Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'okultyzm' .

  • Wyszukuj po tagach

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukuj po autorze

Typ zawartości


Forum

  • Strefa ogólna
    • Regulaminy
    • Przywitaj się :)
    • Sprawy Forumowe
  • Strefa duchowa, magii, energii, tajemnic, mocy niezbadanej
    • Energetyka
    • Ezoteryka
    • Ludzki czynnik
    • Magia i Okultyzm
    • Miedzy magią a nauką
    • Runy
    • Światopogląd
    • Świat Tajemnic
  • Strefa czasu, poznawania siebie, przyszłości
    • ?!? Na Dzis ?!?
    • Astrologia
    • Horoskopy
    • Karty
    • Księga Imion
    • Materialna strona życia
    • Numerologia
    • Umysł
    • Wokół Snów
    • Wróżby
  • Strefa zdrowia
    • Naturoterapia / Zdrowie
    • Okiem ekologa
  • Strefa luźna
    • Kafejka
    • Kursy, szkolenia, ogłoszenia,strony
    • Nasza twórczość
    • Polecane
    • Kącik off-topów
  • Strefa bratnich linków
    • Fora,blogi, strony i inne
    • Sklepy, usługi, kursy

Kalendarze

Brak wyników do wyświetlenia


Znaleziono 4 wyniki

  1. czarownica

  2. Witajcie Adepci oraz Domorośli, Poszukuję sprawnego czarownika/wiedźmy posiadającego/ej wiedzę w zakresie łamania klątw oraz ściągania uroków czarnomagicznych, obeznanego koniecznie w księgach dot. Arkana Magii. Dodatkowym atutem będzie umiejetność repetowania biopola, gdyż mam podziurawione, chociaż regeneruje się całkiem sprawnie jak na zaczyn, gdyż do dziedziny magii mam wrodzone predyspozycje. Od jakiegoś czasu mam problem ze złym zaczynem (nie wiem, czy nie od kilku stuleci heh), który nabyłem od pewnej złej czarownicy poprzez stosunek płciowy. Okultystka, pewnikiem nakłoniła mnie do tego używając czarnej magii, a ja byłem już wtedy pod wpływem jakichś uroków, no, i nie wiedziałem w sumie, że to occult ona jest. Pamiętam, toczyłem wtedy bowiem, powiedzmy, pojedynek z demonem Asmodeusza, kiedy pewnej nocy przyszło do mnie sześciu złych duchów oprawczych odprawiając jakiś rytuał i próbując nałożyć na mnie ręce. Jeszcze wcześnie innyj zły wykorzystał innych ludzi oraz środki masowego przekazu aby uderzyło we mnie około 150-250 spelli Złego Oka, wszystkie w bardzo krótkich odstępach czasowych. Wracając... Żywiołakiem zaklęcia, który nakłada buffa jest najpewniej demon imienia Buer (zajął sobie obszar czakr podstawy), co to oprócz bycia niemiluchem, mściwym, brudnym sztajfem, ponoć chce sobie tylko iść tam gdzieś no, w czortu mater.. w każdym razie pojawia się jako byt, co w tym kopyta maczał, a więc i możliwe, że te energochłony to jest jego rzecz, chociaż stawiam, że po drugiej stronie wiru energia z tego to i tak dla dżinna leci, czyli chcą moją energią karmić Szejitan. Czar rysuje się w postaci energochłonów (+/- "coś"?? raczej bies - mięśniak żerujący na masie, próbuje mi na garbie siedzieć, le'już trochę słaby, jbc. nie karmie się mięsem, najdłużej bez jedzenia 40 dni, le'to chyba zależy ile nie jadł najdlużej czarny kapłan, co brał czarownicę), aktywne podpięcie oraz czarne wiry na poziomie podstawy, splotów kolan oraz ścięgien i zginaczy ramion, a także treciego oka oraz klatki piersiowej (brunatno-czarny płomień lucyferiański). Nie mam pojęcia, czy ta "kobieta" w ogóle wie, czym jest to, co kultywuje, że jeśli nie spości twardo 36 dnia bez żyznej pożywki, jej ukochany Baal zamieni ją w jedno z plugawych sług sidła Aszery, no ale .. możliwe, że takim właśnie o to w tym ich okultyzmie idzie, a pajęczycę Jezebel, tę ździrę, czci się tam "świadomie", jak np.: Jahbulona (post 360 dni; tą metodą; post oznacza u mnie 0 strawy) u masonów, którzy to z resztą też są okultyści, co szatan z nich ma beczkę.. no, w każdym razie, mi nie spieszno w pajęczyny, a i bez beki się obejdzie. W ostateczności jestem gotów rzucić się na miecz, jeżeli tego nie odczynie do czasu końca swego marnego żywota, lub ewentualnego nastania czasu paruzji nieco wcześniej.. rzecz jasna to, jeśli mi Bóg by łaskę okazać takową jedynie raczył.. w przeciwnym wypadku to pewnikiem po mnie. Sprawa jest poważna, bo turbuje mnie jak diabli (sic!), walczę postem i przez marsz Chrystusa, modlitwy i asceza, kontempluję jasne płomienie złoty i purpurowy oraz zielone płomienie energii serca przez co te zaczyny są już dzisiaj znacznie osłabione, aczkolwiek nadal aktywne, jakby próbowały zżerać energię moich podstaw, za każdym razem jak się trochę zregeneruję i nabiorę siły. Kiedy nabyłem zaczyn byłem na to odporny na około 1minutę dziennie, dzisiaj to będzie już kilka godzin. Jak już wspomniałem, zaklęcie działa na zasadzie zaczynu, czyli żeby zdjąć urok i zwrócić je przeciwko czarownicy muszę w jakiś sposób wytworzyć odczyn, odwrócić pole zaklęcia, przebiegunować je. Mógłbym oczywiście złamać zaklęcie idąc po najcieńszej linii oporu, tj.: znaleźć panią, powiedzmy "pacjentkę", której strzelę kambrion z nadzieją, że nie zaczną jej rosnąć wąsy (co wątpliwe), no ale przecie nie o to tutaj chodzi... Czy wspomniałem, że po drodze nawiedził mnie sukkub, aczkolwiek w formie dziwnej, bi inkubusa, aczkolwiek jedynie we śnie. Nie było jednak delikatnie rozpylonego afrodyzjaku, a gesty zielony budyń i na końcu jedynie wizja koźlej sromoty. Mniejsza o Sathariel, z nim poradzę. Buer.. Ewentualnie przyszło mi do głowy jeszcze, żeby się obrzezać, ale to i tak, jak już, odpuszcza tylko on (lub 3 dni wędrówki bez niczego przy duszy prócz duszy) *** Kończąc. Parszywe adepty czarnej magii oraz mistyki okultystycznej.. Dowiedziałem się, że żeby zdjąć to niecne zaklęcie, mógłbym odczytać jego formułę, którym się posłużono, jeno od tyłu, problem w tym, że nie mam pojęcia który to jest grimuar o tym daje, ani w jakim rycie szukać info. Konkretnie, potrzebuję formuły do której miałbym to zastosować, a nie mam się od czego odnieść, mogę jedynie dalej wędrować dla Boga z Bogiem, licząc cicho, że Pan przyjmie moją ofiarę za pokutę i sam mnie zechce odczynić.. Proszę o wsparcie, jeżeli ktoś wie cokolwiek na temat księgi w której jest inwokacja zaczynicy oraz ten spell spętania przez zywioła, każda informacja się przyda.. Załączam rycinę przedstawiającą Buer'a, obawiam się, że dość realistyczna. Prdr_Evrwg
  3. ems

    Witajcie! Mówią na mnie różnie... Kapłan, czarownik, okultysta... Wedle własnego wyboru. Na swojej drodze korzystałem z wielu różnych systemów, łącząc je i zmieniając... Tym samym tworząc własny. Trafiłem tutaj z czystej ciekawości moich ambicji, mimo że na słowo "forum" swego czasu miałem alergię. Od kilku ostatnich miesięcy wracam jednak do korzeni i odwiedzam ciekawe miejsca w internecie, w tym to właśnie forum. W ramach przywitania napiszę o sobię dość wyczerpująco, zwłaszcza że kilka dni temu otworzyłem własnego bloga (tutaj) i z tej potrzeby napisałem małe zestawienie informacji odnośnie mojej osoby. Wraz z początkiem mojej "obecności" w Internecie, pojawiła się potrzeba posiadania nicku, którego mógłbym używać na forach, portalach itp. Jako kilkunastoletni chłopak, w związku z pewnymi nudnymi i mało znaczącymi okolicznościami, które można śmiało nazwać przypadkiem, zostałem nazwany przez pewną cygankę "Emrysem". Jakiś czas po tym zdarzeniu, przyjaciółka wciągnęła mnie na forum jej znajomych, którzy mieli problemy z pewnymi niezbyt przyjemnymi bytami, a z którymi my mieliśmy pomóc im sie uporać. W taki sposób po raz pierwszy pojawiłem się jako Emrys. Gdy miałem kilkanaście lat, przyjąłem swój dawny nick jako imię magiczne. Od tamtej pory zacząłem dowiadywać się, że "Emrys" to walijskie imię z pełną historią i owiane licznymi legendami. Od zawsze zafascynowny byłem wszystkim co celtyckie, a moja dusza całkowicie wpisuje się w te klimaty, zważając na kilka związanych z tym wcieleń. Tym bardziej zacząłem utożsamiać się z tym imieniem. Wracając na chwilę do mojej osobowości to na przestrzeni lat bardzo się zmieniłem. Chociaż to raczej słabe określenie. Dzisiaj powiedziałbym, że ta część osobowości która nazywa siebie dziś Emrysem była ukryta wewnątrz, głęboko w moim "Ja". Wraz z dorastaniem i rozwojem wiedzy magicznej wszystko zaczeło się odwracać. Emrys "wyszedł" na zewnątrz i od kilku lat wcale nie mówię, że się zmieniłem. Po prostu stałem się w pełni sobą. W swojej chyba już ponad 10-letniej praktyce miałem styczność z wieloma systemami, rodzajami, technikami magicznymi. Obecnie mogę zdefiniować swoją ścieżkę jako własny kierunek. Odkąd tylko pamiętam polegam w magii na swojej intuicji. Mam starą duszę, myślę więc że właściwie - choć nie zawsze w pełni świadomie - korzystam z tego doświadczenia. Uznaję magię ceremonialną, wysoką jako swój główny temat przewodni. Nie stronię jednak od magii niskiej czy wykorzystywania prostych metod takich jak programowanie, kierowanie i gromadzenie energii, tworzenie amuletów i talizmanów itd. W swojej sztuce dostosowuję zdefiniowane rodzaje praktyk magicznych pod własne potrzeby. Tak więc serwitory, pieczęci i sigile nie są mi obce. W ostatnim czasie poszerzam wiedzę odnośnie kapłaństwa pogańskim bogom, jestem w kontakcie z kilkoma zagranicznymi "świątyniami". Nie stronię również od rodzimowierców, których chętnie wspieram. Tutaj również pojawia się wątek magiczny, związany z inwokacją i ewokacją energii utożsamianej z konkretnymi aspektami bóstw. Od kilku lat rozwijam swoje umiejętności postrzegania, rozbudzam zdolności mediumistyczne i jasnowidzące. Pomagam więc w problemach zarówno związanych z przeróżnymi bytami, duchami, demonami jak i z tymi sferami całkowicie skupionych na codzienności. Pracuję z kartami tarota, kryształami i zwierciadłami. Nigdy nie mogłem "dogadać się" z runami, mimo usilnych prób praca z nimi nie daje pożądanych efektów. Sporadycznie zajmuje się oczyszczaniem i zdejmowaniem piecząci, blokad. Pomagam też w kłopotliwych sytuacjach z nękającymi gośćmi "zza zasłony" - i te ostatnie od zawsze są dla mnie najciekawszym zajęciem.
  4. Sześć poziomów świadomości Dopiero kiedy całkowicie podporządkujemy się Chrystusowi, rozpocznie się najtrudniejszy, a zarazem ostateczny etap naszego rozwoju. Opisuje go sekretna część przekazu w Ewangelii Jana (2,6-7): Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: „Napełnijcie stągwie wodą!” I napełnili je aż po brzegi. Człowiek od pradawnych czasów był porównywany do glinianego naczynia, które symbolizowały różne rodzaje dzbanów, kan, mis, waz o kolistym brzuścu, z których często wypływały strumienie wody. Czasami w tych strumieniach wody płynęły ryby, innym razem było widać tylko ryby, a strumieni wody trzeba było się domyślić. Już u zarania Egiptu serce, które uważano za centrum człowieka, siedzibę uczuć i rozumu – przedstawiano symbolicznie pod postacią garnuszka z uszami. Egipcjanie wierzyli, że nasze ciało powstaje z ożywionej gliny nazywanej prochem ziemi. Dzięki swoim Boskim emanacjom Duch Boży tworzy naczynia z gliny – pyłu ziemi, w które jest tchnięta Boska siła życia. Jak uczą mędrcy żydowscy, Bóg formując świat w ciągu sześciu dni, uczynił sześć stosownych naczyń, które symbolizowały właśnie dzbany, chleby i sefiroty. W ciągu sześciu dni Bóg stworzył sześć instrumentów wewnętrznego ducha, które stanowiły różne poziomy naszej świadomości... Ciąg .Dalszy . W Linku na dole postu . Całkowite podporządkowanie Ewangelia Jana 2, 3-4: A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: „Nie mają już wina”. Jezus Jej odpowiedział: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?…” Jezus zwraca się tutaj do swojej Matki: Niewiasto,co w oryginale greckim zapisano gunai. Słowo to określało kobietę dojrzałą i zamężną. Wywodzi się ono od słowa guna, które od tysięcy lat w sanskrycie oznaczało duchową siłę natury. Grecy odziedziczyli je po swoich przodkach. Ewangelista celowo używa właśnie tego słowa, aby podkreślić i wskazać rolę duchowej żeńskiej siły w naszym życiu. Chrystus jest łącznikiem tych dwóch Boskich światów i przez Niego dochodzi do połączenia dwóch sił, które zmieniają nasze istnienie. Jednak ani On, ani Duch Święty – Matka Boska – bez przyzwolenia Ducha Ojca nie są w stanie doprowadzić do mistycznego połączenia, bo to nie jest …moja lub Twoja sprawa, Niewiasto; ale sprawa Ducha Ojca. Aby doszło do tego spotkania, sami musimy wstąpić na ścieżkę rozwoju duchowego. Nasze zadanie to wspiąć się przez wszystkie poziomy świadomości na szczyt Góry, gdzie doświadczamy źródła czystej nadświadomości, która leży u podstaw wszelkiego istnienia, i która przenika całą naszą rzeczywistość. Aby odkryć źródło czystej wody w swoim pierwotnym stanie, najpierw musimy podporządkować się całkowicie najwyższemu Duchowi Świętemu. Podczas procesu rozwoju duchowego odbywa się transformacja świadomości ze stanu młodej kobiety – Samarytanki – do poziomu Panny Młodej i ostatecznie do Pani Matki. Matka Chrystusa symbolizuje w tej historii najwyższy poziom wewnętrznej intuicyjnej mądrości i miłości. Rozwijając uczucie miłosierdzia, medytując i modląc się, stwarzamy warunki zapraszające Ducha Świętego, aby wzniósł się w górę, ale jednak ostateczna mistyczna unia – to Boska wola. Jeżeli ktoś dostąpi takiej łaski, pojawi się w jego życiu Jezus Chrystus pod postacią Jego Ducha Prawdy. Wtedy nasza mądrość i świadomość każą nam się podporządkować Duchowi Prawdy. Dzięki Jezusowi dochodzi do tak upragnionego połączenia się dwóch sił w naszym ciele w Jednię, która całkowicie zmienia nasze wewnętrzne istnienie. Dlatego w tej historii Matka Jezusa – najwyższa Duchowa Mądrość – nakazuje nam: zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Dopiero kiedy całkowicie podporządkujemy się Chrystusowi, rozpocznie się najtrudniejszy, a zarazem ostateczny etap naszego rozwoju... Gdzie jest wyzwolenie Drugi list Pawła do Tymoteusza 1,9-10: On nas wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami. Ukazana zaś została ona teraz przez pojawienie się naszego zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię… Dla wybranych i duchowo rozwiniętych ludzi życie to tylko etap istnienia wiecznej duszy – o tym właśnie naucza Stary i Nowy Testament. Ludzie zapomnieli jednak o swoim prawdziwym pochodzeniu. Świat materii pełen jest, jak się wydaje, wspaniałych przedmiotów, które oślepiają człowieka, powodując, że przeżywa życie na ziemi, nie odkrywając prawdy o swoim pochodzeniu. W pierwszym okresie rozwoju chrześcijaństwa uczniowie Jezusa żyli zgodnie z Jego duchowymi naukami. Tajemna wiedza żyła w ludziach, którzy właściwie rozumieli Jego trudną duchową drogę. Stopniowo z czasem najgłębsze nauki Chrystusa zostały zapomniane, ale ich przekaz pozostał w głębinach ewangelicznego przesłania. Dzięki odkryciu na nowo znaczenia cudownych znaków Chrystusa, których przesłanie jest ponadczasowe, zrozumienie Jego nauk w całej pełni dopiero nastąpi. Ma to wielkie znaczenie dla współczesnych ludzi i ich przyszłości, bowiem kto żyje nieświadomy istnienia świata duchowego, jest naprawdę martwy za życia. Nauki Jezusa miały właśnie spowodować, abyśmy się narodzili drugi raz, to znaczy narodzili się dla Królestwa Niebieskiego. Ujrzymy wtedy, że zmienna ziemska egzystencja wypływa z rzeczywistości stałej, niezmiennej, gdzie znajduje się nasza prawdziwa tożsamość. To w niej odnajdziemy ukojenie i wyzwolenie, a wraz z nimi duchową nieśmiertelność... To są znaki Ewangelia Tomasza 17: Rzekł Jezus: „Dam wam to, czego oko nie widziało i czego ucho nie słyszało, i czego ręka nie dotknęła, i co nie weszło do serca człowieka”. Nie można rozumieć wszystkich cudów dokonywanych przez Jezusa tylko w sposób dosłowny, nie jest to na pewno jedyna możliwa interpretacja tych znaków. Jak mówili apostołowie: Jego czyny miały na celu objawienie dzieł Bożych. Uzdrowienia, których dokonywał, nie były pokazem mocy i władzy, ale wskazaniem na źródło, z którego płynie moc. W trzech synoptycznych Ewangeliach te wszystkie wydarzenia określane są słowem: dynameis – co oznacza wielkie czyny. W Egipcie słowo dynamis oznaczało działanie Boskiego Ducha. W Ewangelii Jana takie czyny określane są słowem simeia, które po grecku oznacza znak. Trzeba zwrócić na tę różnicę szczególną uwagę. Nie chodzi tu bowiem o zwykłe cuda, ale o znaki wskazujące i wyjaśniające działanie Boskich Mocy. Rozdzielenie Paweł w drugim liście do Koryntian 4,3-4: A jeśli nawet Ewangelia nasza jest ukryta, to tylko dla tych, którzy idą na zatracenie, dla niewiernych, których umysły zaślepił Bóg tego świata, aby nie olśnił ich blask Ewangelii chwały Chrystusa, który jest obrazem Boga. Człowiek podporządkowany tylko ziemskim zmysłom nie pojmie tak łatwo najgłębszych nauk o Królestwie Niebieskim. Ale ten kto idzie drogą Jezusa, pełen wiary w Boga, stopniowo otwiera się na Ducha Prawdy. Tak jak św. Paweł może dostąpić poznania intuicyjnego w swym duchowym centrum. Cała historia ludzkości to naprawianie tego, co zostało popsute w chwili, kiedy człowiek rozdzielił się z Bogiem – kiedy część dolnych emanacji oddzieliła się od górnych. To rozdzielenie doprowadziło do zburzenia duchowej jedności człowieka. Doszło do tego, jak opisuje Biblia, po wygnaniu z raju, kiedy Kain zabił Abla. Od tamtej pory odwiecznym zadaniem ludzkości jest połączenie tych rozdzielonych części i to było tak naprawdę głównym celem przyjścia Jezusa na ziemię... Nasze ziemskie zadanie Łukasz w swej Ewangelii (19,12) tak opisuje nasze ziemskie zadanie: Mówił więc: «Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić…» Podczas podróży w kraj daleki, czyli materialną egzystencję, mamy poznać dobro i zło i osiągnąć maksymalny rozwój naszej duchowej świadomości. Zanim jednak to nastąpi, nasza dusza i nasza świadomość podczas tego procesu ulega chorobie, którą w Drugim Znaku opisuje zdanie: A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Również o tej chorobie pisze św. Paweł w Liście do Galatów (4,1): I to wam jeszcze powiem: Jak długo dziedzic jest nieletni, niczym się nie różni od niewolnika, chociaż jest właścicielem wszystkiego. Bóg często był przedstawiany metaforycznie w mitach i legendach jako król, a Jego dzieci, czyli nasze dusze, jako królewscy dworzanie, setnicy czy wojskowi dowódcy. Zanim jednak odkryjemy w naszym duchu, kim naprawdę jesteśmy i uświadomimy sobie, że jesteśmy członkami Jego królewskiego rodu, musimy odbyć długą podróż poznania. Podczas tej wędrówki ślepe, kierowane zwierzęcymi zmysłami ego uzurpuje sobie rolę pana i gospodarza naszego życia. Zmaganie się tych dwóch sił w człowieku było przedstawiane jako mistyczna walka dwóch braci. Ta walka toczyła się w człowieku od praczasów i rozgrywa się w każdym z nas do dziś. Motyw rywalizacji dwóch symbolicznych braci, walczących na śmierć i życie, pojawia się w wielu kulturach starożytności. W Biblii w Księdze Rodzaju opisuje to historia Kaina i Abla oraz Jakuba i Ezawa. Cytat z II części książki Tajemne Nauki Jezusa Chrystusa... Wewnętrzny ogień Mądrość Chrystusa płynie z rzeczywistości ostatecznej, z naszego duchowego wnętrza. Podobnie jak ogień pochodni czy ogniska rozpalany przez pierwszych ludzi miał za zadanie odstraszyć dzikie zwierzęta i trzymać je na bezpieczną odległość, tak ogień wiedzy Chrystusa ma za zadanie odstraszyć i trzymać nasze zwierzęce żądze z dala od naszego umysłu. Rozpalić wewnętrzny ogień Jezusa to otworzyć się na pełny przepływ ducha świętego. Hebrajska litera shin symbolizuje ten trzystopniowy żar życia i zarazem oznacza liczbę trzysta, która symbolizowała wkroczenie na nowy etap rozwoju.Litera ta przypomina płonący ogień i symbolizuje ognistą duchową boską siłę będącą motorem życia. Ma trzy różne poziomy istnienia, którym odpowiadają trzy różne wysokości płomieni. Na tych poziomach przeżywamy ziemskie życie, które symbolizuje historia kuszenia Jezusa przez tę ognistą, wężową siłę – Szatana. Na początku duchowy żar pali i unicestwia, ale jest też na wyższym etapie rozwoju niszczycielem chorego życia pełnego pożądania, nienawiści i zaślepienia. Boski ogień to nie tylko zwykły ogień, ale ogień duchowy, który pochłania wszystko włącznie ze zwykłym materialnym ogniem i stopniowo obejmuje wszystkie duchowe poziomy życia, a z nimi ich funkcje i myśli. Nasze zwykłe ziemskie istnienie powoduje, że żyjemy w chorym stanie symbolicznie nazywanym gorączką. Wówczas jesteśmy ślepi i nie widzimy jasnej strony istnienia. Żyjemy w ciemnościach w świecie cienia, który tworzony jest przez zasłony niższych poziomów świadomości. Jeżeli chcemy zerwać te zasłony, wyzdrowieć i wygrać życiową walkę, musimy odnaleźć i odnowić swój wieczny związek z Duchem Świętym. W tym celu na początku naszej nowej drogi w życiu musimy przyjąć schronienie w Chrystusie i podążać za Jego Cudownymi Znakami. Stopniowo rozpalimy w sobie Jego ogień poznania, a ten wywoła żarliwe pragnienie zjednoczenia się z Bogiem. Cytat z II części książki Tajemne Nauki Jezusa Chrystusa Sposoby poznawania rzeczywistości Większość ludzi myśli, że nasz rozwój i cywilizacja dokonały wyjątkowo wielkiego postępu w odkrywaniu otaczającej rzeczywistości i dlatego uważają, że duchowe nauki przodków są mało ważne. Współczesnym elitom wydaje się, że są mądrzejsze od nauczycieli z przeszłości, ale to nie jest prawda! Istnieją bowiem dwa sposoby poznawania rzeczywistości. Pierwszy to racjonalny, naukowy, który swe poznanie i swoją wiedzę wywodzi z eksperymentów. Jest jeszcze drugi sposób, może i ważniejszy, bezpośredni wgląd w naszą ziemską rzeczywistość – poznanie intuicyjne. Ta wiedza pojawia się u nielicznie rozwiniętych duchowo ludzi. Dzisiaj nauka i sfera duchowa nieustannie, krok po kroku zbliżają się do siebie, nawet jeżeli większość ludzi tego nie widzi. Dzięki różnym dziedzinom nauki, a szczególnie fizyce, mamy coraz lepszy wgląd w złożoność wszystkich rzeczy. Osiągnięcia współczesnych badaczy potwierdzają coraz bardziej prawdziwość najgłębszych sekretnych nauk Jezusa oraz innych mistyków z dawnych epok. Poznając sekrety pradawnej wiedzy, możemy uczynić teologiczny przekaz Chrystusa istotnym źródłem świeckiego myślenia i zobaczyć świat i przyrodę w innym duchowym wymiarze. Fizyka XX wieku, a także wszystkie naukowe odkrycia poprzedniego stulecia uzmysłowiły nam, że musimy radykalnie przemyśleć i zmienić wiele pojęć, które do tej pory wydawały się stałe i niezmienne. Właśnie dziś mamy szczęście żyć w okresie, kiedy rozwój fizyki, nauk biologicznych, astronomii i astrofizyki osiągnął poziom poznania, który utwierdzi wielu współczesnych i przyszłych ludzi w tym, że istnieje najwyższa Osoba – Duch Ojca; wymiar, gdzie wszystko jest jednią. Cytat z II części książki Tajemne Nauki Jezusa Chrystusa Wygnanie z raju Wygnanie z raju to stan, w którym pozbawieni jesteśmy naturalnych podpowiedzi Ducha Prawdy wewnętrznej intuicji, najważniejszego wychowawcy człowieka. Tak żyjący człowiek pozbawia się wyższej uczuciowości. Jego światopogląd ulega mocnemu zniekształceniu w stosunku do prawdziwej rzeczywistości. To powoduje, że człowiek schodzi z drogi życia przeznaczonej mu przez Boga. To właśnie jest grzech. Cytat z I części książki Tajemne Nauki Jezusa Chrystusa Poziomy duchowego przekazu Wszystkie Ewangelie napisano specyficznym, cudownym stylem, który tak jak święte znaki Egipcjan posiada trzy poziomy duchowego przekazu. Inaczej te pisma odbierał zwyczajny prosty człowiek zainteresowany intrygującym tekstem, a inaczej niewielkie grono wtajemniczonych, którzy rozumiejąc znaczenie metaforycznego i symbolicznego języka, odnajdywali w nim sekretny duchowy przekaz. Trzeba wiedzieć, że tajemna duchowa wiedza i myśl żydowska przez tysiące lat przekazywane były głównie ustnie właśnie za pomocą zaszyfrowanych opowieści. Żydzi za główne zadanie człowieka uważali poszukiwanie prawdy o Bogu i stworzonym przez Niego świecie. Od wieków bardzo chronili swoją ezoteryczną wiedzę. Wiedzieli, że dzielenie się tymi naukami i mądrościami z nieodpowiednimi osobami może prowadzić do katastrofy. Mieli zbyt wiele złych doświadczeń w przekazywaniu innym, nieprzygotowanym ludziom swojej sekretnej wiedzy wprost. Oskarżano ich wtedy o zabobon i herezję. Był to bowiem przekaz trudny do zrozumienia już u zarania ludzkości i taki pozostał do dziś. Nie był dlatego nauczany inaczej niż w formie ustnego przekazu. Miał do niego dostęp tylko elitarny krąg wybranych, odpowiednio przygotowywanych przez długie lata studiów. Cytat z II części książki Tajemne Nauki Jezusa Chrystusa Całość Artykułu - http://naukijezusa.pl/