Mistyk

Użytkownicy
  • Zawartość

    4064
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Mistyk

  1. Przychodzi mi obecnie do głowy to - Czytałeś biblię o świętym Marku ,uczniu Jezusa Chrystusa ,który zmarł na krzyżu o godz. 13-13 , ta wiedza pewnie została zakodowana w twej podświadomości ,jjeszcze z twojego dawnego życia \ wcielenia od 2000 lat
  2. Źródło: Osho "Budda drzemie z w Zorbie"
  3. ŚMIERĆ NIE JEST KOŃCEM, TO POCZĄTEK25.10.2012 Rozmowa z dr Jerzym Paluszkiewiczem, od ćwierć wieku ordynatorem OIOM w bialskim szpitalu, który w sytuacjach z pogranicza życia i śmierci towarzyszył kilku tysiącom pacjentów podlasie Kim z punktu widzenia lekarza praktyka, który na co dzień obcuje ze śmiercią jest człowiek? Jest mikrokosmosem. Ciałem żądzą zmysły, bramy kontaktu człowieka ze światem, ale oprócz zmysłów każdy człowiek ma ducha i duszę. Duch decyduje o kulturze, nauce, życiu według wartości – o tym, co nas odróżnia od zwierząt. One przecież też posiadają instynkt, ale nie tworzą rzeczywistości według wartości. Trzeci element, dusza, to – jak wierzę – życie Boga w człowieku. I dopiero te trzy elementy tworzą człowieka. Jeżeli ktoś przywiązuje wagę tylko do ciała, to np. utrata wzroku jest końcem wszystkiego. Ale gdy ktoś wierzy, że oprócz zmysłów istnieje duch i dusza, poradzi sobie z cierpieniem. Dramat pozostaje dramatem, ale świat się nie kończy. Jako lekarz widziałem sytuacje, które przekonują, że nie ma sytuacji beznadziejnych. Widziałem też dziesiątki sytuacji, których nie umiem nazwać inaczej, niż cudami. Jakich konkretnie? To sytuacje, gdy medycyna była już bezradna, gdy tak po ludzku opuszczaliśmy ręce, a jednak wydarzało się coś, co przeczyło nauce, na co nie ma naukowego wyjaśnienia. W psychologii znany jest przypadek, gdy matka widząc córkę przygniecioną przez ciężarówkę, uniosła ten ważący kilka ton pojazd na tyle, że inna kobieta zdołała wyciągnąć dziecko. O tym mówię. Sięgamy gwiazd, a możliwości człowieka pozostają dla nas tajemnicą. I dlatego przez ćwierć wieku pracy na OIOM – ie nigdy nie poważyłem się, by powiedzieć rodzinie pacjenta, ile ich bliski będzie żył. Ja tego nie wiem – nie ja dawałem temu człowiekowi życie i nie mnie mówić, kiedy odejdzie. Boi się pan śmierci? Boję się. To ludzkie. Ale po chwili refleksji uświadamiam sobie, że przecież jest to przejście do lepszego stanu, że śmierć jest tak naprawdę wielkim wyzwoleniem. Nie mam wątpliwości, że śmierć nie jest końcem – to dopiero początek. https://www.tygodnikpodlaski.pl/archiwum/smierc-nie-jest-koncem-to-poczatek-pnews-2120.html
  4. “Obiekty nie są od siebie niezależne” – najnowsze dzieło Deana Radina, jednego z najbardziej znanych parapsychologów na świecie, stanowi połączenie sekretów psychologii z sekretami mechaniki kwantowej. To nowe spojrzenie na funkcjonowanie natury ludzkiej i Wszechświata. Dekalog, dziesięcioro przykazań, nie jest prostym zestawem norm moralnych przekazanych do wiadomości Izraelitom, ale jest częścią przymierza, jakie Bóg zawarł z Izraelem. Jego podanie poprzedza wyraźna deklaracja Boga: Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli (Wj 20,2). Bóg wskazuje na doświadczenie wyzwolenia i opieki z Jego strony. Na to doświadczenie wskazał On Mojżeszowi przy krzaku gorejącym. Zawiera się to już w samym imieniu Boga: Jestem, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba (Wj 3,15). Jhwh jest Bogiem żywej relacji osobowej, na co wskazał w polemice z saduceuszami Pan Jezus. I dekalog trzeba widzieć w takiej relacji. „Jeżeli chcesz, bym był twoim Bogiem, to…”. Następnie w formie zakazu i nakazu padają kolejne przykazania. Są one zasadami wprowadzającymi w pełnię życia. „Jeżeli nie będziesz tych zasad przestrzegał, to nie będę twoim Bogiem, a tym samym nie doświadczysz tego, o czym mówi potem Pan Jezus: Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją”(Łk 20,38).Mówiąc wprost: „Jeżeli nie będziesz przestrzegał tych praw, umrzesz”. Przy czym śmierć jest w Biblii tożsama z brakiem przystępu do Boga. Jest przebywaniem w szeolu, gdzie nie ma ani światła, ani żadnej nadziei. Dzisiejsze czytania liturgiczne: Wj 19, 17; 20, 1-17; Mt 13, 18-23 Dekalog, według klasycznego ujęcia, zawiera w sobie dwie części odpowiadające dwom wymiarom przykazania miłości: miłości Boga i miłości bliźniego. Pierwsza część, zawierająca trzy przykazania, jest bardziej rozbudowana. Jest ona niewątpliwie ważniejsza, bo stanowi warunek, bez którego druga część traci swoje znaczenie i nawet przy dobrej woli człowieka wcześniej czy później zostanie złamana. Tak się dzieje na naszych oczach w Europie, w której dzięki chrześcijańskim korzeniom druga tablica przykazań była przestrzegana, a przynajmniej wszyscy deklarowali jednoznacznie, że trzeba jej przestrzegać. Kiedy jednak w oświeceniu odrzucono pierwszą tablicę, po latach zakwestionowano również drugą. Moment takiego odrzucenia wiąże się w Europie z rokiem 1968. Warto sobie dzisiaj uświadomić, że obecnie żyjemy w okresie, gdy już żadne przykazania nie są dla ludzi oczywiste. Ale z tym wiąże się tragiczna konsekwencja w wymiarze społecznym, co się czasem streszcza w określeniu „cywilizacja śmierci”. Społeczeństwo dzisiaj, niestety, nie pomaga nam samym zakorzeniać się w więzi z Bogiem. Coraz bardziej potrzeba osobistego wyboru, i to nieustannie potwierdzanego. W Ewangelii Pan Jezus komentuje przypowieść o ziarnie. Wskazuje w niej na istniejące zagrożenia. Wszystkie mają dwa wymiary: brak osobistego wejścia w żywą więź, co jednak jest zależne także od warunków społecznych, w jakich żyjemy. Pierwsze zagrożenie (ziarno na ścieżce) polega na zupełnym braku zrozumienia słowa. Wiąże się to z całkowicie odmiennymi kategoriami patrzenia na życie, wartościowania, a nawet innego traktowania samych słów, jakie człowiek słyszy. W społeczeństwie, gdzie nie ma zrozumienia dla wartości transcendentnych, trudno zrozumieć Ewangelię. Jeżeli nawet człowiek się zafascynuje jej pięknem, to w społeczeństwie konsumpcyjnym brak mu siły do wytrwania w wierze (ziarno posiane na miejscu skalistym). A jeżeli nawet Ewangelia zostanie przyjęta ze zrozumieniem i człowiek świadomie się zadeklaruje jako wierzący, to często troski doczesne okazują się w praktyce ważniejsze. Jest to sytuacja schizofrenii duchowej – co innego się deklaruje, a czym innym się człowiek kieruje w życiu (ziarno posiane między ciernie). Dopiero wiara przyjęta do serca świadomie ze zrozumieniem jej wartości i konsekwentnie realizowana, daje pełnię życia (ziarno zasiane na dobrej glebie). Wówczas plon tego ziarna jest niewyobrażalnie obfity, przerasta wszelkie nasze wyobrażenia. Plonem jest sam dar życia. Wówczas dopiero doświadcza się prawdy o Bogu żywym, o Tym, który Jest, jest z nami i dla nas, i który daje nam życie. http://ps-po.pl/2015/07/23/schizofrenia-duchowa-problem-dzisiejszego-czlowieka-24-lipca-2015/
  5. JAK STAJEMY SIĘ SOBĄ? O TYM, CO TO ZNACZY BYĆ SOBĄ I CZY ŻYCIE W ZGODZIE ZE SOBĄ JEST W OGÓLE MOŻLIWE Hasło „bądź sobą” jest jednym z najczęściej wypowiadanych frazesów zachodniej kultury. Aby wieść dobre życie, zasługiwać na podziw i szacunek innych, należy żyć w zgodzie z samym sobą. Często życzymy bliskim: „Pozostań sobą”, „Obyś zawsze była taka jak jesteś!”. Tylko co to znaczy? O „poszukiwaniu siebie” oraz tym czy życie w zgodzie ze sobą w ogóle jest możliwe opowiada dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog i coach z Uniwersytetu SWPS. Trudno zaprzeczyć korzyściom psychologicznym wynikającym z realizacji swojego indywidualnego potencjału, postępowania zgodnie z własnymi przekonaniami czy temperamentem. Jednak aby móc postępować w zgodzie ze sobą, trzeba siebie znać, a nawet więcej – trzeba siebie ciągle poznawać. Bo choć chcemy wierzyć w to, że jesteśmy cały czas tacy sami – w istocie jest to tylko iluzja. Jesteśmy w ciągłym procesie zmian, czy tego chcemy, czy nie, redagując wręcz własną przeszłość, aby dostosować ją do naszych obecnych postaw, przekonań, decyzji czy zachowań. JA MA WIELE TWARZY Pytanie o to, jak poznawać siebie, z natury rzeczy może wydawać się nielogiczne, a nawet dziwić. Jak to: poznać siebie? Chyba nikt mnie lepiej nie zna niż ja sama! A poza tym, po co mam siebie poznawać, skoro chodzi o mnie samą. Ja nią przecież jestem! Rzeczywiście idea poznawania siebie jest dość kłopotliwa, bo zakłada, że mnie są co najmniej dwie – ta, która poznaje oraz ta, która istnieje i jest poznawana. Ta, która jest, oraz ta, która działa (zgodnie lub niezgodnie z wolą tej pierwszej). Nawet jeśli to brzmi irracjonalnie, tak właśnie jest. Mówiąc językiem psychologicznym – struktura ja jest niejednorodna, a mówiąc językiem codziennym – każdy z nas ma wiele twarzy. Co więcej – jest to naturalny i jak najbardziej psychologicznie normalny stan rzeczy. Choć dla wielu ludzi trudny do zaakceptowania, gdyż społecznie promowanym wzorcem jest spójność, wewnętrzna zgodność, jedność i stałość naszej osobowości. Taka narracja wynika z potrzeby, żeby życie było proste i łatwe do poukładania. Założenie o spójności osobowości daje nam poczucie kontroli: nad samym sobą, innymi ludźmi i ogólniej – nad światem społecznym. Skoro ludzie są spójni, to możemy ich łatwo podzielić, np. na dobrych i złych, moralnych i niemoralnych, mądrych i głupich, ładnych i brzydkich. Nie trzeba zbyt głęboko wnikać i koncentrować się na ciągłym poznawaniu – wystarczy zaobserwować jedno zachowanie człowieka, aby wiedzieć o nim wszystko. Każdy z nas jest w pewnym sensie totalitarnym władcą, który na bieżąco kontroluje i manipuluje docierającymi do niego informacjami, szczególnie tymi, które dotyczą jego osoby. Na tę właściwość naszego ja wskazywał już w 1980 r. wybitny amerykański psycholog Anthony Greenwald. Jego zdaniem, w procesie poszukiwania informacji o sobie i świecie wcale nie posługujemy się regułą trafności czy rzetelności. W istocie nasze procesy poznawcze zdominowane są egocentryczną perspektywą postrzegania zjawisk społecznych i własnego zachowania w taki sposób, aby maksymalizować pozytywny autowizerunek i osobiste zasługi. Mówiąc wprost – nasze ego (totalitarny władca) dopuszcza do siebie jedynie te informacje, które dobrze o nim świadczą, spychając te niechciane i niekorzystne do nieświadomości (lochy, tortury i egzekucje). Zresztą idea mechanizmów obronnych ego, takich jak wyparcie, projekcja czy sublimacja, wprowadzona przez Freuda (na początku XX w.), towarzyszyła psychologii praktycznie od jej zarania. Rola nieświadomych procesów, najpierw w ujęciu psychoanalitycznym (freudowskim), potem w ujęciu poznawczym (np. John Bargh), w funkcjonowaniu psychicznym człowieka jest niezaprzeczalna. I choć żaden szanujący się psycholog nie podważy tezy, że mechanizmy obronne, iluzje czy zniekształcenia percepcyjne istnieją, o tyle ocena, na ile pozytywnie czy negatywnie wpływają one na nasz dobrostan psychiczny, wzbudzała – i do dziś wzbudza – pewne kontrowersje. CO NAM BARDZIEJ SŁUŻY – PRAWDA O SOBIE CZY ILUZJA? Kontakt z rzeczywistością jest jednym z podstawowych kryteriów zdrowia psychicznego. To oczywiste. Jednak tu pojawiają się pytania i wątpliwości – ile tego kontaktu jest dobre dla jednostki i jak bardzo trafny powinien być, aby przynieść korzyści, a nie wyrządzić szkodę? Pytanie o to, czy iluzje i zniekształcenia percepcyjne są nam jakkolwiek potrzebne do sprawnego funkcjonowania, a jeśli tak, to w jakim zakresie, pojawiło się pod koniec lat 80. XX w. za sprawą dwójki amerykańskich psychologów, Shelley Taylor i Jonathana Browna. Dokonali oni przeglądu teorii, a także wyników badań dotyczących efektów terapii psychologicznych, polegających na dogłębnym konfrontowaniu pacjenta z samym sobą, swoimi wadami i przywarami oraz otaczającą go rzeczywistością. Wyniki tych analiz pokazały, że trafne postrzeganie siebie pociąga za sobą niestety pewne negatywne implikacje – obniżoną samoocenę, a nawet umiarkowaną depresję. Nie wiadomo wprawdzie do końca, co jest jajkiem, a co kurą – czy osoby depresyjne i z niską samooceną postrzegają się trafniej, czy też trafna autopercepcja efektywnie obniża nastrój i samoocenę. Ale z dużą pewnością wiadomo, że zdrowy, dobrze funkcjonujący człowiek przejawia w swojej percepcji tak zwaną inklinację pozytywną. Ma ona postać trzech iluzji: 1/ kontroli, 2/ nierealistycznego optymizmu, 3/ oraz zawyżonej samooceny. TRZY ILUZJE: KONTROLI, NIEREALISTYCZNEGO OPTYMIZMU ORAZ ZAWYŻONEJ OCENY Iluzja kontroli polega na tym, że nawet w sytuacjach losowych mamy poczucie wpływu na to, jaki jest ich przebieg i zakończenie. Poczucie kontroli jest nieodzownym elementem naszej tożsamości i pozytywnej samooceny, a potrzeba kontroli jedną z najbardziej ludzkich motywacji. Jak przejawia się iluzja kontroli? Na przykład w poczuciu większego wpływu na wynik rzutu kostką, kiedy rzuca się samemu, w porównaniu do sytuacji, gdy kostką rzuca inna osoba. Tymczasem z obiektywnego punktu widzenia w obu przypadkach liczba wyrzuconych oczek jest w pełni losowa. Przykładów jest oczywiście o wiele więcej. Jednym z nich są różnego rodzaju amulety czy talizmany. Kiedy je mamy przy sobie, czujemy, że nic złego nie może nam się przytrafić, gdy z jakichś powodów je tracimy – opuszcza nas także poczucie siły i kontroli, zaczynamy czuć się niepewnie i tracimy grunt pod nogami. Wiara w to, że los, kosmos czy też natura lubią nas nieco bardziej niż innych, to z kolei przejaw nierealistycznego optymizmu. Wiara w siebie sprawia, że podejmujemy się realizacji trudnych celów. Dzięki pozytywnym iluzjom idziemy do przodu, cieszymy się życiem. Kluczem do efektywności iluzji jest jednak ich natężenie. Jeśli potrafimy je sobie dozować, działają na naszą korzyść. Jeśli przesadzimy i stracimy kontakt z rzeczywistością, pojawią się kłopoty stycznego optymizmu. Ludzie wierzą, że szansa na niefortunne zdarzenia czy sytuacje w ich życiu jest ciut mniejsza w porównaniu do przeciętnego innego człowieka. I tak np. osoba paląca papierosy, choć wie, że jej nałóg może prowadzić do choroby nowotworowej, uważa często, że szansę na to, aby ona zachorowała, w porównaniu do innego palacza są mniejsze. Podobne wnioski stawiamy także w kwestii wypadków samochodowych, szans na znalezienie pracy, prawdopodobieństwa bycia ofiarą przestępstwa czy możliwości zapadnięcia na depresję. Działa to także w drugą stronę. Wierzymy, że mamy większe szansę niż inni na: udane małżeństwo, znalezienie wymarzonej pracy czy po prostu – bycie szczęśliwą osobą. Trzecią iluzją jest zawyżona samoocena. Uważamy, że jesteśmy trochę mądrzejsi, ładniejsi, bardziej utalentowani i moralni niż przeciętny inny człowiek. Ktoś może zapytać – a co, jeśli to wcale nie iluzja, tylko naprawdę tacy jesteśmy? Nie przeczę, że takie jednostki rzeczywiście istnieją, jednak jeśli w ten sposób myśli o sobie większość – nie jest to możliwe z powodów matematycznych. PO CO NAM RÓŻOWE OKULARY? Są nam potrzebne do szczęścia, do radości, ale też do tego, aby działać, być aktywnym i ekspansywnym. Wiara w siebie sprawia, że podejmujemy się realizacji trudnych celów, bo wierzymy, że „kto jak nie ja” jest w stanie je osiągnąć. Dzięki pozytywnym iluzjom idziemy do przodu, odczuwamy pozytywne emocje i zwyczajnie cieszymy się życiem. Kluczem do efektywności iluzji jest jednak ich natężenie. Szczypta soli w zupie nadaje jej smak i sprawia, że jest dobra, chcemy ją jeść. Gdy wsypiemy soli za dużo, przestaje być smaczna i staje się niestrawna. Tak samo z naszymi iluzjami, mechanizmami obronnymi i innymi zniekształceniami percepcji. Jeśli potrafimy je sobie dozować – wówczas działają na naszą korzyść. Jeśli jednak przesadzimy i stracimy zupełnie kontakt z rzeczywistością, wówczas pojawią się kłopoty. Kiedy w takim razie jesteśmy tak naprawdę sobą? Czy wtedy, gdy oceniamy się trafnie, ale mamy depresję, czy wtedy, gdy oceniamy się pozytywnie ponad miarę, ale jesteśmy szczęśliwi i aktywni? Może warto zaakceptować fakt, że klasycznie rozumiane bycie sobą po prostu nie istnieje. To, co istnieje, to… stawanie się sobą. Nikt z nas nie jest ukonstytuowany raz na zawsze, każdy dzień przynosi zmiany w naszej osobowości, w naszych poglądach i postępowaniu. To, co możemy zrobić, aby nieco ułatwić sobie proces stawania się sobą, a w konsekwencji polubić siebie, to wpuścić trochę powietrza do „totalitarnego władcy”, czyli naszego ego. Aby stawać się sobą, nie musimy mieć klarownych i niezmiennych poglądów w każdej dziedzinie, zajadle walczyć o rację w każdej dyskusji, bronić swych przekonań do ostatniej kropli krwi. Dajmy sobie przyzwolenie na to, aby zmieniać się, być w błędzie, mylić się. Paradoksalnie właśnie wtedy jest większa szansa, że odniesiemy sukces w procesie stawania się sobą. Żródło - https://sukcespisanyszminka.pl/co-to-znaczy-byc-soba/
  6. Proszę ,każdy może samodzielnie korzystać Czym jest I Ching i jak może Ci pomóc ... "Księga Przemian stworzona jest dla ludzi stojących w obliczu wyboru, na życiowym rozdrożu - ludzi, którzy nie są pewni informacji płynących ze zmysłów, intelektu i emocji. I Ching to metoda odsłaniania przyszłości poprzez ukazanie fazy rytmu, w jakim znajduje się człowiek na rozdrożu." Andrzej Jamroz, reżyser, ekspert w dziedzinie praktycznego stosowania Księgi Przemian "(...) z czasem okazało się, że istnieją - właściwie regularne - związki między sytuacją, o którą chodzi w pytaniu, a treścią heksagramów. Trzeba przyznać, że to dziwne i że zgodnie z przyjętymi u nas założeniami nie powinno tak być, chyba że zdarzy się tak zwany ślepy traf. Muszę jednak powiedzieć, że - wbrew naszej wierze w prawa natury - pojęcie przypadku traktujemy za mało rygorystycznie. Ileż to, dajmy na to, zjawisk psychicznych określamy jako "przypadkowe", podczas gdy ktoś posiadający niejaką wiedzę wyraźnie widzi, że nie są one przypadkowe! Przypomnę tu tylko przypadki przejęzyczenia, niewłaściwego odczytania i zapomnienia, które już Freud wyjaśniał jako bynajmniej nieprzypadkowe." (...)"Co do tysięcy pytań, wątpliwości, sprzeciwów i tym podobnych, jakie budzi ta osobliwa księga - nie mogę na nie odpowiedzieć. Jednemu jej duch zda się jasny jak dzień, drugiemu niewyraźny niczym zmrok, innemu ciemny jak noc. Ten, kto nie jest z niej zadowolony, nie musi jej przecież używać, a ten, kto nie może się z nią zgodzić, nie jest zobowiązany do uznawania jej za prawdziwą. Niech Yijing idzie w świat dla dobra tych, którzy potrafią rozpoznać jej sens." Carl Gustav Jung w książce Podróż na Wschód I ching pozwala mądrze opanować sytuacje lub przetrwać, chroni, przestrzega, wskazuje drogę ku ładowi. Jest esencją mądrości - więc małymi łyczkami się zachwycam, delektuję ,rozważam, kropelkę udaje mi się wnieść w życie. Dobry tytuł "KSIĘGA PRZEMIAN" - oj przemienia niesamowicie. http://www.iching.pl/
  7. Witaj
  8. Od dłższego czasu to forum jest wymarłe , tylko ja na stałe tu urzęduję ,kiedyś to było wiele mądrali ,co na mnie najeżdzali ,to tak jakby ścigać się kto lepszy i mądrzejszy hahaha , ale wytrwałością i cierpliwością ,zwalczyłem każdą przeszkodę
  9. Witam również
  10. Dokładnie tak,Huraganie ,pozdrawiam
  11. Dzięki za uświadomienie mi ,teraz wiem że ludzie mają pojęcie o duchowości ,tyle co czyjąś wiedzę będą bezmyślnie naśladować , czyli żadnego pojęcia ,a prawdziwa duchowość jest indywidualna ,to ezo - teryka -rozwój swego wnętrza ,ducha\ psychiki ,to codzienna samodyscyplina i samodoskonalenie -duchowa praca wewnętrzna ,by utrzymać psychologiczną rówowagę osobowości .a nie bez-myślne i bez-refleksyjne - egzo-teryczne zdobywanie wiedzy zewnętrznej .
  12. |\Ja polecam książkę na ten temat Żyjemy w świecie, w którym podejmuje się liczne - czy to indywidualne, czy tez instytucjonalne - próby wpływania jednych ludzi na zachowania innych ludzi. Czasem są to działania jawne, jak w szkole, często są to działania ukryte. Jedni usiłują nakłaniać nas do przyjęcia swojej wiary, inni do ofiarowania jałmużny, inni do kupienia najlepszego naświecie garnka. Jedni chcą pozyskać nasze poparcie w wyborach, inni poparcie dla swojej akcji politycznej itd. Na ogół słabo orientujemy się w stosowanych technikach wpływu. Innymi słowy rzadko zdajemy sobie sprawę,że jesteśmy obiektem oddziaływania. Kiedy to czasem odkrywamy, z trudem sobie z tym radzimy. Książka Tomasza Witkowskiego w sposób przystępny opisuje najczęściej stosowane techniki wpływu społecznego czy manipulacji, a także, co ważne, proponuje techniki radzenia sobie w sytuacjach, gdy obiektem manipulacji się stajemy. Warto to wiedzieć. Warto przeczytać tę książkę. Powyższy opis pochodzi od wydawcy. Wywieranie wpływu na innych to rodzaj obsesji naszych czasów. Ukazuje się coraz więcej książek na temat manipulacji, socjotechniki, perswazji. Obsesją autora tej książki jest ukazanie mechanizmów psychologicznych, których poznanie i zrozumienie umożliwi nam skuteczną obronę przed manipulacją. Książka wręcz nasycona przykładami z życia codziennego, zachowań ludzi w pracy, polityki pomaga osiągnąć cel postawiony przez autora. W czasach, kiedy niemal wszyscy szkolą się w zakresie zwiększania swoich umiejętności oddziaływania na innych książka stanowi niezbędna szczepionkę, która pomoże nam zminimalizować ryzyko zostania ofiara manipulacji. Polecamy wszystkim, a menedżerom, negocjatorom, handlowcom, specjalistom od reklamy i PR, trenerom biznesu w szczególności. Żyjemy w świecie, w którym podejmuje się liczne - czy to indywidualne, czy tez instytucjonalne - próby wpływania jednych ludzi na zachowania innych ludzi. Czasem są to działania jawne, jak w szkole, często są to działania ukryte. Jedni usiłują nakłaniać nas do przyjęcia swojej wiary, inni do ofiarowania jałmużny, inni do kupienia najlepszego naświecie garnka. Jedni chcą pozyskać nasze poparcie w wyborach, inni poparcie dla swojej akcji politycznej itd. Na ogół słabo orientujemy się w stosowanych technikach wpływu. Innymi słowy rzadko zdajemy sobie sprawę,że jesteśmy obiektem oddziaływania. Kiedy to czasem odkrywamy, z trudem sobie z tym radzimy. Książka Tomasza Witkowskiego w sposób przystępny opisuje najczęściej stosowane techniki wpływu społecznego czy manipulacji, a także, co ważne, proponuje techniki radzenia sobie w sytuacjach, gdy obiektem manipulacji się stajemy. Warto to wiedzieć. Warto przeczytać tę książkę. Z recenzji prof. Wiesława Łukaszewskiego Książka napisana jest w sposób przejrzysty i przystępny. Autor unika naukowej terminologii wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Jej lekturę ułatwi czytelnikowi bogaty materiał ilustracyjny, liczne przykłady "z życia", a także krótki "test". Będzie ona interesującą i pouczającą lekturą dla ludzi zainteresowanych manipulacjami społecznymi. Z recenzji prof. Dariusza Dolińskiego
  13. Hej
  14. HuraGANIE CHĘTNIE ODPIQWIEM ,BO JEDNOŚĆ / OŚWIECENIE /NIRWANA /SATORI / SAMOREALZACJA, to tak jakbyś był martwy dla najbliższych i nie miał dawnego życia ,jak byś żył wiecznie po śmierci z Bogiem Ojcem Duchowym w \Duchu Świętym .
  15. Fajnie że prubujesz mi pomóc coś zrozumieć ,masz sny ,bo ja jako nieśmiertelna dusza nie mam ,jestem twoim znajomym ,jak każdej istoty na świecie ,jak Jezus Chrystus ,który był synem człowieczym ,bo ja to ty ,oni ,tamci ,itp ,jestem waszą podświadomą duszą i lustrzanym odbiciem społeczeństwa ,poznaj samego siebie ,a poznasz mnie .https://www.samouzdrawianie.pl/poznaj-siebie/
  16. Rozumię cię ,ale modlĄCY SIĘ LUDIE W KOŚCIELE ,TO WŁAŚNIE modlą się do siebie ,jako swej duchowej połowy ,a o mn ie niewiesz nic ,jestem waszym Bogiem Stwórcą \Sobą /.
  17. Witaj Huraganie
  18. Huraganie ,temat rozwoju duchowego \wewętrznego świata psychicznego jest mi dobrze znany od lat to praktykuję ,nie wiedziałem wcześniej czytając tylko o sprawach duchowych że to taka ciężka samo-dyscyplina i samo-doskonaenie ,wzrasta moja wrażliwość na zewnętrzne bodzce -telepatia i empatia ,i coraz bardziej staję się duchowym człowiekiem -zanikają wszelkie materialne potrzeby -głód ,sex ,itp dlatego nieraz muszę wspomóc się artykułem z internetu bo czuję cały ból .smutek ,strach ,obawy i ciężar świata .
  19. Witaj Mist Serdecznie Na Forum
  20. jA JESTEM SOBĄ ,TRADYCJONALISTĄ ,RODZIMOWIERCĄ
  21. Pozwoliłem sobie zamieścić artykuł z internetu ,który już od starożytnych czasów funkcjonował , i wart jest myślę uważnego przeczytania ,dla dobra ogółu : Wampiryzmy wszelkiego rodzaju to dość częsty temat poruszany w tematyce ezoterycznej, ale występuje także na stronach o innej tematyce rzec można "życiowej". Zjawisko wampiryzmu wbrew pozorom jest od czasów prehistorycznych bardzo powszechne i jest to druga polemingozie najpowszechniejsza choroba świata i jest jej stadium rozwojowym. Wampiry psychiczne i energetyczne nie mają nic wspólnego z filmowym i hollywoodzkim stereotypem wampira – romantycznego, groźnego, cierpiącego i bladego czy zmieniającego się w stado nietoperzy, bo jest wręcz przeciwnie i nazwijmy rzecz po imieniu – tego typu wampiry są zazwyczaj brzydkie i strasznie nieszczęśliwe z powodu własnych chorych rządz niszczenia komuś życia. Warto tutaj zaznaczyć, że praktycznie wszystkie patologie rodzinne i społeczne są wynikiem agresywnych działań wampirów, które przysłowiowo dostają za dużo skrzydeł z powodu braku osoby, która potrafi im odpowiednio utemperować nosa. Istotną i zawsze występującą cechą wszystkich rodzajów wampirów jest przerażająca wręcz hipokryzja o natężeniu dużo większym niż w przypadku standardowej lemingozy oraz zrzucanie na swoje ofiary wszystkich własnych win, wad i kompleksów na zasadzie "powiedziałem to pierwszy, więc mam rację". Wampiry, jeśli były krzywdzone w dzieciństwie okazują też tchórzliwość i brak honoru znęcając się nad słabszymi i/lub uzależnionymi finansowo i nie mają odwagi wygarnąć win tym, którzy ich krzywdzili. Wampiryzm zawsze wiąże się z którymś ze zjawisk takie jak bezpodstawna agresja, chęć zaistnienia, rozpaczliwe próby zniszczenia komuś życia, intrygi, szpiegowanie, deptanie czyjejś godności, naruszanie prywatności (np podczytywanie smsów i rozmów ofiary ze znajomymi), plotkarstwo, dwulicowość, fałsz czy wymuszanie dobrych ocen w szkole. Wampiry zawsze też uważają się za osoby obdarzone jakimiś wyjątkowymi darami i talentami w dodatku chwaląc się tym, uważając że są piękne, silne, strasznie inteligentne, wykształcone, potrafiące cuda nie widy oraz uważające, że z powodu swojej pozycji, zawodu, majątku bądź zmyślonych zalet mają prawo rządzić i pomiatać innymi zgodnie ze swoimi fanaberiami i że mają w tym absolutną rację. Typy wampiryzmów Istnieje wiele typów wampiryzmu i postaramy się pokrótce opisać każdy z nich. - Wampiryzm energetyczny świadomy (okultystyczny) – rodzaj wampira, który występuje niemal tylko w środowisku ezoterycznym (fora na ten temat, sekty itp). Tego typu osoby w pełni świadomie wykorzystują techniki wizualizacyjno-energetyczne i/lub odpowiednie rytuały, by pozbawić energii życiowej swoje ofiary oraz zwyczajnie ją przejąć. Tego typu techniki są masowo uprawiane przykładowo w kręgach masońskich, ale są także możliwe do nauczenia i wykorzystywane przez zafascynowane nimi młode osoby. - Wampiryzm energetyczny nieświadomy – tego typu osoby nieświadomie lub półświadomie wysysają z otaczających osób energię czyniąc je w "niewyjaśniony" sposób zmęczonymi, osłabionymi i znudzonymi obecnością wampira, przy czym sam wampir ma uczucie swoistego haju energetycznego i emocjonalnego. Takie osoby są skłonne do różnych dziwnych zachowań, w tym autodestrukcyjnych i pozerskich, aby tylko zwrócić na siebie uwagę. Ten typ wampiryzmu jest szeroką podstawą dla innych grup wampiryzmu: emocjonalnego, uwagi czy chaotycznego. - Wampiryzm emocjonalny (psychiczny) – najbardziej rozpowszechniony typ wampira i najczęściej występujący. W wielkim skrócie wampiry tego typu zajmują się żerowaniem na cudzych emocjach dla wyleczenia własnych kompleksów. Najczęściej takie osoby wymyślają rozmaite nieszczęścia i patologie i to niezwykłe oraz w nieprawdopodobnych ilościach, jakie ich rzekomo miały spotkać w życiu (gwałt w dzieciństwie, bicie, molestowanie, przemoc z użyciem np. noża itp.) a następnie owymi problemami non stop bombardują ofiarę, domagając się nieustannego zainteresowania, litości i pocieszania. W tym wypadku często wystepuję obustronne uzależnienie wampira od ofiary, bowiem wampir próbuje czasami podnosić pozycję i samoocenę ofiary, stawiając ją w roli "wybawcy i wyzwoliciela". Ofiara będąc owym wybawcą czuje swoistego rodzaju poczucie misji, aby nieustannie pomagać wampirowi. Taka długotrwała pomoc może w końcu skutkować wyniszczeniem psychicznym, znużeniem, zmęczeniem a nawet depresją, jeśli ofiarą jest osoba z tendencjami do silnego przejmowania się cudzymi problemami. I w miarę jak ofiara popada w coraz większe osłabienie, wampir czuje się coraz lepiej, jest dumny ze swojego dopieszczonego ego oraz nierzadko z tego do jakiego stanu doprowadza ofiarę. Czasami wampir ze swoimi opowieściami popada w mitomanię i zaczyna naprawdę wierzyć w to, że to co opowiada naprawdę go spotkało. Relacje z takim wampirem często są trudne do zerwania i w przypadku separacji wampir będzie natarczywie nękać swoją ofiarę, fochać się, straszyć samobójstwami i szantażować emocjonalnie przybierając pozę "zbitego psa", którego "skopanie" ma wzbudzić poczucie winy w ofierze. Jeżeli mimo to ofiara nie ulega i stanowczo zrywa kontakt bądź wytycza jasno jakieś granice przyzwoitości, wychodzi przysłowiowe szydło z worka i wampir nagle dostaje skrzydeł, staje się wielce uniesiony i obrażony, często rzuca wyzwiskami i oskarżeniami w stronę ofiary, wytyka egoizm i inne oszczerstwa na zasadzie "złodziej pierwszy i najgłośniej krzyczy "łapać złodzieja!"", a jego rzekome problemy dosłownie nagle znikają. - Wampiryzm uwagi (zaistnienia) - również bardzo rozpowszechniony typ wampiryzmu. Jak sama nazwa wskazuje, takie osoby (będąc silnie zakompleksione i niedowartościowane) chcą być w centrum uwagi. W tym celu potrafią posuwać się dosłownie do wszystkiego, począwszy od głupich "śmichów chichów", wydawania dziwnych dźwięków, krzyczenia głośno HWDP, chamskich zaczepek itp, poprzez wymyślanie nieprawdopodobnych historyjek i przypisywania sobie udziału w nietypowych zdarzeniach (bardzo często jest to nękanie nie mających ochoty słuchać osób opowieściami np. jak to się wampir nachlał na poprzedniej imprezie i jak to potem wymiotował, bądź ile pompek zrobił, albo ile jechał km/h samochodem ojca), wypisywanie w internecie niestworzonych rzeczy lub wielkich ilości tekstu bez żadnej logiki, aż po takie zjawiska jak ekshibicjonizm, pokazywanie narządów intymnych, okaleczanie się na pokaz. Tego typu wampiry cechuje ogromna i bardzo głośna gadatliwość oraz wtrącanie się do każdej dyskusji ale nie po to by rozwijać temat, tylko zbić go z toru, zagłuszyć oraz aby wypowiedzieć jak najwięcej nic nie znaczących słów aby jakkolwiek zwrócić na siebie uwagę. Często potrafią być także poniekąd niebezpieczni, gdyż czarując słownictwem i jego zawiłością potrafią przekonywać do siebie mnóstwo osób niczym Adolf Hitler swoimi przemówieniami, ale na to łapią się tylko osoby słabe psychicznie i duchowo i nie mające własnego myślenia, więc jeśli wampir przekona do siebie tłumy, świadczy to tylko o tym jakie jest społeczeństwo. Typowymi wampirami uwagi są trolle internetowe, które często dla zwiększenia sobie poparcia tworzą multikonta, co jest ich jedynym sposobem na bycie kimś, jeśli nikogo do siebie nie przekonują. - Wampiryzm chaotyczny - ten typ wampiryzmu to bardzo ogólne pojęcie grupy rodzajów wampiryzmu, których celem jest zwyczajne robienie zamieszania, awantur oraz uprzykrzania komuś życia. Wampiryzmy chaotyczne są bardzo częstą, jeśli nie najczęstszą przyczyną patologii rodzinnych i niszczenia życia dzieciom lub innym osobom. Rodzaje wampiryzmów chaotycznych zawsze występują kompleksowo i można również w skrócie je opisać: * Typ awanturnika – tego typu wampiry potrafią żyć tylko w atmosferze nieustannej wzajemnej nienawiści, zazdrości, zawiści, kłótni i konfrontacji. Te osoby szukają i wymyślają dowolne powody, dla których można zrobić komuś awanturę, zwyzywać go, obrzucić obelgami, nawymyślać chorób psychicznych, zdołować i poniżyć. Ich ton jest zawsze obrażony, rozhisteryzowany, wściekły, sztywny, "policyjny" i "urzędowy", nie potrafią ani nie chcą nigdy normalnie rozmawiać, tylko zawsze dążą do kłótni. Nigdy nie wiadomo czego i kiedy się po nich spodziewać, bo potrafią zrobić aferę o dosłownie wszystko i nagle w zupełnie nieoczekiwanym momencie. Zawsze oskarżają swoje ofiary o agresję i wszczynanie owych kłótni, kiedy tylko ofiara zacznie się bronić i dawać jasno do zrozumienia, że nie ma dmuchania w kaszę. * Typ władcy i kontrolera - ten typ wampira posiada wyjątkową megalomanię oraz rządzę władzy i kontroli nad wszystkim i wszystkimi w otoczeniu. Takie osoby uzurpują sobie wyimaginowane prawa do pomiatania i zarządzania innymi (najczęściej rodziną lub podwładnymi w pracy) i mają przedmiotowo-techniczne podejście do ludzi (i zwierząt), tłumacząc to na przykład tym, że skoro najwięcej zarabiają i/lub mają magistra/doktora i/lub były pokrzywdzone w młodości, to mają prawo teraz rządzić i pomiatać innymi, "Bo ja to w twoim wieku to tyyyle pracowałem! Mnie to łańcuchem bili! Ja to jadłem chleb z cebulą i smalcem a nie tak jak ty czekoladki sobie zajadasz! Ty sobie pykasz w internety, a ja za****lałem w polu!" Typ często występujący z syndromem awanturnika i podobny do niego, gdyż te wampiry również nie potrafią się normalnie odzywać, a szczególną cechą jest rozkazywanie wszystkim, zmuszanie do uległości i posłuszeństwa i wytykanie zadań co kto ma zrobić, "ty musisz to, bo to powinno być tak, ciebie to trzeba tu i tam zaprowadzić, tobie to trzeba to zrobić". Non stop dyktuje i poucza co kto ma robić i jak. Milczenie i pokora daje jasno do zrozumienia wampirowi, że może bezkarnie pomiatać i administrować ofiarami, natomiast niewykonywanie zadań wprawia wampira w napady silnej złości, czasami agresji, bądź frustracji i zażenowania, po czym wampir zaczyna stawiać różne ultimata bądź zażenowany poddaje się. * Typ śledczego – ten rodzaj wampirów jest wyjątkowo wścibski i również niemal zawsze występuje razem z typem awanturnika, charakterystycznym objawem jest wypytywanie się o wszystko typu "a gdzie byłeś, z kim sie widziałeś, o czym rozmawialiście, co oglądasz w internecie, a co czytasz, a z kim piszesz" czy nawet podsłuchiwanie rozmów, podczytywanie rozmów na czatach oraz smsów itp. Taki wampir jest wyjątkowo upierdliwy i niezwykle trudno go odpędzić. Na krótkie i stanowcze riposty typu "nie twoja sprawa, nie wtrącaj się, nie twój interes" zawsze odpowiada agresją i wszczynaniem awantur wytykając ofierze rozmaite oszczerstwa opisane w typie awanturnika. Te osoby również bardzo jadowicie lubią wypytywać ofiary (szczególnie swoje dzieci) o to co zamierzają robić w przyszłości. * Typ tyrana (straszaka) – wszyscy w jego obecności muszą się bać i być spięci i zestresowani, nie ma miejsca na normalne dyskusje czy czynności. Musi być sztywność, musi być stres i napięcie, muszą być nerwy. Taka atmosfera wprawia wampira-tyrana w psychotyczne poczucie satysfakcji i wysokiej własnej wartości. * Typ policjanta i psychiatry (prowokatora) – jeden z najgorszych rodzajów wampiryzmu awanturnego. W tym wypadku wampir-zadymiarz rozpętuje agresywną wymianę słowną, z wyjątkową zajadłością prowokuje swoje ofiary do podnoszenia głosu, wulgaryzmów czy nawet rękoczynów, po czym zaczyna wmawiać jej agresję i niepoczytalność, straszyć policją, więzieniem, wymyśla choroby psychiczne i straszy psychiatrykami. Prowokator dosłownie za wszelką cenę stara się wywołać u ofiary reakcje, które może wygodnie podpiąć pod oficjalnie istniejące paragrafy oraz choroby psychiczne, bądź nawet oznaki opętania, po czym próbuje "karać" ofiarę za jej naturalne, oczywiste i logiczne reakcje obronne wmawiając jej, że to kryminał, choroba, opętanie czy też narkotyki, alkohol, albo wszystko na raz. Przykładowo prowokator wywołuje w ofierze obronną agresję, po czym określa to jako np. agresję wywołaną uzależnieniem od internetu i uniemożliwia ofierze dostęp do niego. Zazwyczaj prowokator sam ma na koncie jakieś wykroczenia bądź przestępstwa oraz zaburzenia psychiczne. * Wampir edukacyjny – typ wampira awanturnego, który zasługuje na szczególne nagłośnienie, gdyż jest bardzo rozpowszechniony ale nie za wiele się o nim mówi. Ten rodzaj wampira jest wyjątkowo zakompleksiony z racji otrzymywania słabych ocen w szkole i na studiach oraz z racji niezdawania, powtarzania roku itp, choć czasami występuje i bez tego. Wampir edukacyjny, chcąc agresywnie i rozpaczliwie wyleczyć swoje kompleksy bądź zaspokoić fanaberie zmusza swoje dzieci czy też inne dzieci w rodzinie, często stosując przemoc psychiczną oraz fizyczną, aby przynosiły tylko oceny powyżej 3, a nierzadko też same 5 czy 6 oraz startowały w konkursach czy zawodach sportowych i przynosiły dobre wyniki. Za niższe oceny dziecko jest mocno karane, bite, poniżane, zabiera mu się komputer, TV, zabawki, zabrania wychodzić na dwór, widywać z kolegami. Następnie wampir chwali się wszystkim znajomym jakie piękne oceny przynosi dziecko i jak bardzo jest w tym pilnowane. Wampir przypisuje sobie wszystkie osiągnięcia dziecka, do których zmusił je przemocą bądź szantażem po czym domaga się pochwał za dobre wychowywanie. Jeśli takowe dostaje, czuje dosłownie psychiczny ograzm i staje się coraz bardziej agresywny i wymagający (czytaj: rozpasany), a ofiara wampira jest w coraz większym niebezpieczeństwie. Tego typu wampiry traktują dzieci oraz inne osoby tylko i wyłącznie przedmiotowo, traktując oceny szkolne jako główny wyznacznik wartości danej osoby. Osoby z ocenami w ich oczach słabymi traktują jako podgatunek, żuli i nic nie wartych meneli. Często lubią wytykać młodym teksty typu "Wstyd mi przynosisz!". Istnieje zapewne dużo więcej rodzajów wampiryzmów i może być ich tyle ile samych wampirów, jednak te tutaj opisane znajdują wysoką sprawdzalność w realnym świecie. W przypadku każdego typu wampiryzmu dokonywany jest akt kradzieży energii z ofiary, jeśli wampir "ma przewagę" w kłótni i doprowadza ofiarę do bezsilnego braku słów, bezsilnego gniewu, płaczu, depresji czy wycieńczenia oraz jeśli ofiara daje się zastraszać, wsiadać sobie na głowę i nie broni się. Jak się bronić przed wampirami? Przede wszystkim warto wiedzieć, że dosłownie wszystkie wampiry mimo zgrywania chojraków, krzykaczy i nie wiadomo jakich twardzieli są w rzeczywistości bardzo słabe psychicznie i duchowo, mają bardzo niską samoocenę i poczucie własnej wartości. Są bardzo wrażliwe na podnoszenie głosu oraz na wyzwiska, a słabsze wampiry poddają się gdy się je ignoruje. Z kolei dla wszystkich wampirów największym śmiercionośnym ciosem jest zerwanie kontaktów i całkowita separacja, co jest jednak prawie niemożliwe dla osób uzależnionych finansowo od wampirów. W takim wypadku pozostaje walka z wampirem do czasu usamodzielnienia się i/lub znalezienia wsparcia w tych sprawach od przyjaznych osób. Wampir pozbawiony ofiary staje się jak pacjent w stanie ciężkim odcięty nagle od respiratora i kroplówek. Staje się coraz bardziej osłabiony, popada w bezsenność, żyje w ciągłym stresie i nienawiści, która go wypala od środka. Często u wampira zaczynają nawet występować różne choroby i dolegliwości takie jak biegunka, wymioty, nudności, problemy z trawieniem, problemy żołądkowe, bóle głowy, duszności, napady lękowe. Ogólnie mówiąc wampir dosłownie zdycha w męczarniach z głodu energetycznego i z braku ofiar którym pragnie niszczyć życie. Upada i gnije trawiony własnym jadem, winami i kompleksami, których nie ma na kogo zrzucać. http://wampiryemocjonalne.jimdo.com/wampiryzm/wampiryzm-psychiczno-energetyczny-druga-najpowszechniejsza-choroba-świata/
  22. Fajna fantazja i bajka .
  23. Aha przepraszam ,zapomniałem dodać cyfry klatkl nr - pięćdziesiąt osiem ,reszta się zgadza,bo duże stresy ,nerwy ,niezrozumnie i osamotnienie mi towarzyszą od lat ,czyli ataki energetyczne wampirów psychiczno -emocjonalnych .
  24. Odczytałem Bartku ,miejmy nadzieje że będzie tak ja piszesz ,pozdrawiam .i życzę miłego poniedziałku