniego przygotowania zawodowego; osoby takie nie mogą być również widzami podczas praktycznego wykorzystania hipnozy, * nie wolno demonstrować hipnozy w celach estradowych lub towarzyskich. Trening autogenny Information icon.svg Osobny artykuł: trening autogenny. Trening autogenny dużą popularność zawdzięcza swojej prostocie i dużej skuteczności oddziaływania świadomości na podświadomość. Najłatwiej naukę hipnozy rozpocząć właśnie od treningu autogennego i wielu trenerów hipnozy tak właśnie postępuje. Podczas wykonywania treningu adept zapoznaje się z naturalnymi reakcjami swojego organizmu na wizualizacje, oczekiwania, wyobrażenia. Wcześniej też u każdego z nas takie reakcje pomiędzy myśleniem a reakcjami organizmu zachodziły, lecz dopiero podczas treningu autogennego wiele osób, po raz pierwszy, je sobie uświadamia. Autohipnoza Jak sama nazwa wskazuje, jest to stan zbliżony do hipnozy, jednakże uzyskiwany nie przez indukcję hipnotyzera, ale samego zainteresowanego (niekoniecznie w wyniku świadomego wprowadzenia się w stan hipnotyczny). Autohipnoza jest stanem zbliżonym do medytacji. Osoby o szczególnie dużej podatności na hipnozę są również podatne na autohipnozę i w związku z tym powinny unikać wykonywania zawodów, w których monotonia wykonywanych czynności grozi wpadnięciem w trans (np. kierowców, maszynistów kolejowych). Autohipnoza jest jedną z przyczyn wypadków komunikacyjnych[16][17]. Elementy hipnozy i autohipnozy są wykorzystywane do poprawy efektywności uczenia się (tzw. hipnopedia)[18]. Hipnoza w ujęciu fizjologicznym Pionierem badań naukowych nad hipnozą był neurolog Jean-Martin Charcot. Do dzisiaj badania te są prowadzone w wielu ośrodkach naukowych, stosujących wiele technik diagnostycznych od EEG po obrazowanie NMR[potrzebne źródło]. Dane zebrane z użyciem EEG pozwoliły dokładniej zdefiniować stan hipnozy. W obrazie EEG mózgu człowieka, wyróżnia się cztery podstawowe fale mózgowe, które są elektrycznymi impulsami o określonej częstotliwości, przebiegającymi przez cały mózg[potrzebne źródło]. * fale ? ? o częstotliwości 14?32 Hz ? które odpowiadają stanowi zagrożenia lub intensywnego, świadomego wysiłku umysłowego; * fale ? ? o częstotliwości 7?14 Hz ? odpowiadające stanowi wyciszenia i relaksu ? np. podczas słuchania spokojnej muzyki; * fale ? ? 4?7 Hz ? odpowiadające stanowi głębokiego relaksu; * fale ? ? 3?4 Hz ? występujące podczas części faz snu. Zwykle przez mózg człowieka przebiegają naraz impulsy o różnych częstotliwościach, z jednym dominującym. Np: w stanie normalnego relaksu dominują fale ? ale obecne też są fale ? i ?. Z kolei w stanie świadomego wysiłku umysłowego oprócz fal ? są też obecne fale ?[potrzebne źródło]. Jedna z fizjologicznych definicji stanu hipnotycznego głosi, że występuje on wtedy, gdy udaje się "wyłączyć" wszystkie typy aktywności mózgu oprócz dolnego zakresu fal ? i górnego zakresu fal ? ? a zatem w mózgu zahipnotyzowanej osoby występują wyłącznie fale o częstotliwości 6?10 Hz i nie ma śladów fal ?[potrzebne źródło]. Zdominowanie pracy mózgu przez dolny zakres fal ? powoduje, charakterystyczne dla tego stanu efekty kataleptyczne i somnambulistyczne ? a więc brak odczuwania bólu (tzw. hypnoanestezja) i brak świadomej kontroli nad częścią własnego ciała ? zwłaszcza nad kończynami. Niektóre teorie głoszą, że następuje też swoiste zastąpienie roli funkcji fal ? falami ? ? dzięki czemu w stanie hipnotycznym pozostaje się podatnym na sugestię i można bezwolnie wykonywać polecenia osoby, która zdoła przejąć kontrolę nad tą częścią aktywności mózgu pacjenta .............................................. Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Hipnoza Mam nadzieję, ze jakaś osoba z praktyką hipnotyzera też się wypowie lub ktoś kto był u hipnotyzera.
  2. Wielkie religie świata - Chrześciajństwo Chrześcijaństwo Religia monoteistyczna i uniwersalistyczna, powstała w I wieku. Obecnie jest religią najbardziej rozpowszechnioną. Liczy około 1,855 mld wyznawców (ok. 1/3 ludzkości), wśród których ok. 1,040 mld stanowią katolicy, ok. 570 mln - protestanci, ok. 175 mln - prawosławni i członkowie Kościołów orientalnych oraz ok. 70 mln - anglikanie. Pojęcie chrześcijaństwa wywodzi się od tytułu Chrystusa (gr. Christos i łac. Christus) odniesionego do konkretnej postaci historycznej, Jezusa z Nazaretu, uznanego za Pomazańca i Syna Bożego, Mesjasza i Zbawiciela ludzkości, zgodnie z wyznaniem wiary złożonym przez Piotra: Tyś jest Chrystus, Syn Boga Żywego (Mt 16,16). Około 43 r. w Antiochii Syryjskiej wyznawców Jezusa Chrystusa nazwano christianoi (Dz 11,26). Określenie to pochodziło prawdopodobnie z kręgów pogańskich i początkowo miało wydźwięk negatywny. Przejęte przez wyznawców nowej religii zaczęło wyrażać ich odrębność i tożsamość. Kanwą powstania chrześcijaństwa był judaizm; zgodnie ze starotestamentowym przymierzem Izraelici byli dziedzicami Bożych obietnic, a także głównymi adresatami objawienia. Jezus Chrystus miał świadomość, że jest oczekiwanym przez Izraela Mesjaszem; wypełnił więc starotestamentowe Prawo, a zarazem w imieniu Boga zawarł z ludzkością nowe przymierze. Życie i nauczanie Jezusa Chrystusa było swoistym protestem przeciwko legalizmowi wiary, akcentującym miłość i miłosierdzie Boga wobec wszystkich ludzi. Rozwój chrześcijaństwa w antycznym świecie religii politeistycznych wynikał m.in. z radykalizmu i uniwersalizmu nauki i dzieł Chrystusa, wiary w jego zmartwychwstanie czy świadectw męczenników. Istotne znaczenie miało wyrażenie treści doktryny chrześcijańskiej w języku starożytnych kierunków filozoficznych. Na rozwój chrześcijaństwa wpłynęła przede wszystkim działalność misyjna apostołów i ich współpracowników oraz terytorialno-kulturowa jedność cesarstwa rzymskiego. Pierwsza gmina chrześcijańska powstała ok. 30 r. w Jerozolimie. Ekspansja chrześcijaństwa objęła początkowo Żydów w Palestynie, potem w diasporze, była skierowana także do wyznawców innych religii, wśród których odnosiła największe sukcesy, głównie dzięki św. Pawłowi. W I w. chrześcijaństwo istniało już w: 1. Azji Mniejszej, 2. Syrii, 3. Grecji, 4. Italii, 5. Egipcie. W II wieku : 1. Galii, 2. Afryce Północnej. Mimo niesprzyjających warunków historycznych (prześladowania chrześcijan za panowania Nerona, Domicjana, Trajana, Marka Aureliusza, Decjusza, Dioklecjana) do IV w. w wielu prowincjach rzymskich religię chrześcijańską przyjęła niemal połowa mieszkańców cesarstwa. Już pod koniec III w. chrześcijastwo zaczęło się rozwijać poza granicami cesarstwa rzymskiego w: 1. Armenii, 2. Gruzji, 3. Persji. W IV w. - wśród niektórych plemion arabskich oraz w Etiopii. Po edykcie mediolańskim cesarza Konstantyna Wielkiego (313) nastąpił dalszy rozwój chrześcijaństwa, a za czasów Teodozjusza I Wielkiego stało się ono religią państwową (380); pod koniec V w. istniało już we wszystkich prowincjach cesarstwa rzymskiego. We wczesnym średniowieczu obszar oddziaływania chrześcijaństwa przemieścił się z rejonów wokół basenu Morza Śródziemnego do Europy Zachodniej, ponieważ najstarsze centra chrześcijaństwa (Afryka i Azja Mniejsza) znalazły się pod panowaniem Arabów. Wędrówki ludów początkowo osłabiły chrześcijaństwo, jednak wkrótce zaczęło się ono intensywnie rozwijać na terenie: 1. Irlandii, 2. Hiszpanii, 3. Francji, 4. Anglii, 5. Niemiec, 6. Lombardii, 7. Skandynawii. W VII - XI w. nastąpiła chrystianizacja Słowian obejmująca tereny: 1. Czech, 2. Polski, 3. Chorwacji, 4. Słowenii, 5. Słowacji. W 754 powstało Państwo Kościelne. W IX - X w. nastąpił kryzys papiestwa, toczyły się spory i walki polityczne o władzę religijną i świecką między papieżami a cesarzami (cezaropapizm), co nastąpiło także w późniejszym średniowieczu. Właściwie już w XI w. zaczęto przeprowadzać reformy w chrześcijaństwie zachodnim (kluniacka, ale nie zdołały one zapobiec przyszłym rozłamom. Od IX w., na skutek splotu przyczyn politycznych, społecznych, religijnych i kulturowych, chrześcijaństwo zachodnie i chrześcijaństwo bizantyńskie coraz bardziej oddalały się od siebie, co doprowadziło w 1054 do powstania tzw. schizmy wschodniej i ostatecznego wyodrębnienia prawosławia. Próby unijne podjęte w Lyonie (1274) i we Florencji (1439) nie przyniosły rezultatów. Ustalone na soborze florenckim zasady jedności nie weszły w życie. Prestiż papiestwa został osłabiony przez schizmy zachodnie (niewola awiniońska 1378 - 1415). W okresie renesansu nastąpiło znaczne zeświecczenie papiestwa. Liczne przyczyny doprowadziły w XVI w. do reformacji i rozłamu Kościoła zachodniego, a w konsekwencji do powstania protestantyzmu. Powstał wówczas Kościół ewangelicko - luterański (ewangelicko - augsburski), odwołujący się do teologii Martina Lutra (luteranizm) oraz Kościół ewangelicko - reformowany, wyrastający z działalności Jana Kalwina i Urlicha Zwinglego (ewangelicyzm reformowany). W tym okresie, po powstaniu na kontynencie Kościołów ewangelickich, narodził się niezależny od Rzymu anglikański Kościół (anglikanizm). Reformacja nie była ruchem jednolitym; już w XVI w., a szczególnie w wiekach następnych, zaczęły tworzyć się kolejne wspólnoty kościelne: 1. baptyści, 2. kwakrzy, 3. prezbiterianie, 4. metodyści. Przełomową rolę w dziejach chrzecijaństwa odegrał Sobór Watykański II (1962 - 1965), który przyniósł nowe rozumienie tożsamości Kościoła katolickiego. Współczesny katolicyzm charakteryzuje się otwartością na świat, a zwłaszcza na dialog z pozostałymi wyznaniami chrześcijańskimi i innymi religiami, a także z niewierzącymi. O ile w przeszłości prawdy doktrynalne były przedmiotem licznych interkonfesyjnych sporów, o tyle od Soboru Watykańskiego II stały się one jednym z tematów dialogu ekumenicznego (powołano Sekretariat ds. Jedności Chrześcijan), który był i jest wspomagany ekumeniczną postawą samych papieży: 1. Jana XXIII, 2. Pawła VI, 3. Jana Pawła II. Świętą księgą chrześcijaństwa, natchnioną przez Boga, jest Biblia składająca się z ksiąg Starego i Nowego Testamentu. Przekazują one chrześcijański depozyt wiary, będący normą dla powstających formuł wiary. W najbardziej elementarnej postaci doktryna została wyrażona w symbolach (wyznaniach) wiary: 1. nicejsko-konstantynopolitańskim, 2. apostolskim, 3. atanazjańskim, Przyjmują je główne wyznania chrześcijaństwa zachodniego: 1. katolicyzm, 2. luteranizm, 3. ewangelicyzm reformowany, 4. anglikanizm, 5. baptyzm, 6. metodyzm. Prawosławie przyjmuje jedynie skład nicejsko-konstantynopolitański. Chrześcijaństwo jako religia monoteistyczna przyjmuje istnienie osobowego Boga. Wiarę w jednego Boga, Stwórcę i Zbawiciela ludzi, chrześcijanie podzielają ze wszystkimi wyznawcami religii monoteistycznych. Odróżnia ją od nich wiara w Boga w Trójcy Świętej jedynego: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Każda z osób Bożych ma tę samą jedną boską naturę i pozostaje we wzajemnej relacji osobowej na zasadzie pochodzeń: Bóg Ojciec stanowi zasadę pochodzenia dla Syna Bożego, a razem z Synem - dla Ducha Świętego. Bóg Ojciec, wraz ze swoim odwiecznym Synem i Duchem Świętym, jest stworzycielem świata (kosmosu) i człowieka, świata materialnego i duchowego. Bóg nie tylko stworzył świat, ale podtrzymuje go w istnieniu (creatio continua), dzięki czemu kieruje jego dziejami (opatrzność); wg tradycji chrześcijańskiej jest on nie tylko Bogiem filozofów (pierwszą przyczyną, pierwszym poruszycielem, podstawową racją istnienia świata), ale przede wszystkim Bogiem żywym, osobowym i miłosiernym. Chrześcijaństwo uznaje człowieka, który jest istotą cielesną i duchową, ciałem mającym duszę, za stworzenie dokonane przez samego Boga na jego obraz i podobieństwo. Wskutek nieposłuszeństwa człowiek upadł i jako taki pozostaje w stanie grzechu. Bóg jednak nie pozostawił go samemu sobie, lecz zawarł z nim przymierze, którego celem jest przemiana świata i zbawienie ludzkości. W tym celu Bóg objawia się człowiekowi. Jego objawienia mają charakter historyczny i dokonują się poprzez dzieje i słowo. Pełne objawienie się woli Bożej (era mesjańska) dokonało się przez wcielenie Syna Bożego w naturę ludzką podczas historycznej egzystencji Jezusa Chrystusa. W osobie Jezusa Chrystusa Boża natura złączyła się z ludzką, bez zatracenia jednak odrębności każdej z nich. Jezus Chrystus przyszedł na świat w wyniku cudownego poczęcia z Ducha Świętego; narodził się z Marii Dziewicy, czczonej z tego powodu jako Matka Boża (Theotokos). Doktryna chrześcijańska obejmuje także pneumatologię i eschatologię. Rolą Ducha Świętego jest uobecnianie Chrystusa w świecie, przypominanie jego prawdy, chronienie jej i pogłębianie jej rozumienia wśród wierzących. Stąd też łaska Ducha Świętego towarzyszy głoszonemu w Kościele słowu Bożemu, sprawowaniu liturgii i sakramentów. Jej skutkiem są również charyzmaty ubogacające działalność Kościoła. Duch Święty prowadzi Kościół ku czasom ostatecznym, kiedy dokona się zmartwychwstanie ciał oraz sąd ostateczny. Pytania o istnienie i znaczenie piekła, czyśćca czy o zakres ostatecznego powrotu stworzenia do Boga (apokatastaza) były i są różnie interpretowane przez Kościoły chrześcijańskie i poszczególnych teologów. Na ogół jednak nie odmawia się możliwości zbawienia członkom społeczności pozachrześcijańskim oraz osobom niewierzącym. Ich zbawienie dokonuje się jednak zawsze przez Jezusa Chrystusa, dzięki uniwersalnemu znaczeniu jego ofiary na krzyżu. Rozwojowi chrześcijaństwa towarzyszyło powstanie trwałych struktur organizacyjnych. Kolegium Dwunastu Apostołów z Piotrem na czele, zgodnie z interpretacją katolicką, przerodziło się na zasadzie sukcesji w kolegium biskupów z zastępcą św. Piotra, czyli papieżem na czele. Na przełomie I i II w. ukształtowała się trójstopniowa hierarchia kościelna, którą tworzyli: 1. biskup, 2. prezbiter, 3. diakon. W II i III w. zaczęła się tworzyć organizacja lokalna na szczeblu diecezjalnym (diecezja) i prowincjalna na szczeblu metropolitalnym (metropolia) oraz regionalna (patriarchat). Powstały patriarchaty w Rzymie, Aleksandrii, Antiochii, a nieco później w Konstantynopolu i Jerozolimie. Od końca III w. w Egipcie i na Bliskim Wschodzie, a w V - VI w. na Zachodzie zaczęto organizować parafie prowadzone przez prezbiterów (kapłanów). Źródło: http://www.filozofiaczyreligia.yoyo.pl/p...ligie.html
  3. Ostatnio zapanowała swoista moda na szamanizm, ale o tym pisałam w innym poście. Dziś postaram się krótko przybliżyć Wam, czym jest szamanizm Sama nazwa Szamanizm ma dwa źródłosłowy. Pierwszy pochodzi z syberyjskiego języka Tunguzji (niektórzy wywodzą je od syberyjskiego ludu Ewenków) i oznacza uzdrawianie. Wzięła się od słowa szaman, co w języku tunguskim znaczy dokładnie: „ten, który jest podekscytowany, poruszony” a stanowi to aluzję to szamańskich tańców pełnych podrygiwania, drgania. Druga etymologią słowa szamanizm jest źródłosłów Palijski (Indie) od śamana, znaczącego tyle, co gorąc i wiedza, i też łączy się z praktykami tamtejszych uzdrowicieli i magów. Powszechnie przyjmuje się też źródło sanskryckie od słowa saman – ascetyczny. Czym, wiec jest szamanizm? To najstarsza tradycja światopoglądowo religijna, sięgająca ponad 40 tysięcy lat wstecz, aż do paleolitu. Jej podstawą jest wiara w istnienie duchów i duszy oraz wszelkich innych bytów. Nie jest to jednak religia, choć w poszczególnych kulturach ściśle wiązała się też z wiarą w Bóstwa. Jest to raczej religijna forma postrzegania świata, z której zresztą wyrosły wszystkie obecnie znane nam religie. Jednak nie można powiedzieć, ze szamanizm jest obecnie religią, choć wiele osób właśnie tak to postrzega. Ten nurt wiąże się ściśle z animizmem. Najkrócej mówiąc animizm to wiara w to, ze wszystko ma swojego ducha (duszę). Kim zatem jest Szaman? Szamani są jednocześnie lekarzami, kapłanami, mistykami, doradcami, przede wszystkim łącznikami ze światem niewidzialnym, z duchami przodków, istotami subtelnymi. Obecnie, z uwagi na duże zainteresowanie szamanizmem, wiele technik i metod uzdrawiania i rozwoju duchowego podciąga się pod szamanizm, jednak tradycyjnie szamanem mogła zostać jedynie osoba powołana przez duchy. W różnych kulturach różnie się to odbywało, ale to zawsze duchy wskazywały nowego szamana. Starszy uczył go wówczas i przygotowywał do roli, jaką przyjdzie mu pełnić w swoim plemieniu (swej społeczności). Do dziś w społecznościach szamańskich jest to tradycja bardzo restrykcyjnie przestrzegana. Powołanie szamańskie łączy się z inicjacją szamańską. Polega ona na całkowitym zniszczeniu dotychczasowej osobowości, przekazaniu szamańskich mocy, jako część nowej osobowości. Takiej inicjacji często towarzyszy szereg zjawisk i wydarzeń. Od szamańskiej śmierci (także na płaszczyźnie fizycznej, np. śmierć kliniczna) poprzez różne znaki, sygnały (na Syberii za Szamana uznaje się często osobę rażoną piorunem), indywidualne odczucia inicjowanego szamana. W takim procesie odbywa się transformacja szamana, połączenie z jego totemem, nauka. I co trzeba tu zaznaczyć, taka inicjacja najczęściej jest bolesna także na gruncie fizycznym, gdyż to co się dzieje z szamanem po drugiej stronie, w pełni realnie odczuwane jest fizycznie w świecie materii. Bardzo ciekawie pisze o tym Peter Witebski w „Szamanie” gdzie opisuje proces ćwiartowania, pożerania i tym podobne. W takich wizjach duch (np. duch totemiczny) łączy się z szamanem poprzez pożarcie go, lub odgryzienie kawałka ciała. To symboliczne złączenie się ducha z szamanem. Mówiąc o szamanizmie nie sposób nie wspomnieć o mocach szamańskich, zwierzętach mocy i axis mundii. Moce szamańskie mogą być wrodzone lub zdobyte (poprzez zadania, jakie szaman wykonuje w czasie podróży wizyjnych i transów szamańskich). Często jest to dziedziczne. A czasem można je kupić. W niektórych kulturach duchy na to pozwalają.I jest to tez określony rytuał zdobycia mocy. Wśród plemion indiańskich zdarza się też, że czarownik ukradnie moc szamana. W książce „Indiański uzdrowiciel” Medicine Grizzlybear Lake wspomina o mocach uzdrawiania, mocach duchowych, a wszystko jest niejako specjalizowaniem się szamana w konkretnej metodzie. Np szaman duchowy pracuje z dużą ilością duchów, trans-doktor wchodzi w odmienne stany świadomości by poznać przyczynę choroby, a uzdrawiający rękami lub wysysający pomaga według tego, na co wskazuje nazwa. Wszyscy zaś łączą w sobie te moce i umiejętności, z tym, że jedni specjalizują się w takich, inni w innych praktykach i technikach pracy. Źródłem mocy szamańskich są też miejsca, pieśni i zwierzęta mocy, które wspomagają szamanów, uczą lub prowadzą poprzez światy subtelne. Zwierzęta mocy to duchy gatunkowe danych zwierząt, które wspomagają pracę szamana. Przychodzą i odchodzą, kiedy zajdzie potrzeba. Każde z nich czegoś uczy, w czymś pomaga. Szczególnym rodzajem zwierzęcia mocy jest Totem. To także duch zwierzęcia mocy (może być duch rośliny mocy lub żywiołu), jednak w tym wypadku zawsze pochodzi on z ziemi szamana i jest z nim związany na zawsze. Tak, wiec na naszych ziemiach totemem nie będzie nigdy krokodyl, tygrys czy jaguar, ale mogą być one przewodnikami, jako zwierzęta mocy. Za to nasze rodzime gatunki (także te wymarłe, jak Tur) jak najbardziej mogą być totemem. A czym jest Axis mundii dla szamana? Jest to inaczej oś świata, wokół której kręci się nasza planeta. Jest reprezentowana przez drzewo, kolumnę, kostur maga, itd. To już zależy od kultury. Dla szamana są to też drzwi do światów wewnętrznych, te zaś dzieli się najczęściej (to też zależy od tradycji i kultury) na dolny, górny i środkowy. Niektórzy przypisują je do astralnego wymiaru, jako świata dolnego, fizycznego, jako świata środkowego i wymiaru duchowego, jako świata górnego. Dla szamanów wejściem do tych wymiarów jest właśnie axis mundii, jako przejście przez środek. Zwykle to jest dziura w ziemi, jutra, dziupla, wejście pod ogniskiem w wigwamie potów. To symboliczny punkt wejścia, brama. Często mająca odpowiednik w świecie fizycznym. Bardzo ciekawie opisuje to Eugeniusz Fajdasz w książce „Kosmos mistyczny”, gdzie przedstawia swoiste mapy światów szamańskich. Na koniec warto wspomnieć tez o transach i wizjach. To stan tak zwanego szamańskiego stanu świadomości, w którym szaman wchodzi w inne światy, poszukuje mocy, wizji, odpowiedzi na pytania, a najczęściej szuka przyczyn choroby. Czasem z duchem choroby walczy, czasem od innych duchów się uczy. Stan taki osiąga się poprzez medytację, bębny a także kontakt z roślinami mocy, jest to już uzależnione od kultury i tradycji. O szamanizmie można mówić jeszcze długo i dużo, bo w kilku słowach trudno jest przybliżyć dokładnie tę drogę. Drogę, z której dziś korzysta wiele szkół duchowych, wprowadzając do swoich praktyk pewne elementy z różnych szamańskich tradycji, jak np. gra na bębnach, czy praca ze zwierzętami mocy. Ta fascynacja tradycjami szamańskimi widoczna jest też w nurtach New age, choćby w coraz bardziej popularnych karatach uzdrawiającej mocy, gdzie do wróżenia i doradztwa wykorzystano wizerunki zwierząt mocy. Także w tworzeniu totemicznych horoskopów, czy amuletów. Warsztaty neoszamńskie oferują szereg technik pozwalających poznać siebie samego i przekroczyć granicę własnych możliwości. Najbardziej znane to chyba szałas (wigwam potów) i grób wojownika (to ostatnie wywodzi się z tradycji wojowników indiańskich, ale włączone zostało do praktyk neoszamańskich). Dobrze, ze szamanizm znowu staje się popularny, duchy znów przemawiają do nas, nie ograniczając się tylko do powołanych szamanów, a linie przekazu znowu zostają odnawiane. Nie mniej, kiedy sięgamy po techniki i metody szamańskiej pracy, nie zapominajmy, że to pradawna tradycja, tysiące lat wiedzy i tradycja sięgająca do korzeni nas wszystkich. Warto się czasem jej pokłonić, tak jak i szamanom, którzy wciąż pielęgnują starą tradycje swoich plemion. Pozdrawiam ………………………. Źródła bibliograficzne: Peter Vitebsky „Szaman. Magia, tradycja, rzeczywistość”, Wyd. Świat Książki, Warszawa 1996. Andrzej Szyjewski „Szamanizm”, Wyd.WAM, Rok wydania: 2005 Medicine Grizzlybear Lake, „Indiański uzdrowiciel”, Wyd. KOS, Katowice 2004 Jerzy Wasilewski „Podróże do piekieł”, Warszawa, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1979 Eugeniusz Fajdysz "Kosmos Mistyczny", Wyd. INNE 1999
  4. Wyszperał Ronin na forum Reiki, a ja dodaje także u nas bo warto ;) http://www.youtube.com/watch?v=1IjG_QAZ0zY&feature=player_embedded#!
  5. Zamiast tekstu może co niektórych zachęci dyskusja o tym, czym jest Neoszamanizm, skad sie wziął i jakie jest jego miejsce w dzisiejszym świecie. Program jest z cyklu Studio Alternatywne (TVP Kultura) Dyskutują: 1. dr Tomasz Telikowski - filozof 2. dr Andrzej Pankalla psycholog kulturowy 3. Robert Palusiński psychoterapeuta 4. Wojciech Jóźwiak wydawca inretnetowego magazynu o tematyce szamańskiej "TARAKA" Dla zainteresowanych tematem szamanizmu i neoszamanizmu zapewne program okaża sie ciekawy. http://www.youtube.com/watch?v=fgNpwE3F7uo&feature=related http://www.youtube.com/watch?v=xzQsk6mjsIA&feature=related http://www.youtube.com/watch?v=oZ8KvAoKRsU&feature=related http://www.youtube.com/watch?v=FH2UQwi5ntI&feature=related http://www.youtube.com/watch?v=4sOHeCnXNtE&feature=related http://www.youtube.com/watch?v=D7I9UMtYdX4&feature=related
  6. W tradycyjnym Usui Reiki Ryoho, a tylko tego nauczam i ten aprobuję, mamy trzy stopnie: Shoden ? I stopień Reiki Okuden ? II stopień Reiki Shnipiden ? III stopień Reiki. Shoden służy oczyszczeniu i uzdrowieniu, równoważy, harmonizuje i ułatwia rozwój duchowy. Tu poznaje się podstawy Reiki i uczy pracy z energią. Jest to też stopień podstawowego samoleczenia oraz uzdrawiania innych. Pozwala także na energetyzowanie przedmiotów, roślin, pożywienia, leczenia zwierząt, itp. Shoden uaktywnia nas na przepływ Reiki, otwiera i oczyszcza nasze kanały energetyczne oraz czakry. Następuje to podczas Inicjacji składającej się z czterech wtajemniczeń (najczęściej podczas dwudniowego kursu przeprowadza się dwa wtajemniczenia na dzień). Okuden czterokrotnie poszerza przepływ Energii Reiki przez nas. Poza tym umożliwia także przekazywanie Reiki w czasie i przestrzeni. Na tym stopniu otrzymuje się także trzy znaki Reiki, wspomagające przekazywanie Reiki, ochraniające oraz mające szereg innych zastosowań. Shinpiden jest stopniem zwanym także mistrzowskim, gdyż uzyskujemy tu już tytuł Mistrza. Jednakże obecnie nie jest to równoznaczne z uzyskaniem uprawnień do nauczania i inicjowania innych. Wielu Mistrzów Reiki rozdziela ten stopień niejako na dwie części. Moim zdaniem słusznie, gdyż nauczanie i inicjowanie innych osób, to bardzo duża odpowiedzialność. Ważne tez jest, aby umieć pracować już z energią trzeciego stopnia i czwartym znakiem, który wówczas otrzymujemy. Jednak jest to indywidualna sprawa każdego Mistrza, a często seminarium III stopnia dostosowuje się do potrzeb i oczekiwań oraz możliwości samego ucznia. Ten etap wtajemniczenia w Reiki zwiększa też wielokrotnie możliwości korzystania z jej dobrodziejstw. Otrzymujemy tutaj 4 i ostatni znak, który podobnie jak poprzednie wspomaga naszą prace z energia. Tutaj też, jeśli zdecydujemy się na drogę nauczania Reiki, dowiemy się, jak inicjować inne osoby. W tym miejscu pragnę też podkreślić, że Reiki to Reiki, a te dodatki, które się ostatnio namnożyły w stylu Kundalini Reiki, Gold Reiki itd itp to po prostu Reiki z jakimś tam dodatkiem, za który często tzreba słono zapłacić a do tego otrzymuje się jakieś dodatkowe znaki nie Reiki i często dzieli na różne inne stopnie. Ale o tym napiszę więcej w innym poście. ......................................................................... powyższy tekst jest częścią mojego skryptu o Reiki dla osób inicjowanych u mnie do I stopnia.
  7. Religia bez Boga. Stawia na wewnętrzną doskonałość i harmonię. Uwolnić się od wszelkich trosk i pragnień. Liczba wyznawców to około 500 milionów. Buddyzm, jedna z wielkich religii uniwersalnych oraz system filozoficzny, który wywodzi się z nauki o charakterze etyczno-soteriologicznym propagowanej na terenie północnych Indii (Bihar i pogranicze Nepalu) na przełomie VI i V w. p.n.e. przez Siddharthę Gautamę - Budda. Po śmierci Buddy jego nauka szybko się rozprzestrzeniła i za panowania cesarza Aśoki objęła niemal cały subkontynent indyjski, a wraz z misjonarzami dotarła na Sri Lankę i do Azji Południowo-Wschodniej, być może także do Chin. W ciągu kilku następnych stuleci buddyzm stopniowo upowszechnił się na terenie środkowej i wschodniej Azji. Idee buddyjskie pojawiły się w okresie gwałtownych przemian społecznych, ekonomicznych i politycznych (rozwój handlu i gospodarki monetarnej, pojawienie się ważnych ośrodków miejskich, centralizacja władzy i konflikty zbrojne). Egalitaryzm buddyjski, w tym odrzucenie systemu kastowego, był m.in. wynikiem procesu stopniowej asymilacji rdzennej ludności niearyjskiej i wiązał się z republikańskim ustrojem państwowym, na których terenie prowadził swą działalność Budda. Początkowo zwolennicy Buddy stanowili jedną z licznych grup wędrownych ascetów przemierzających dolinę Gangesu, mających odrębne reguły zakonne i zespół wierzeń. Tradycyjnie najważniejsze filary buddyzmu określa się jako trzy klejnoty (triratna): 1. Budda - jako propagator, 2. dharma - nauka Buddy, 3. sangha - gmina wyznawców. Symbolem buddyzmu jest dharmaćakra (koło Prawa), które nawiązuje do idei monarchy świata (ćakrawartin). Tak jak ćakrawartin podbija cały świat, wprawiając w ruch dysk (ćakra), tj. śmiertelną broń, Budda zdobywa ludzkość w sposób pokojowy, wprawiając w ruch koło Prawa, tj. głosząc swoją naukę. Nie sposób precyzyjnie zrekonstruować doktrynę pierwotnego buddyzmu, sformułowaną przez jej twórcę, gdyż Budda nie spisał jej sam, jest znana wyłącznie z przekazów jego uczniów. Niemniej kazania Buddy, nazywane sutrami, przechowane w ludzkiej pamięci dzięki specjalnym zabiegom mnemotechnicznym, a następnie spisane, odzwierciedlają oryginalne tezy i argumentację Buddy. Rozprzestrzeniając się na tak rozległym obszarze, buddyzm przeobrażał się pod wpływem lokalnych wierzeń i obyczajów, choć zasadnicze jego tezy pozostały niezmienione do dziś. Pomimo usystematyzowania doktryny na zwoływanych w tym celu synodach ok. III w. p.n.e. wykształciły się odrębne szkoły hinajany, w okresie zaś I w. p.n.e. - I w. n.e. nurt mahajany. Rozwój rytualizmu i asymilacja pierwiastków magicznych doprowadziły do wykształcenia się ok. V w. n.e. trzeciego głównego kierunku buddyzmu - wadźrajany (mantrajana). Symbolicznym początkiem buddyzmu (a zgodnie z buddyjskimi wierzeniami - odnowieniem prastarej nauki) jest pierwsze wygłoszone przez Buddę kazanie w Sarnath koło Benaresu (Waranasi) ok. 525 p.n.e. Punktem wyjścia nauki Buddy - zawartym w prawdzie o cierpieniu - jest przekonanie, że egzystencja niesie z sobą nieuniknione cierpienie, które wynika z rozłąki z tym, co przyjemne, i połączenia z tym, co bolesne, a co wiąże się z chorobą, starością i śmiercią. Bolesność egzystencji, równoznaczna z samym światem, wynika z faktu, że wszystko, co istnieje, ma chwilową naturę (kszanika) i jest pozbawione trwałego, niezmiennego podłoża. Własne ja nie istnieje. Podobnie osobowość człowieka nie stanowi odrębnej, trwałej i wiecznej całości, lecz jest zmiennym potokiem składającym się z 5 elementów: 1. doznania zmysłowe, 2. uczucia, 3. rozpoznawanie, 4. dyspozycje psychiczne, 5. świadomość. O losach jednostki, w tym także o jej przyszłych narodzinach, decyduje karman, tj. czyn nacechowany etycznie: każde dobre lub złe działanie bezwzględnie pociąga za sobą odpowiednio - zapłatę lub karę. Korzeniem wszelkiego cierpienia jest przekonanie o istnieniu własnego ja. Buddyzm odrzuca istnienie duszy, a odrodzenie się w kolejnym życiu (jako bóg, człowiek, zwierzę, duch lub istota piekielna) jest jedynie nową konfiguracją dharm - nieustające koło losu - reinkarnacja - ciągły powrót. Buddyzm głosi, że istnieje kres cierpienia, a jest nim wyzwolenie (nirwana) z kręgu wcieleń, uzyskanie najgłębszego spokoju i zanik pragnień. Następuje to w momencie, gdy wygasa wszelki związek między elementami potoku składającymi się na iluzoryczną osobowość i kiedy przestają się one wzajemnie warunkować. Prawda o drodze prowadzącej do unicestwienia cierpienia sprowadza się do szlachetnej ośmiostopniowej ścieżki, wykazującej pewne podobieństwa z praktyką jogi: 1. 1) właściwe spojrzenie, 2. 2) właściwe zrozumienie, 3. 3) właściwa mowa, 4. 4) właściwe działanie, 5. 5) właściwe życie, 6. 6) właściwy wysiłek, 7. 7) właściwa myśl, 8. 8) właściwe skupienie. Stopnie 3-5 składają się na zalecenia moralne (śila), ujęte w 5 podstawowych przykazań dotyczących myśli, mowy i czynu: 1. niekrzywdzenie (ahinsa), 2. nieprzywłaszczanie rzeczy, 3. powściągliwość seksualna, 4. prawdomówność, 5. powstrzymanie się od substancji odurzających. Stopnie 6 i 7 składają się na praktyki medytacyjne niezbędne do uzyskania najwyższego stopnia skupienia (samadhi), dzięki któremu można uzyskać oświecenie (bodhi). Stopnie 1 i 2 dotyczą mądrości (pradźńa), dzięki której adept rozumie strukturę świata i rozpoznaje trzy znaki uniwersalne wszelkich uwarunkowanych zjawisk: 1. nietrwałość, 2. bolesność, 3. niesubstancjalność. Podstawowym zagadnieniem w buddyzmie są kwestie etyczne. Buddysta powinien ćwiczyć się w 3 głównych cnotach: 1. powstrzymywać się od wyrządzania cierpienia (ahinsa), 2. kultywować uczucie więzi i przyjaźni z wszystkimi istotami (majtri), 3. rozwijać w sobie miłosierdzie (karuna). Przeszkodą w rozwoju wewnętrznym jest asrawa, czyli zmaza, skażenie, zła skłonność. Ma ona 3 rodzaje: 1. skażenie cielesną żądzą (kama), 2. skażenie pragnieniem życia doczesnego (bhawa), 3. skażenie niewiedzą (awidja). Wegetarianizm nie stanowi nakazu religijnego. Ponadto, skoro odrębne i trwałe ja nie istnieje, bezcelowe jest dążenie do posiadania dóbr i przywiązanie do nich. Z buddyjską ideą wielkiej wspólnoty etycznej wiąże się przekonanie, że człowiek nie dąży do opanowania świata i uczynienia go sobie poddanym, lecz jest jedynie częścią tego świata, a jego natura nie różni się od natury innych żywych stworzeń. W etycznej postawie dodatkową rolę odgrywa świadomość, że w odwiecznym kręgu wcieleń człowiek sam odradzał się w niezliczonych formach egzystencji, a inne istoty żywe bywały w przeszłych wcieleniach związane z nim także więzami krwi. Prawo etycznego postępowania i solidarności z innymi żywymi istotami nie jest zatem odgórnym nakazem, pochodzącym np. od boga, lecz wynika bezpośrednio z natury człowieka i świata. Z założenia buddyzm jest systemem ateistycznym, bez idei stwórcy czy istoty nadprzyrodzonej kierującej losami świata. Bogowie również umierają i odradzają się ponownie, podlegając w kręgu wcieleń podobnym uwarunkowaniom co ludzie i inne istoty żywe. Budda nie jest bogiem, lecz człowiekiem, który osiągnął ideał wyzwolenia i wskazuje ludzkości właściwą drogę. Miejscem kultu są pomniki-relikwiarze (stupa), w kształcie kurhanu, o kosmogonicznej symbolice (najwspanialsze to Sańći w centralnych Indiach, Borobudur na Jawie i Angkor w Kambodży), świątynie (ćajtja), zawierające w swym wnętrzu stupę, oraz klasztory (wihara), łączące funkcje schronienia dla mnichów i świątyni. Funkcję kultową pełni melorecytacja formuł modlitewnych, odprawianie rytuałów (pudźa), składanie ofiar (np. kwiatów), oddawanie czci - głównie jako przypomnienie ideału człowieczeństwa - posągom i relikwiom, a także ceremonia obchodzenia stupy zgodnie z kierunkiem ruchu słońca (pradakszina). .................................................... źródło:http://www.filozofiaczyreligia.yoyo.pl/pliki/religia_religie.html#buddyzm
  8. Poniżej są dwa filmki o pozycjach dłoni w Reiki, na pewno osobom, które juz mają Reiki sie przyda ale i te, któe się dopiero przygotowują do Reiki może byc pomocne.
  9. Dzięki za ciekawy link, zaraz poczytam. A powiedzcie czy dla Was zdejmowanie pieczęci wiazało się z jjakimis mocno emocjonalnymi lub psychofizycznymi bólami lub stanami?
  10. Dla tych, którzy chcą sie sami nauczyć widzenia aury: http://www.astraldynamics.pl/upload/Tre ... a_aury.pdf To jest tekst Roberta Bruca pod tym samym tytułem, co temat. Ćwiczenia są proste i nie skąplikowane więc mozna spokojnie nauczyc sie wdzenia aury. A dla bardziej leniwych i nie lubiacych czytać to proszę tu:
  11. Kochani, w tym miejscu każdy może poprosić o przekaz energii reiki dla siebie lub kogoś z rodziny, kto takiej pomocy potrzebuje. Na pewno osoby zajmujące się reiki czy inna forma uzdrawiania energetycznego wspomogą leczenie potrzebujących. Napisz kto: najlepiej imię i nazwisko osoby i miejscowość w jakiej przebywa, oraz jakiej pomocy oczekuje, na co choruje. Jeśli jest taka możliwość to dobrze dołączyć fotkę osoby, dla której prosicie o pomoc. Będzie też miło, jeśli potem podzielicie się z nami informacjami o stanie zdrowia, czy się poprawił czy nie. O odczuciach jakie towarzyszyły przekazowi itd itp. Pozdrawiam
  12. Czym jest Taoizm? Taoizm to bajka. Tak o nim mówił np Zhungzi, który żartował, ze nie wiedział, iż jest taoistą. Czym jest TAO? Niby proste, a jakże trudne do zdefiniowania. Tao znaczy "Droga" czasem tez tłumaczy sie jako "Kierowanie" Ale Tao mozna rozumieć jako niezawodny modus operandi i to w dwóch znaczeniach 1. jako kierowanie zachodzącymi procesami 2. jako procesy będące tego kierowania efektem. Taoizm to chiński system filozoficzno-duchowy. Powszechnie uważa się go za najstarszy system dawnych Chin, na którego kanwie rozwijał się później w Chinach konfucjanizm i buddyzm chiński. Tak np. często chińską szkołę Chan (Zen) uważa się za efekt połączenia się medytacyjnego nurtu buddyzmu z Indii i rodzimego taoizmu. Moim zdaniem jeden z lepszych opisów tego czym jest Tao, znajduje się w książce R. M. Smullyan'a "Tao jest milczeniem" i idealnie obrazuje czym Tao jest. "Aby zbawić swą duszę, chrześcijanie muszą za wszelka cenę przekonywać pogan i ateistów, że Bóg istnieje. Również ateiści muszą za wszelką cenę przekonywać chrześcijan, ze wiara w Boga nie jest niczym innym, jak tylko dziecinnym i prymitywnym przesądem, przynoszącym wiele szkody sprawie prawdziwego postępu społecznego. Tak więc walczą, atakują i tłuką się nawzajem. Tymczasem taoistyczny mędrzec siedzi sobie cichutko nad strumieniem, moze z tomikiem poezji, kieliszkiem wina, przyporami malarskimi, ciesząc się tao w sercu, nie dbając o to, czy ono istnieje, czy nie. Mędrzec nie czuje potrzeby twierdzenia istnienia tao. Jest zbyt zajęty cieszeniem się nim!" ................................................ Poniższy tekst jest mojego autorstwa i zamieszczony jest też pzreze mnie na innym forum.
  13. Znalazłam takie cos w necie : A teraz przyznać się bez bicia, kto ma skrzydła? Reka, albo skrzydełko w górę.
  14. Tao które może być poznane nie jest Tao Substancja świata to tylko nazwa dla Tao. Tao jest wszystkim co istnieje i może istnieć; Świat jest tylko oznaczeniem tego, co istnieje i może istnieć. ......................................................... Zamieszczane przeze mnie wpisy pochodzą z Tao Te Ching ze strony http://www.gnosis.art.pl/e_gnosis/ex_oriente_lux/tao_te_ching1.htm gdzie przedstawiono: "próby interpolacji przekładów Tao Te Ching, której w języku angielskim dokonał Peter A. Merel - na podstawie tłumaczeń następujących osób: Lin Yutang, Ch'u Ta-Kao, Gia-Fu Feng i Jane English, Richarda Wilhelma oraz Aleistera Crowleya." Moje wpisy i Kuanan sa zachowane w ciągłości takiej jak w Tao Te Chin
  15. Zioła cieszą się sporym zainteresowaniem, a kyracje ziołowe mają opinię bezpiecznych a skutecznych. Niestety z tym bezpieczeństwem w stosowaniu ziół bywa różnie. Dlatego lepiej zachowac umiar i konsultować z lekarzem ziołowe specyfiki, ajkie zamierzamy stosować. Niektóre zioła mogą blokować lub utrudniac wchłanianie niektórych leków, lub wykluczać się z nimi wzajemnie. inne powodują silne alergie, a jeszcze inne mogą być toksyczne, jeśli się je stosuje niewłaściwie. O ostrożności w stosowaniu leków ziołowych już rozmawialiśmy w temacie: Zakazany rumianek ale temat myślę, że wart uwagi. Kiedys napisałam artykuł o pewnych zalecancyh środkach ostrożnosci w stosowaniu ziół, który w całości jest na moim blogu "Szepcząca z gór sowich". Artykuł napisałam w oparciu o źródła książkowe, min "Zioła w Polskim Domu" D. Tyszyńskiej Kownackiej. Tu przedstawię tylko fragment o samych ziołach: ALOES – nie powinny go stosować (zwłaszcza wewnętrznie) kobiety w ciąży, a także osoby chore na nadciśnienie oraz te z osłabionymi i kruchymi naczyniami krwionośnymi. Poza tym przy długotrwałym stosowaniu aloesu lub jego preparatów można uszkodzić sobie wątrobę oraz spowodować niedobór kilku pierwiastków (m.in. sodu i potasu). CHRZAN - nie powinni go spożywać chorzy na marskość wątroby, a także osoby, u których wystąpiły stany zapalne układu pokarmowego i nerek. DZIURAWIEC – stosowany w dużych dawkach może spowodować oparzenia słoneczne i podrażnienia skóry. Dlatego należy go unikać w lecie, a jeśli kuracja jest konieczna unikać słońca. GŁÓG – jest raczej bezpieczny ale stosując go często (długotrwałe kuracje trwają nawet kilka lat) i w dużych ilościach działa ujemnie na organizm. JAŁOWIEC POSPOLITY – należy go dawkować bardzo ostrożnie, gdyż w dużych ilościach podrażnia nerki, a stosowany zewnętrznie może podrażniać skórę. JARZĘBINA - Zawiera kwas parasorbowy, który rozpada się pod wpływem wysokich temperatur i suszenia, dlatego nigdy nie należy spożywać surowych owoców jarzębiny – może się to skończyć biegunkami, wymiotami i osłabieniem organizmu. KRWAWNIK POSPOLITY – w dużych ilościach może być bardzo toksyczny. Niepożądane objawy to silne bóle głowy oraz stany podobne do oszołomienia. Czasem powoduje omdlenia. Stosować raczej według zaleceń specjalisty. MALINA WŁAŚCIWA - przy stanach zapalnych nerek lub u chorych na podagrę duże ilości malin mogą wywołać podrażnienia. Dlatego te osoby powinny spożywać ją ostrożnie. MIĘTA – Należy do często i powszechnie stosowanych ziół. Ale zalecam stosować ją z umiarem. Nigdy nie należy jej podawać niemowlakom, a małym dzieciom dopiero po konsultacji z lekarzem. MNISZEK - stosować ostrożnie, w dużych ilościach i spożywany często może zwiększyć liczbę białych krwinek. POKRZYWA - Nie powinny jej spożywać osoby z chorymi nerkami, a także przy cystach i polipach. Poza tym stosując kuracje pokrzywową należy raz na kilka dni zrobić sobie 2-3 dniową przerwę. SKRZYP POLNY - Stosując kuracje ze skrzypu (wewnętrznie) należy robić przerwy. Kilka dni przyjmowania skrzypu na kilka dni przerwy. Dotyczy to herbatek oraz innych preparatów. Skrzyp, przy skutecznym działaniu na wiele schorzeń, może wypłukiwać witaminy z grupy B z organizmu. SZAŁWIA – olejek szałwiowy może wywołać uczulenia. Ponadto szałwia nie zalecana jest dla kobiet w ciąży i karmiących matek. Nadmierne spożywanie szałwi i preparatów szałwiowych powoduje podrażnienie skóry, dlatego nie należy jej stosować przy silnym nasłonecznieniu. TYMIANEK WŁAŚCIWY - zawiera tymol, który w większych ilościach jest silnie toksyczny (trujący). Ponadto tymianku i preparatów tymiankowych nie wolno spożywać kobietom w ciąży oraz osobom z chorobami serca. ...................................... A z forum zielarskiego, podaję listę ziół wraz z ostzreżeniami Lippia trójlistna- uzywana przez dłuższy czas powoduje podrażnienie zołądka Chrzan - nie wskazany przy chrobach nerek Gorzyca- nasiona podrażniaja delikatna skórę Złocień dalmatyński - ekstraktowane i czynne składniki pyretyna i cyneryna śa trujace dla ludzi i zwierząt Fenkuł zwyczajny- wszelkie księgi mówią że nalezy trzymać się ustalonych proporcji ( nie przedawkować!) poneważ działa toksycznie. Poziomka pospolita- u niektórych osób uczula Wieczornik damski- duże dawki wywołuja wymioty ( czasem potrzebne) Hyzop lekarski- nie stosowac w czasie ciąży Szczaw zwyczajny- większe dawki uszkadzają nerki Ruta zwyczajna- Może wywołac mocne uczulenia skóry , zbroniona w czasie ciąży Santolina - nie stosować wewnętrznie Szaławia lekarska- nie wskazane jest długotrwałe stosowanie ziela Mydlnica lekarska - Korzenie mydlnicy są trujące , nie wolno ich stosować wewnętrznie Zywokost lekarski - zdania podzielone na temat zastosowan wewnetrznych Wrotycz- zakaz stosowania podczas ciąży , w wiekszych dawkach uczula ( dobry do aromatyzowania kiełbasek , ciasta z miesnym farszem , ,omletów) Kozłek lekarski- po 2,3 tygodniach zązywania obowiązkowa 2 tygodniowa przerwa Dziewianna pospolita - uzywac w małych dawka ze względu na długotrwałe podraznienia gardła Aloes- duże dawki powoduja wymioty Arcydzięgiel litwor- kontakt ze swieżą roslina moze wywołać reakcje alergiczną (zaczerwienienie , swedzenie) arcydziegiel zawiera furanokumaryny powodujace nadwrazliwość skóry na światło słoneczne.Podczas stosowania unikac opalań. Arnika- przedawkowanie- biegunka wymioty , zaburzenia rytmu serca, utrata przytomnosci, Nie powinno sie jej stosować w przypadku stanów zapalych zołądka i jelit , krwawienia z przewodu pokarmowego , stanów pozawałowych , podczas leczenia strofantyną i glikozydami naparstnicy , w ciąży.Arniki nie wolno stosowac na rany i ostre stany zapalne skóry . nalezy unikać przetworów o wysokim stężeniu (mogas doprowadzić do zmian martwiczych) Bez czarny- nie wolno stosowac bzu kiedy organizm jest odwodniony Berberys pospolity- nie wolno przyjmowac go zbyt długo ponieważ berberyna odkłada się w organizmie Biedrzyniec anyz- przedawkowanie olejku (doustnie) może spowodowac podrażnienie błony słuzowej żołądka ,i nawet odurzenie i drgawki Borówka czenica – napar z liści obniża poziom cukru we krwi – osoby cierpiące na cukrzyce powinny skonsultować się z lekarzem Obiecano tam uzupelnić listę o kolejne zioła, wiec jak się pojawi to dodam. Cały temat znajduje się na forum zielarskim pod adresem: http://rozanski.ch/forum/index.php?topic=375.0 Pozdrawiam i czekam na Wasze informacje o ostrożności w stosowaniu ziół, tu uklon zwłaszcza w strone osób, które zajmują się uzdrawianiem.
  16. Jak myślicie (a może ktoś ma niezłomną pewność) co dzieje się z duszą człowieka podczas opetania. Mam tu na myśli samo zjawisko przejęcia ciała człwowieka przez inny byt. Nie mam na myśli tylko klasycznych opętań w stylu filmu Egzorcysta" ale też wszelkich innych form. A wiadomo, że w praktykach magicznych i szamańskich czasem się wpuszcza do swego ciała ducha lub bóstwo (np loa w rytualach voodoo). Taki byt z mniejszym lub większym stopniem świadomości człowiekka zawiaduje jego ciałem. No a co z duszą? Gdzie ona wtedy jest? Co wtedy czuje? Czy może to jej zaszkodzić? Czy przeciwnie? Zapraszam do dyskusji.
  17. Od wielu lat mniej lub bardziej kręcę się w pobliżu szeroko pojętej ezoteryki. Droga moja po tej materii jest jeszcze dłuższa i bardziej kręta. Zaczynałam, jak wielu innych. Zagubiona, nie pasująca do utartej koncepcji świata, poszukiwaczka siebie. Zaglądałam za różne kurtyny, czasem uczestniczyłam w jakiś spektaklach zwanych magią, New Age, uzdrawianiem czy wróżbiarstwem. Zapierałam się, że zawsze magia, że nigdy nic innego. Potem przyszło inne i też się zapierałam, że to i nic innego. Dziś się nie zapieram. Dziś po prostu idę przed siebie przyjmując to, co przychodzi do mnie. Jestem inna, niż wczoraj i inna niż będę jutro. Raduje mnie sam fakt kroczenia, poznawania i rozwoju tego, co we mnie. Przyglądam się spotykanym w tej drodze ludziom. Są jak zwierciadła. W tak wielu odnajduję wcześniejszą mnie. Są jak niegdyś ja, poszukiwaczami siebie, naćpanymi wiedzą z książek, for i milionów stron w sieci, nafaszerowani nie swoimi mądrościami. Będących w jakimś konflikcie, najczęściej ze sobą, a przy okazji z całym światem. A do tego suto okraszeni ego walczącego o równouprawnienie z krytykiem wewnętrznym. Rozpaczliwie szukają swego Mistrza, Nauczyciela, Guru, a kiedy wytypują już kandydata na to stanowisko, poddają ostrej krytyce za niespełnione oczekiwania. Bo oczekują nie tego, co może im dać, lecz gotowych rozwiązań lub magii, która załatwi wszystko. A to się tak nie da. Obserwuję tych poszukiwaczy. Czasem wtrącę słowa, które prowadzą do celu jak w zabawie ?Ciepło ? Zimno?. Niektórzy nawet się kuszą zajrzeć za wskazówkę z napisem ?Ciepło?. Niestety za nią nie ma gotowych rozwiązań, poprawiających nasz los i życie w pięć minut. Nie ma cudu, który to sprawi. Jedyne, co znajdują to produkt z nalepką, że zmiana na lepsze gwarantowana tylko po zastosowania dodatkowego środka w postaci zmiany siebie. A to już nie jest drogą łatwą i bezbolesną, bo trzeba mieć odwagę spojrzeć w siebie i? Wymazać siebie. Tak, wymazać, bo aby zacząć tworzyć nowe, trzeba zrobić miejsce usuwając stare. A to stare trzyma się dobrze i wcale nie chce odejść. Trzeba, więc nieźle się nagimnastykować by tego chwasta wyrwać z korzeniami. I być przygotowanym, że jak się go wyrwie, to zaraz zacznie się dostrzegać inne, które tez trzeba wyrwać. No, ale jeśli się chce iść dalej, to trzeba. Bo tkwiąc w iluzji i szukając nie tego, co trzeba daleko się nie zajdzie. Wiem, bo sama kilka lat dreptałam w miejscu, choć zdawało mi się, że idę dość szybko. Szłam, ale nie w tym kierunku, co trzeba. Nie zapieram się, że moja droga jest jedynie słuszną. Jest taką dla mnie a i to tylko dziś. Jutro pewnie poznam nowe możliwości, bo te pojawiają się, co chwilę. Dla każdego z nas inne, ale warto czasem wykorzystać już te sprawdzone. Resztę i tak trzeba ?przerobić? samodzielnie.
  18. Niezwykłe zdolności zauważył u siebie mieszkaniec Biełaaziorska na zachodniej Białorusi. Okazało się, że mężczyzna potrafi przyciągać metalowe przedmioty. Białorusin nie jest zwykłym człowiekiem-magnesem. Potrafi przyciągać nie tylko przedmioty z żelaza, ale również wykonane z aluminium, których magnesy nie przyciągają. Białoruska telewizja ONT zademonstrowała jak Wasil Żukowicz przyciąga pokrywy od garnków, widelce, a nawet żelazko. Jak twierdzi, jego zdolność przyciągania wzrasta wieczorem, natomiast słabnie rano lub po wypiciu alkoholu. Wasil Żukowicz nie próbuje naukowo wyjaśniać niezwykłych właściwości swojego organizmu. Od czasu do czasu sprawdza tylko, czy nadal potrafi przyciągać metale. .......................................................... źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,4059318.html Jerzy Kostera, buski bioenergoterapeuta, ma nadzwyczajne zdolności. Potrafi przyciągać metalowe łyżki, widelce, a nawet... żelazko Pan Jerzy ma 48 lat, mieszka w Busku. W czerwcu zrobił badania w Kieleckim Studium Radiestezji i Bioenergoterapii, które potwierdziły, że posiada nadzwyczajne zdolności. Podczas jednej z prób jego dłonie zanurzone w wodzie wytworzyły taką energię, że zaświeciła się mała żarówka. ...................................................... źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,2197713.html
  19. Wysoki Kamień Wiele osób intuicyjnie wyczuwa miejsca w których straszy. Nie wiedzą co, nie rozumieją dlaczego ale czują chłód obecności, nieokreślony paraliżujący lęk. Duchy mają swoje ulubione miejsca pobytów, które my określamy jako wyjątkowe. Występują przeważnie w opuszczonych domach, na cmentarzach, leśnych uroczyskach. Czerpią energię z błąkających się w pobliżu zwierząt, biegających dzieci lub wędrujących turystów. Zawsze czekają ? cierpliwe i nieustępliwe. W okolicach Barda istnieje kilkanaście takich miejsc. Wiele związanych z nimi opowiadań to mniej lub bardziej fantastyczne bajki o duchach, rusałkach, wampirach i różnych demonach. Wszystkie nieprawdopodobne i niewiarygodne. Wszystkie z wyjątkiem jednej. Pracując nad historią tego miejsca miałem wątpliwości czy wyjawić czytelnikom jego lokalizację. Moje wątpliwości wynikały z dramatycznych wydarzeń, jakie były związane z tą sprawą w minionych lat. Doszedłem jednak do wniosku, że każdy kto posiada umiejętność intuicyjnego wyczuwania takich miejsc lub więcej niż trochę odwagi, powinien mieć możliwość udania się tam osobiście i doświadczenia wszystkiego na własnej skórze. Oczywiście na własną odpowiedzialność. A jak się mówi: odwaga to nic innego jak sztuka zaciskania zębów w odpowiednim momencie. Gdzie więc znajduje się to miejsce? Otóż każdy, kto weźmie do rąk mapę Gór Bardzkich i spojrzy na ich Grzbiet Wschodni, z łatwością znajdzie na niej szczyt o nazwie Wysoki Kamień (niemiecka nazwa: Der Hohe Stein). Znajduje się on mniej więcej w połowie linii prostej między wsią Laskówka a Przełęczą Łaszczowa. Wierzchołek góry jest dość płaski i wydłużony z dwoma widocznymi niewielkimi wzniesieniami. Na jednym z nich znajduje się właśnie ?Wysoki Kamień? będący potężnym, wysokim i masywnym blokiem skalnym skrytym wśród drzew. Wokół niego, w promieniu kilku metrów, dookoła całego zbocza, znajduje się rumowisko mniejszych bloków skalnych tworzących jakby okręg wokół centralnego bloku. Wysoki Kamień byłby wymarzonym miejscem na spacery gdyby nie pewne wydarzenia z 1966 roku, które na zawsze odmieniły jego historię. Z rozmów ze świadkami, do których udało mi się dotrzeć i przeprowadzonej kwerendy w prasie z tamtych czasów udało się ustalić najważniejsze fakty. 16 lipca 1966 roku grupa czterech nastolatków, dla rozrywki, postanowiła przeprowadzić seans spirytystyczny i wywołać ducha. Podeszli do sprawy bardzo poważnie zgromadziwszy wszystkie potrzebne przedmioty i przestudiowawszy dostępną literaturę na ten temat. Na miejsce owego seansu wybrali szczyt góry Wysoki Kamień, z uwagi na aurę tajemniczości jaką roztaczało to miejsce wokół siebie i zupełne odludzie. Seans odbył się dokładnie o północy. Celem było wywołanie ducha, związanego z miejscem w którym się znajdowali. Byli pewni, że nie wyjdzie z tego nic oprócz dobrej zabawy. Przeliczyli się. Tuż po zakoszeniu seansu nagle ucichł wiatr. Letnie, ciepłe powietrze zamarło i zgęstniało. Nie poruszało się ani jedno źdźbło trawy, ani jedna gałązka. Nastąpiła głucha cisza. Ognisko, które rozpalili, zgasło nagle tak jakby po prostu ktoś je zdmuchnął. Przerażeni rzucili się do plecaków po latarki. W tym momencie usłyszeli szelest kroków. Coś lub ktoś zaczęło się poruszać biegiem, w szaleńczym pędzie, dookoła ich obozowiska. Łamiąc z trzaskiem gałęzie, poruszając krzaki, kołysząc mniejszymi drzewami. Świecąc latarkami w ciemnościach, w kierunkach skąd dobywały się te dźwięki widzieli tylko ruszające się gałęzie i drzewa. Spanikowali. Rzucili się do ucieczki na oślep w dół zbocza. Do najbliższej wsi, Laskówki, dotarło tylko dwóch. Byli wykończeni, przerażeni i cali pokaleczeni nocnym biegiem po lesie. Nikt nie chciał im uwierzyć w to co opowiadali. Od razu wezwano milicję. Rankiem, po dwóch dniach od zdarzenia, rozpoczęto poszukiwania dwójki, która była w noc wywoływania duchów na górze i nie wróciła do tej pory. Trwały one sześć dni. Sześć dni w czasie których przeczesano góry na całej szerokości, od Barda po szosę Kłodzko-Złoty Stok. Chłopaków nigdy nie odnaleziono. Zostali uznani oficjalnie za zaginionych. Po tym zdarzeniu cała dwójka, która pozostała, miała co noc koszmary senne o swojej śmierci. W każdym śnie występowała niewyraźna, wysoka postać o imieniu Aargaroth (pisownia zachowana według wywiadu jednego z chłopaków dla gazety), która, jak mówili nastolatkowie, patrzyła się jak umierają. Pierwszy z nich zniknął bez wieści 24 lipca, osiem dni po wydarzeniu, drugi zaś dwa dni później tj. 26 lipca 1966 roku. Nigdy ich nie odnaleziono. Od 16 lipca 1966 roku do czasów dzisiejszych istnieje łącznie osiem udokumentowanych przypadków zaginięć osób, które były w dni poprzedzające zaginięcie na Wysokim Kamieniu. W większości byli to pracownicy leśni. Obecnie zbocza Wysokiego Kamienia porasta najgęstszy i najbardziej niedostępny las w całych Górach Bardzkich. Ci, którzy wracają z góry, zawsze w dzień, opowiadają o niesamowitych rzeczach jakie dzieją się na samym jej szczycie. Jak do tej pory nikt nigdy nie zdecydował się zostać tam po zmroku. Mówią, że strach ma wielkie oczy ale na Der Hohe Stein czuć nie tylko jego wzrok na sobie ale także dotyk? Źródło: Bogusław Romaszewski, Ewa Pazdioara, Tomasz Karamon, "Legendy i opowieści ząbkowickie" (http://www.bardo.info.pl/niesamowitehis ... #hohestein) Gnomy - smutna prawda... Spytacie kim lub czym są gnomy? Skąd pochodzą? Tego niestety nie wiem. Ani ja ani nikt z moich rozmówców. W tytule tej historii użyłem określenia "gnomy" gdyż, według mnie, swoim wyglądem są najbardziej zbliżone do istot zwanych gnomami - opisywanych w bajkach i baśniach. Lecz ta historia wcale nie jest bajką, a tym bardziej baśnią... Z relacji świadków, jakie udało mi się zebrać wynika, że istoty te na pewno zamieszkiwały najbliższe okolice Barda. Z racji istnienia sporej ilości relacji zamieszczę tutaj tylko dwie wybrane. Poniższa, jest pierwszą relacją o zauważeniu takiej istoty, na jaką udało mi się natknąć. Pochodzi ona z 1978 roku. Jej autorką jest Katarzyna Wiącek. "...to było w lecie. Byłam wtedy jeszcze młodą dziewczyną. Wracałam już pod wieczór, ze studzienki, jak już zaczęło się na dobre ściemniać. Szłam drogą biegnącą za ?warszawianką? na ulicę Krakowską. Gdy byłam przed punktem widokowym ogarnęło mnie przeczucie, że ktoś za mną idzie. Przestraszyłam się wtedy nie na żarty. Nie zatrzymując się odwróciłam głowę do tyłu i wtedy go zobaczyłam. Jakieś dziesięć metrów za mną. Nigdy tego nie zapomnę! Był wysoki gdzieś tak do kolan. Miał małe, śmieszne grube nogi. Ubrany był w ciemnozielone zniszczone spodnie i sponiewierany brązowawy kaftan do pasa, z kapturem narzuconym na głowę. Ubrania miał zrobione z takiego grubego materiału z jakiego kiedyś szyto szaty mnichom. W momencie gdy go zobaczyłam zatrzymałam się. On też się zatrzymał. Mimo, że nie widziałam dokładnie rysów twarzy bo miał naciągnięty na głowę ten kaptur to jestem pewna, że się uśmiechnął. Uśmiechnął się i od razu skoczył w chaszcze po prawej stronie drogi i straciłam go z oczu..." Autorem drugiej relacji jest Jakub Sowiński. Zdarzenie to miało miejsce w 1995 roku: "...to był późny jesienny wieczór. Było już zimno, ciemno i wiał mocny wiatr. Ulice opustoszałe. Wracałem właśnie do domu, idąc w dół ulicą Męki Pańskiej. Gdy wyszedłem zza zakrętu, w stronę tego ronda za pierwszą kapliczką różańcową, zobaczyłem go. Był w połowie drogi po lewej stronie, między płotem, a tą dużą starą lipą, która rośnie na środku tego ronda. Szedł odwrócony do mnie bokiem, lekko zgarbiony, nie widziałem w ogóle jego twarzy bo miał naciągnięty na głowę kaptur. Wysoki był gdzieś na około 40 cm. Ubrany w starą zniszczoną opończę aż do ziemi, z kapturem z takiego grubego parcianego materiału. W momencie gdy go zobaczyłem on musiał mnie usłyszeć, bo rzucił się biegiem w kierunku prawej strony - jest tam strome pobocze, które wtedy było porośnięte gęstymi krzakami, tak, że straciłem go z oczu tuż za tą lipą w ciemnościach. Był cholernie szybki! Wydaje mi się, że wracał od kurnika, który był tuż za płotem po lewej stronie. Wcześniej pamiętam, jak rozmawiałem zupełnie przypadkiem z człowiekiem, który jest właścicielem tego kurnika. Był zły, mówił mi, że jakieś zwierzę, chyba lis, dobiera mu się ciągle do kur..." Im bliżej naszych czasów tym coraz mniej jest relacji osób, które widziały gnomy. Ostatnia relacja pochodzi z 1999 roku. Wydaje się, że wraz z postępem cywilizacyjnym, z niszczeniem naturalnego środowiska przez człowieka, zniszczyliśmy również te istoty. Gnomy nie mając szans na szybką adaptację do zmieniającej się radykalnie sytuacji, nękane głodem i innymi plagami prawdopodobnie wymarły. Być może istota widziana przez Jakuba Sowińskiego, wykradająca jaja z kurnika, była jedną z ostatnich. Być może głód zmusił je do tego by wejść do miast, zbliżyć się do siedlisk ludzi. W efekcie stało się to ich zgubą. Imiona i nazwiska świadków zostały celowo zmienione. (http://www.bardo.info.pl/niesamowitehis ... #hohestein) Płanetnicy Czy ktoś z was wie kim są Płanetnicy? Na pewno bardzo niewielu. A więc posłuchajcie... Kiedyś, dawno temu, świat nieskażony i rzadko zaludniony zamieszkiwały liczne duchy, duszki, demony i bóstwa. Gnieździły się właściwie wszędzie: w żywiołach - ogniu, wodzie, powietrzu i ziemi; w przyrodzie - w górach, skałach, jeziorach, lasach i drzewach. Obecne były w gwiazdach, w wietrze, w piorunach, niektóre wcielały się w zwierzęta i ptaki, a inne w ludzi. Zasiedlały ludzkie gospodarstwa i domostwa. Gdy do Polski przybyło chrześcijaństwo i okrzepło, zaczęło potępiać rodzime duchy, usiłując wtrącić je do panachrześcijańskiego piekła. Ale część z nich przetrwała w nazwach, przysłowiach, zwyczajach ludowych przesądach i legendach. Większość odeszła wraz z ostatnimi ludźmi którzy w nie wierzyli. Z wiary bowiem czerpały swoją siłę, ukazywały się bowiem tylko tym ludziom, którzy w nie wierzyli. Były jednak wyjątki. Do nich należą właśnie Płanetnicy. Na tę historię natknąłem się zupełnie przypadkowo i właściwie to ona właśnie zainspirowała mnie do stworzenia tego działu, poświęconego właśnie niesamowitym historiom. Ująłem ją w formie przejrzystej relacji dla lepszego zobrazowania wam sytuacji jaka wtedy miała miejsce. Chciałbym zaznaczyć, że powstała ona na podstawie rozmów jakie przeprowadziłem z dwoma osobami które były świadkami tego co się wtedy wydarzyło. O tej historii wie obecnie tylko paru mieszkańców Laskówki. Dlaczego? Powód jest prosty. Świadkowie tych wydarzeń nie opowiadali tej historii prawie nikomu sami nie mogąc uwierzyć w to co widzieli. Bali się, że "ludzie zaczną gadać, że są wariatami" i wyśmieją ich. Chciałbym również zaznaczyć, że spisanie tej historii było bardzo skomplikowane. Wiele czasu zabrało mi przełamanie bariery nieufności osób, jedynych żyjących jeszcze świadków całego wydarzenia i tych którzy znają pełną historię, a będących ludźmi już w bardzo podeszłym wieku. Mimo tego udało się. Efektem tego jest poniższa relacja, która ocala tę historię od zapomnienia... Laskówka, 14 lipca 1950 roku. Wczesnym rankiem Jan i Józef Leszczyńscy wybrali się do lasu na grzyby. Idąc lasem wzdłuż Gór Bardzkich dotarli w południe do wsi Laski. Tam postanowili, że wrócą do Laskówki drogą przez pola. Drogi było kawałek a znad zachodu, co się wcześniej nie zdarzało, właśnie nadciągnęły ciemne, niemal granatowe chmury. Deszcz zaskoczył ich nagle w połowie drogi. Schronili się pod jednym ze snopów siana, które stały na polach. Niebo było całe zasnute ciemnymi chmurami o fantazyjnych wybrzuszeniach i kształtach. Chmury wisiały tak nisko, że zdawało się iż niemal dotykają wierzchołków Gór Bardzkich. Co dziwne nie było burzy. Tuż przed tym jak spadł deszcz wiatr ustał zupełnie i zapadła niesamowita cisza. Nawet świerszcze ucichły. Ptaki się gdzieś pochowały. Przyroda zamarła. Powietrze zgęstniało i zrobiło się bardzo duszno. W końcu zaczęło padać. Deszcz wzmagał się z każdą minutą. W końcu padało tak mocno iż widoczność spadła zaledwie do paru metrów. Snop siana w którym się schronili przeciekał. Pole, z racji, że leżało w niewielkim zagłębieniu zamieniało się w malutkie, bagniste jezioro. Deszcz padał i nawet nie tracił na sile. Leszczyńscy, gdy woda sięgała już do kostek postanowili przenieść się do pobliskiego lasu, który z tego co pamiętali, chroniąc się pod snopem, leżał kilkanaście dobrych metrów od niego. Przodem szedł Jan. Widoczność z powodu ulewnego deszczu była niemal zerowa. Szedł starając się trzymać kierunek na las. Obaj byli cali przemoczeni. Deszcz nadal padał z wielką siłą. Szli tak przez dłuższy czas a lasu nadal nie było widać, chociaż powinni, jak im się wydawało, już do niego dotrzeć. W końcu Jan zauważył przed sobą jakiś zamazany kształt. Sądząc, że to drzewo, które mogłoby zwiastować, że zaraz zaczyna się las ruszył szybciej w tym kierunku. Józef aby się nie zgubić szedł tuż za nim krok w krok. Zbliżając się Jan zauważył, że to "drzewo" się porusza. Pomyślał, że to tylko przywidzenie ale gdy spytał Józefa co widzi ten również zauważył to samo. "Drzewo" wyraźnie się poruszało lub raczej powoli sunęło w ich kierunku, równolegle do nich w odległości paru metrów. Obaj byli przerażeni tym co po chwili zobaczyli. Nie było sensu uciekać gdyż widoczność była minimalna a poza tym pole po którym szli zamieniło się w bagnistą breję tak, że nogi zapadały się w błocie po kostki. Leszczyńscy stali skuleni i sparaliżowani strachem. Istota miała około trzech metrów wysokości. Była chuda i miała nienormalnie długie ręce i nogi, podłużną głowę. Poruszała sie powoli. Majestatycznie. Według Leszczyńskich najbardziej niesamowite było to, że była cała z wody. Wygladała jak przeźroczysty worek napełniony wodą o ludzkich kształtach. Żadnych rysów twarzy, włosów, kompletnie nic. Istota ta była stworzona z wody. Była wodą samą w sobie. Po chwili przemknęła obok nich i zniknęła za ścianą deszczu nie zwracając na nich najmniejszej uwagi. Po dłuższej chwili deszcz zaczął powoli ustawać, tak, że po kilku minutach przestało zupełnie padać. Po powrocie do wsi nie powiedzieli o tym zdarzeniu nikomu. W 1988 roku do Laskówki przyjechała wycieczka z Niemiec w skład której wchodzili nieliczni jeszcze żyjący mieszkańcy Laskówki sprzed 1945 roku. Opowiadali między innymi miejscowe legendy które usłyszeli od swoich babek i prababek. W tym te o diabłach, którzy pojawiali się podczas silnych ulew... Silne oberwania chmury przeszły nad Laskówką jeszcze w roku 1964, 1978, 1983 i w 1993. Do dziś gdy nadchodzi burza niektórzy żyjący jeszcze najstarsi mieszkańcy we wsi mówią "Idzie burza, przyjdą diabły". Czy mają na myśli Płanetników? Czy również Ich widzieli? Kim właściwie są te istoty przybywające na chmurach deszczowych? Tego pewnie nie dowiemy się nigdy? Imiona i nazwiska świadków zostały celowo zmienione. http://www.bardo.info.pl/niesamowitehis ... #hohestein
  20. Czy Waszym zdaniem sakramenty lub inne "namaszczenia" religijne mają wpływ na czakry? Niedawno pojawił się temat bolesnych odczuć na Adżnie (3 oko) podczas bierzmowania. Często też wśród ezoteryków i osób zajmujących się tzw rozwojem duchowym wspomina się o zamknięciu czakr (a dokladniej o blokadach na nich - bo czakry zamknąć sie nie da z definicji) przez sakramenty święte. Czy też o zaburzeniach w funkcjonowaniu czakr. Jakie są Wasze doświadczenia i przemyślenia na ten temat?
  21. Jak w temacie. Zapraszam do dyskusji na wysokim poziomie.
  22. Siedzę czasem w mojej Króliczej Norze i pozwalam myślom płynąć swobodnym nurtem. Często jednak pozostaje we mnie świadomość czasu. Ten zaś jakoś szybko goni do przodu, uwiera gdzieś w siedzenie przeszkadza i rozprasza. W takich chwilach pragnę zanurzyć się w Bezczas, gdzie nie ma nic, tylko ja i trwanie. Ktoś może powiedzieć, ze Bezczas nie istnieje. Też tak myślałam, gnając do przodu przez życie, bo wszak Czas w miejscu nie stoi. Nawet w medytacji istniała we mnie zakodowana świadomość czasu, bo cały swój czas podzieliłam na mniejsze czasy Był więc czas snu, czas posiłku, czas medytacji, czas pracy, czas nauki, itd. Zauważcie, że dość często właśnie tak dzielimy czas. Na czas młodości, czas beztroski, czas przeszły dokonany i niedokonany, czas teraźniejszy, czas przyszły, czas, który nigdy nie stoi w miejscu. A dlaczego nie zatrzymać go na kilka chwil? Dla siebie i swojej świadomości. Gnałam przez Moje Królicze Norki, śpiesząc się niczym Biały Królik, powtarzający: ?Och, na pewno nie zdążę?. I pewnego dnia w najmniej spodziewanym miejscu i warunkach spotkałam Bezczas. Trwał on zaledwie kilka minut ale dla mnie był tym czym był, czyli właśnie Bezczasem. Zanurzyłam się w niego odczuwając jedynie istotę Trwania. Nagle z mej świadomości uleciał czas. Nie było ważne na jak długo ważne, że uleciał. W tym Trwaniu udało mi się dotknąć swojej duszy. Było to jak nagłe olśnienie, przebudzenie. Od tamtego czasu staram się podczas medytacji zanurzać się w Bezczas. Nauczyłam się na tych kilka chwil wyłączać świadomość czasu. Zanurzam się w siebie, Trwam sobie w mojej Króliczej Norze bez pośpiechu, bez czasu, który ograniczał. Mój Bezczas może trwać zaledwie kilka minut, a jednak daje spokój i relaks, bo zbliża mnie do Istoty Siebie Samej. Do Źródła, w którym jest wiedza. O mnie i o wszystkim, co poznać zapragnę. Polecam, więc wszystkim, zwłaszcza tym, którzy dopiero wkraczają na drogę rozwoju duchowego i stawiają pierwsze kroki w medytacji, by zagłębili się w Bezczas. Nie jest to trudne. Wystarczy przyjąć swoją ulubioną pozycję medytacyjną, wyciszyć umysł, pozwolić myślom popłynąć swobodnie i zastanowić się nad istotą Trwania. Po prostu Być. Poczuć siebie, swoją istotę, bez pośpiechu, bez ponagleń. Tylko, a może aż Być. A tym, którzy myslą, że do takiego zanurzenia się w Bezczas potrzeba znaleźć dużo czasu, najlepiej w samotności, by nikt nie przeszkadzał, powiem, że się mylą. Ja w swój Bezczas pierwszy raz zanurzyłam się na? basenie Stałam pod kaskadą wody, puszczanej cyklicznie, na zamianę z fontannami i biczami wodnymi. Był szum spadającej wody, ja i trwanie. Mój Bezczas. Naprawde można, trzeba tylko chcieć.
  23. Twórcą Reiki, jak wszyscy wiemy, był Mikao Usui. Jednak to Hawayo Takata była tą, która przyniosła Reiki do swiata zachodniego i to od niej wyszli zachodni Mistrzowie Reiki. Dzięki niej dziś w swicie zachodnim mozemy cieszyć się dobrodziejstwem reiki. Oto portret Pani Hawayo Takaty, znaleziony na stronie: http://www.reikimast...eiki_takata.htm Stronę te polecam wszystkim zaointeresowanym Reiki. Są tam też ciekawe zdjęcia Pani Takty i dr Mikao Usui. HAWAYO TAKATA 24 grudnia 1900 roku w Hanamaulu na Hawajach, przyszła na świat Hawayo Kawamuru, córka japońskich imigrantów pracujących na plantacji trzciny cukrowej. Hawayo zaczęła pracować dość wcześnie, kiedy miała 13 lat. Początkowo pomagała innym w nauce, i dorywczo pracowała w kiosku, później pomagała w kuchni, aby wreszcie objąć stanowisko gospodyni domu u pewnej bogatej rodziny. W tym ostatnim miejscu przepracowała około 25 lat, i w tamtym właśnie okresie, spotkała swojego przyszłego męża Saichi Takata. Pobrali się w marcu 1917 roku. Jak opowiadała, byli ze soba bardzo szczęśliwi i doczekali się 2 córek (jedna z córek Alice Takata-Furumoto, urodziła później Phyllis Lei Furumoto) Niestety pan Takata pod koniec 1920 roku poważnie zachorował. Pojechał wtedy do Japonii, leczyć się w klinice dr. Maeda w Tokio. Niestety niewiele dało się zrobić. Saichi w 1930 roku, w wieku 34 lat zmarł na raka płuc. Hawayo Takata bardzo przeżywała śmierć męża. Pozostała sama z dwójką dzieci. "Tylko ich istnienie powstrzymywało mnie przed samobójstwem... Mogłam patrzeć na ich małe twarzyczki kiedy spały z takim spokojem. Wiedziałam, że nie mogę im tego zrobić. Byłam dla nich matką i ojcem." Mimo ogromnego smutku pracowała ciężko przez wiele godzin dziennie, by utrzymać rodzinę. Praca na dwóch etatach była bardzo wyczerpująca. Nadmierna eksploatacja nadwyrężała ją i wywoływała coraz poważniejsze niedomagania. W końcu po czterech latach przeszła załamanie nerwowe. Zaraz potem w 1935 roku zmarła jedna z sióstr Takaty. "...W wieku 35 lat, miałam wszystkie możliwe rodzaje dolegliwości: zapalenie wyrostka robaczkowego, łagodne nowotwory, kamienie w woreczku żółciowym i na dodatek astmę, która nie pozwalała mi na poddanie się operacji z powodu przeciwskazań anestezjologa... ...Schudłam do 97 funtów (44 kg)... byłam emocjonalnie zdewastowana. Moi bliscy umierali... ...Zawsze wierzyłam w Boga i chodziłam do kościoła. Któregoś dnia podczas modlitwy powiedzałam: "Boże, przede mną jest mur, pomóż mi." I powiedziałam do siebie: "Jeżeli Bog mnie słyszy, to mi pomoże" Byłam tak skoncentrowana, i wtedy coś się stało. Usłyszałam głos. Teraz nazywamy to jasnowidzeniem, czy jasnosłyszeniem. Ja nie wiedziałam o czymś takim w 1935 roku. Słyszałam głos mówiący zaraz po tym, kiedy żaliłam sie tak gorzko. Wtedy, stało się coś takiego, jakbym poczuła całe zmartwienie, cały ciężar, całe ubóstwo Świata. Powiedziałam: "Czemu jestem biedna? Czemu jestem tak schorowana, obolała? Czemu jestem tak całkiem pogrążona w smutku?". Głos, który mi odpowiedział był głośny i czysty. Powiedział trzy razy: " Uwolnij wszystkie swoje choroby! Po prostu odkryj swoje zdrowie, szczęście i bezpieczeństwo!". Nie mogłam uwierzyć własnym uszom dopóki nie usłyszałam tego trzy razy. Słyszałam ten przekaz trzy razy!... ...Po 21 dniach byłam na łódce do Tokio, mając nadzieję odlaleźć tam pomoc." Hawayo odbyła podróż do Japonii, aby powiadomić rodziców o śmierci siostry. Gdy zjawiła się u nich, była naprawdę w złym stanie. Cierpiała na okropne bóle brzucha i kaszel, a więc namówili ją do złożenia wizyty w klinice Dr. Maeda w Tokio. Była tam badana przez trzy tygodnie i stwierdzono u niej zapalenie wyrostka robaczkowego, mięśniaki, kamienie w woreczku żółciowym i astmę (appedicitis). Szykowano sie do operacji, jednak ze względu na niedożywienie i wycieńczenie Dr. Maeda najpierw zalecił jej odpoczynek. Powiedział, że powinna nabrać trochę siły przed operacją. Pani Takata i jej dwie małe córki zostały wiec w szpitalu ... Po 21 dniach pobytu w szpitalu, Hawayo Takata była gotowa na operację. Kiedy leżała już na operacyjnym stole, nagle znowu usłyszała głos, który tym razem powiedział jej, że nie powinna poddawać się operacji, gdyż nie jest to potrzebne. Pani Takata powiedziała, że uszczypnęła się aby mieć pewność że jest świadoma i przy zdrowych zmysłach. Ponieważ i tym razem trzykrotnie usłyszała upomnienie, nagle zeszła ze stołu operacyjnego. Kiedy pojawił się Dr. Maeda, powiedziała mu że przyczyną jej zachowania nie jest obawa przed śmiercią. Chciałaby po prostu wiedzieć, czy możliwa jest jeszcze jakaś inna forma leczenia. Kiedy na pytanie, jak długo zamierza pozostać w Japonii odpowiedziała, że dwa lata, Dr. Medea poprosił o to by się ubrała i wezwał swoją siostrę, która pracowała w szpitalu jako dietetyczka. Pani Shimura, siostra Dr.Madea, kilka lat wcześniej zapadła w śpiączkę, z powodu dezynterii. Właściwie już umierała, kiedy szkolna koleżanka jej córki zwróciła się o pomoc do mistrza Reiki Dr. Chijuro Hayashi. Dzięki zastosowanej przez niego terapii, ku ogromnemu zdziwieniu wszystkich, wyszła ze śpiączki i ostatecznie powróciła do zdrowia. Pani Takata skontaktowała się z Dr. Hayashi. Niezwłocznie została przewieziona do małej kliniki Hayashi'ego, gdzie codziennie otrzymywała zabiegi Reiki. "Dwóch jego praktykantów pracowało nade mną... Jeden zajmował się pozycjami na oczach, głowie, zatokach, tarczycy i grasicy, a drugi nad resztą ciała... ...Jestem ciekawską kobietą. Powiedziałam sobie: "Muszę dowiedzieć się jak oni to robią. Co sprawia, ze czuję najpierw ciepło, a następnie gorąco emanujące z ich dłoni?" Spoglądałam ponad stół, na sufit, wszędzie. Nie mogłam znaleźć żadnych przewodów, ani instrumentów. Wtedy pomyślałam: "Aha, rękawy!" Asystenci Dr. Hayashi'ego nosili japońskie kimona z długimi rękawami, do których można było coś włożyć. Oni pracowali tak cicho. Nie było żadnych rozmów... ...Moja chwila nadeszła... Kiedy byłam uzdrawiana, nagle chwyciłam praktykanta za rękaw. Był bardzo zaskoczony, ale pomyślał, ze potrzebuję trochę Kleenex (preparat na astmę?), więc troskliwie mi go podał. Ja odpowiedziałam: "Nie, chcę zobaczyć to urządzenie w twoim rękawie" Wtedy wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. Ponieważ zabiegi przeprowadzane były w całkowitej ciszy, Dr. Hayashi natychmiast wszedł, żeby zobaczyć co wywołało to nadzwyczajne poruszenie..." Dr.Hayashi wyjaśnił Pani Takacie kwestię Uniwersalnej Siły Życia, energii która pojawia się podczas zabiegów, i przepływa przez uzdrowiciela do osoby uzdrawianej. To właśnie ona daje moc dłoniom i sprawia że stają się elektrodami. Właśnie ta siła zaczyna uzdrawiać i przywracać balans w całości wewnętrznego systemu. "...Reiki pomaga osobom, które mają szczere pragnienie wyzdrowienia, i które porzucają nawyki zagrażające ich zdrowiu. Tym, którzy chcą ustanowić normalny balans w zdrowiu..." Stan zdrowia Hawayo Takaty cały czas był monitorowany przez Dr.Madea. Po trzech tygodniach pojawiły się pierwsze rezultaty codziennych zabiegów, a po czterech miesiącach jej choroby całkiem zniknęły. Takata była pod wrażeniem uzdrowienia i zapragnęła nauczyć się czegoś więcej o Reiki. Została studentką Dr.Hayashi'ego i rozpoczęła pracę w klinice. Swój pierwszy stopień otrzymała w 1936 roku, a kilka miesięcy później w 1937 została wprowadzona w drugi stopień Reiki. Podczas pracy w klinice była też wysyłana, aby pomagać innym w terenie. Kiedy później sporządzono raport dla Dr. Hayashi, wynikało z niego, że Takata zdała swój egzamin perfekcyjnie. Kilka tygodni później Hawayo Takata wraca na Hawaje. Początkowo nie miała zamiaru zajmować się Reiki profesjonalnie, ale po pierwszych sukcesach uzdrowienia przyjaciół i osób z rodziny, wieść o jej uzdolnieniach szybko się rozprzestrzeniła, więc Takata otworzyła swój pierwszy gabinet. W listopadzie 1937 roku na Hawaje przyjeżdza Dr.Hayashi. Daje publiczne wykłady o Reiki, przeprowadza kursy i leczy ludzi. Gości wraz z córką u Hawayo Takaty, której 1 lutego 1938 roku nadaje oficjalnie, potwierdzając ten fakt u notariusza, tytuł Mistrza Reiki. (Jak opowiadała później jedna z uczennic Hawayo - Helen Haberly, podobno na opłacenie stopnia mistrzowskiego, Takata wystawiła na sprzedaż swój dom.) w 1938 roku, Takata wyjechała do Chikago, aby doszkolić się w tematyce medycznej i odnowie biologicznej. Kiedy wróciła na Hawaje bardzo szybko otworzyła swoją pierwszą klinikę w Hilo, Big Island na Hawajach. W 1940 Takata otrzymuje telegram od Hayashi'ego z prośbą niezwłocznego przybycia. 10 maja 1940 roku Chujiro Hayashi odbiera sobie życie w obliczu nadchodzącej wojny. Powiedział, ze jest człowiekiem pokoju i nie zamierza iść na wojnę. W 1941 Japończycy zaatakowali na Hawajach Pearl Harbor. Jak wiadomo, Amerykanie odpowiedzieli dwoma atomowymi atakami bombowymi. Długo trwał klimat zimnej wojny pomiędzy USA a Japonią. Dr. Barbara Weber Ray, jedna z uczennic Takaty, opisywała iż Hawayo żyła w klimacie "rządów dysharmonii, animozji i uprzedzeń". W USA bardzo długo, wszystko co japońskie odbierane było bardzo źle. Jednakże, sztuka kładzenia dłoni była zakotwiczona również w chrześcijaństwie. Być może właśnie z tych wszystkich powodów, Takata rozprzestrzeniła chrześcijańską wersję opowieści o Dr.Usui, oraz zabroniła pisemnego przekazywania symboli. Takata w 1955 posiada już swój własny ośrodek odnowy biologicznej SPA w La Jocinta w Kaliforni. Było to piękne miejsce z basenami, służącymi do uzdrawiania, rekonwalescencji oraz rekreacyjnego pływania. Jednakże sprzedała go i wróciła na Hawaje. Otworzyła tam klinikę Reiki w Kurtistown, a potem drugą na Oahu. Sama wycofała sie z pracy. Zaczęła podróżować i rozprzestrzeniać Reiki po USA. Podczas wykładów opowiadała historię o tym jak uczyła się "Usui Reiki Ryoho" od Dr. Hayashi. Mówiła, iż Hayashi udzielając jej lekcji przekazał jej dokładnie to samo, czego nauczał Usui, i że właśnie tego, ona sama uczy bez żadnych zmian. Na wystawianych przez siebie certyfikatach używała jednak nazwy Usui Shiki Ryoho (System Naturalnego Uzdrawiania (wg.) Usui). Hawayo Takata pobierała opłaty za szkolenia w wysokości 125$ za I stopień, 500$ za II stopień. Gdy w 1976 roku zaczęła inicjować pierwszych Mistrzów, ustanawiła za to szkolenie opłatę w wysokości 10,000$. Jednak zdarzały się przypadki, że przyjmowała zapłatę 1000$ w gotówce, resztę rozliczenia przyjmujac w organizowanych dla niej kursach. Podobno Virginia Samdahl, Ethel Lombardi i Barbara Weber (Ray) organizowały dla pani Takaty dużą liczbę kursów, najprawdopodobniej właśnie w rozliczeniu za stopień mistrzowski. Jej pierwsi czterej mistrzowie to Virgina Samdahl, Barbara McCullough, Ethel Lombardi and John Harvey Gray. W USA, zainteresowanie Reiki stale rosło. Wykłady Hawayo Takaty zawsze prowadzone były ciekawie i z humorem. Poruszała podczas nich również codzienne, życiowe tematy. "... Dlaczego zwierzęta miałyby nie skorzystać na Reiki? Nawet wasze rośliny będą rosły lepiej, jeśli będzicie je dotykać... ...Chore organy dosłownie piją z rąk uzdrowiciela, wibracje głęboko penetrują ciało w okolicach, które tego potrzebują... Nawet jeśli nie jesteśmy świadomi, gdzie znajdują sie nasze kłopoty, obserwujemy reakcję na dotyk... ... Nigdy nie jedz kiedy się martwisz, lub jesteś zdenerwowany ...jeśli możesz wybieraj owoce i warzywa ... Zasadą jest umiarkowanie we wszystkim... ... Powinniśmy być zdrowi i szczęśliwi w tym świecie, a wiec powinniśmy spełniać się zgodnie z przeznaczeniem z którym tu przybyliśmy. Zdrowy rozsądek i energia Reiki mogą uczynić to możliwym... z artykułu opublikowanego w 1974r. Pani Hawayo Takata zmarła w 1980 roku, pozostawiając po sobie 22 Mistrzów. Virginia Samdahl 1976 Ethel Lombardi 1976 John Harvey Gray 1976 Dorothy Baba 1976 Bethel Phaigh Harry Kuboi 1977 Fran Brown 1979 Barbara McCullough Kay Yamashita Iris Ishikuro Phyllis Lei Furumoto 1979 Shinobu Saito 1980 Barbara Weber Ray 1979 Beth Gray 1979 Paul Mitchell 1979 Rick Bockner 1980 Barbara Brown 1979 Wanja Twan 1979 George Araki 1979 Patricia Ewing Ursula Baylow Mary McFadyen Źródła z których pochodzą poniższe wiadomości, podają że: - Dorothy Baba, George Araki, Ursula Baylow, Barbara Brown, Iris Ishikuro, Bethel Phaigh, Barbara Mc Cullough, Virginia Samdahl i Kay Yamashita już nie żyją. - Beth Gray, Patricia Bowling Ewing - nie uczą już Reiki. - Harry Kuboi, Ethel Lombardi, Barbara Weber Ray - nie uczą już Reiki Usui. - Rick Bockner, Fran Brown, Phyllis Furumoto, John Gray, Mary McFadyen, Paul Mitchell, Shinobu Saito oraz Wanja Twan nadal nauczają Reiki Usui. ................................................................................................ Źródło: http://www.reikimast...eiki_takata.htm
  24. Kochani, wiem, ze wiele osób zajmumacych się Reiki ma zwyczaj posyłać energię w miejsca dotknięte katastrofą. To piękne i na pewno pomoże w rejonach gdzie stało się coś zlego. Wiem też, co się czuje posylając energię w takie miejsca. Dziś proponuję poslac Reiki do miejsca gzdie się narodzila, do Japonii dotkniętej tzręsieniem ziemi i tsunami
  25. W niniejszym temacie proponuję przedstawiać (dla tych, którzy chca się tym dzielic) nasze codzienne pzremyślenia, rozważania lub uwagi. Jednym słowem to, co chce sie z nas wydostać, o poranku, w południe, przy zachodzie słońca lub nocą ......................................... "Szept o poranku" Czy widzieliście kiedyś oświetlone wschodem słońca zbocza gór? Widok zaiste pozwalający uwierzyć w Boga. Dziś wynagrodzony mi dodatkowo usypiającym księżycem, który wciąż kusi zmysły srebrnym światłem. Też ponad górami. Ptaki śpiewają poranne chorały i tylko to wtapia się harmonijnie w ciszę poranka. Gosia i Oleg śpiewali kiedyś: o takim czasie z psem gdy go ma się, najlepiej w miasto iść. Pewnie pan z naprzeciwka, ten w brązowym kaszkiecie, wziął sobie do serca te słowa, bo wkomponował się w poranek z psem biegającym po parku. A ja zaciągam się aromatem kawy i zachwycam tym porannym tao z wysokości 7 piętra. Siedem to niewątpliwie magiczna liczba.