Szept

Bardo Śląskie: Historie niesamowite

26 postów w tym temacie

Wysoki Kamień

Wiele osób intuicyjnie wyczuwa miejsca w których straszy. Nie wiedzą co, nie rozumieją dlaczego ale czują chłód obecności, nieokreślony paraliżujący lęk. Duchy mają swoje ulubione miejsca pobytów, które my określamy jako wyjątkowe. Występują przeważnie w opuszczonych domach, na cmentarzach, leśnych uroczyskach. Czerpią energię z błąkających się w pobliżu zwierząt, biegających dzieci lub wędrujących turystów. Zawsze czekają ? cierpliwe i nieustępliwe.

W okolicach Barda istnieje kilkanaście takich miejsc. Wiele związanych z nimi opowiadań to mniej lub bardziej fantastyczne bajki o duchach, rusałkach, wampirach i różnych demonach. Wszystkie nieprawdopodobne i niewiarygodne. Wszystkie z wyjątkiem jednej.

Pracując nad historią tego miejsca miałem wątpliwości czy wyjawić czytelnikom jego lokalizację. Moje wątpliwości wynikały z dramatycznych wydarzeń, jakie były związane z tą sprawą w minionych lat. Doszedłem jednak do wniosku, że każdy kto posiada umiejętność intuicyjnego wyczuwania takich miejsc lub więcej niż trochę odwagi, powinien mieć możliwość udania się tam osobiście i doświadczenia wszystkiego na własnej skórze. Oczywiście na własną odpowiedzialność. A jak się mówi: odwaga to nic innego jak sztuka zaciskania zębów w odpowiednim momencie.

Gdzie więc znajduje się to miejsce? Otóż każdy, kto weźmie do rąk mapę Gór Bardzkich i spojrzy na ich Grzbiet Wschodni, z łatwością znajdzie na niej szczyt o nazwie Wysoki Kamień (niemiecka nazwa: Der Hohe Stein). Znajduje się on mniej więcej w połowie linii prostej między wsią Laskówka a Przełęczą Łaszczowa. Wierzchołek góry jest dość płaski i wydłużony z dwoma widocznymi niewielkimi wzniesieniami. Na jednym z nich znajduje się właśnie ?Wysoki Kamień? będący potężnym, wysokim i masywnym blokiem skalnym skrytym wśród drzew. Wokół niego, w promieniu kilku metrów, dookoła całego zbocza, znajduje się rumowisko mniejszych bloków skalnych tworzących jakby okręg wokół centralnego bloku.

Wysoki Kamień byłby wymarzonym miejscem na spacery gdyby nie pewne wydarzenia z 1966 roku, które na zawsze odmieniły jego historię. Z rozmów ze świadkami, do których udało mi się dotrzeć i przeprowadzonej kwerendy w prasie z tamtych czasów udało się ustalić najważniejsze fakty.

16 lipca 1966 roku grupa czterech nastolatków, dla rozrywki, postanowiła przeprowadzić seans spirytystyczny i wywołać ducha. Podeszli do sprawy bardzo poważnie zgromadziwszy wszystkie potrzebne przedmioty i przestudiowawszy dostępną literaturę na ten temat. Na miejsce owego seansu wybrali szczyt góry Wysoki Kamień, z uwagi na aurę tajemniczości jaką roztaczało to miejsce wokół siebie i zupełne odludzie. Seans odbył się dokładnie o północy. Celem było wywołanie ducha, związanego z miejscem w którym się znajdowali. Byli pewni, że nie wyjdzie z tego nic oprócz dobrej zabawy. Przeliczyli się.

Tuż po zakoszeniu seansu nagle ucichł wiatr. Letnie, ciepłe powietrze zamarło i zgęstniało. Nie poruszało się ani jedno źdźbło trawy, ani jedna gałązka. Nastąpiła głucha cisza. Ognisko, które rozpalili, zgasło nagle tak jakby po prostu ktoś je zdmuchnął. Przerażeni rzucili się do plecaków po latarki. W tym momencie usłyszeli szelest kroków. Coś lub ktoś zaczęło się poruszać biegiem, w szaleńczym pędzie, dookoła ich obozowiska. Łamiąc z trzaskiem gałęzie, poruszając krzaki, kołysząc mniejszymi drzewami. Świecąc latarkami w ciemnościach, w kierunkach skąd dobywały się te dźwięki widzieli tylko ruszające się gałęzie i drzewa. Spanikowali. Rzucili się do ucieczki na oślep w dół zbocza.

Do najbliższej wsi, Laskówki, dotarło tylko dwóch. Byli wykończeni, przerażeni i cali pokaleczeni nocnym biegiem po lesie. Nikt nie chciał im uwierzyć w to co opowiadali. Od razu wezwano milicję.

Rankiem, po dwóch dniach od zdarzenia, rozpoczęto poszukiwania dwójki, która była w noc wywoływania duchów na górze i nie wróciła do tej pory. Trwały one sześć dni. Sześć dni w czasie których przeczesano góry na całej szerokości, od Barda po szosę Kłodzko-Złoty Stok. Chłopaków nigdy nie odnaleziono. Zostali uznani oficjalnie za zaginionych.

Po tym zdarzeniu cała dwójka, która pozostała, miała co noc koszmary senne o swojej śmierci. W każdym śnie występowała niewyraźna, wysoka postać o imieniu Aargaroth (pisownia zachowana według wywiadu jednego z chłopaków dla gazety), która, jak mówili nastolatkowie, patrzyła się jak umierają.

Pierwszy z nich zniknął bez wieści 24 lipca, osiem dni po wydarzeniu, drugi zaś dwa dni później tj. 26 lipca 1966 roku. Nigdy ich nie odnaleziono. Od 16 lipca 1966 roku do czasów dzisiejszych istnieje łącznie osiem udokumentowanych przypadków zaginięć osób, które były w dni poprzedzające zaginięcie na Wysokim Kamieniu. W większości byli to pracownicy leśni. Obecnie zbocza Wysokiego Kamienia porasta najgęstszy i najbardziej niedostępny las w całych Górach Bardzkich. Ci, którzy wracają z góry, zawsze w dzień, opowiadają o niesamowitych rzeczach jakie dzieją się na samym jej szczycie. Jak do tej pory nikt nigdy nie zdecydował się zostać tam po zmroku. Mówią, że strach ma wielkie oczy ale na Der Hohe Stein czuć nie tylko jego wzrok na sobie ale także dotyk?

Źródło: Bogusław Romaszewski, Ewa Pazdioara, Tomasz Karamon, "Legendy i opowieści ząbkowickie" (http://www.bardo.info.pl/niesamowitehis ... #hohestein)

Gnomy - smutna prawda...

Spytacie kim lub czym są gnomy? Skąd pochodzą? Tego niestety nie wiem. Ani ja ani nikt z moich rozmówców. W tytule tej historii użyłem określenia "gnomy" gdyż, według mnie, swoim wyglądem są najbardziej zbliżone do istot zwanych gnomami - opisywanych w bajkach i baśniach. Lecz ta historia wcale nie jest bajką, a tym bardziej baśnią...

Z relacji świadków, jakie udało mi się zebrać wynika, że istoty te na pewno zamieszkiwały najbliższe okolice Barda. Z racji istnienia sporej ilości relacji zamieszczę tutaj tylko dwie wybrane. Poniższa, jest pierwszą relacją o zauważeniu takiej istoty, na jaką udało mi się natknąć. Pochodzi ona z 1978 roku. Jej autorką jest Katarzyna Wiącek.

"...to było w lecie. Byłam wtedy jeszcze młodą dziewczyną. Wracałam już pod wieczór, ze studzienki, jak już zaczęło się na dobre ściemniać. Szłam drogą biegnącą za ?warszawianką? na ulicę Krakowską. Gdy byłam przed punktem widokowym ogarnęło mnie przeczucie, że ktoś za mną idzie. Przestraszyłam się wtedy nie na żarty. Nie zatrzymując się odwróciłam głowę do tyłu i wtedy go zobaczyłam. Jakieś dziesięć metrów za mną. Nigdy tego nie zapomnę! Był wysoki gdzieś tak do kolan. Miał małe, śmieszne grube nogi. Ubrany był w ciemnozielone zniszczone spodnie i sponiewierany brązowawy kaftan do pasa, z kapturem narzuconym na głowę. Ubrania miał zrobione z takiego grubego materiału z jakiego kiedyś szyto szaty mnichom. W momencie gdy go zobaczyłam zatrzymałam się. On też się zatrzymał. Mimo, że nie widziałam dokładnie rysów twarzy bo miał naciągnięty na głowę ten kaptur to jestem pewna, że się uśmiechnął. Uśmiechnął się i od razu skoczył w chaszcze po prawej stronie drogi i straciłam go z oczu..."

Autorem drugiej relacji jest Jakub Sowiński. Zdarzenie to miało miejsce w 1995 roku:

"...to był późny jesienny wieczór. Było już zimno, ciemno i wiał mocny wiatr. Ulice opustoszałe. Wracałem właśnie do domu, idąc w dół ulicą Męki Pańskiej. Gdy wyszedłem zza zakrętu, w stronę tego ronda za pierwszą kapliczką różańcową, zobaczyłem go. Był w połowie drogi po lewej stronie, między płotem, a tą dużą starą lipą, która rośnie na środku tego ronda. Szedł odwrócony do mnie bokiem, lekko zgarbiony, nie widziałem w ogóle jego twarzy bo miał naciągnięty na głowę kaptur. Wysoki był gdzieś na około 40 cm. Ubrany w starą zniszczoną opończę aż do ziemi, z kapturem z takiego grubego parcianego materiału. W momencie gdy go zobaczyłem on musiał mnie usłyszeć, bo rzucił się biegiem w kierunku prawej strony - jest tam strome pobocze, które wtedy było porośnięte gęstymi krzakami, tak, że straciłem go z oczu tuż za tą lipą w ciemnościach. Był cholernie szybki! Wydaje mi się, że wracał od kurnika, który był tuż za płotem po lewej stronie. Wcześniej pamiętam, jak rozmawiałem zupełnie przypadkiem z człowiekiem, który jest właścicielem tego kurnika. Był zły, mówił mi, że jakieś zwierzę, chyba lis, dobiera mu się ciągle do kur..."

Im bliżej naszych czasów tym coraz mniej jest relacji osób, które widziały gnomy. Ostatnia relacja pochodzi z 1999 roku. Wydaje się, że wraz z postępem cywilizacyjnym, z niszczeniem naturalnego środowiska przez człowieka, zniszczyliśmy również te istoty. Gnomy nie mając szans na szybką adaptację do zmieniającej się radykalnie sytuacji, nękane głodem i innymi plagami prawdopodobnie wymarły. Być może istota widziana przez Jakuba Sowińskiego, wykradająca jaja z kurnika, była jedną z ostatnich. Być może głód zmusił je do tego by wejść do miast, zbliżyć się do siedlisk ludzi. W efekcie stało się to ich zgubą.

Imiona i nazwiska świadków zostały celowo zmienione.

(http://www.bardo.info.pl/niesamowitehis ... #hohestein)

Płanetnicy

Czy ktoś z was wie kim są Płanetnicy? Na pewno bardzo niewielu. A więc posłuchajcie...

Kiedyś, dawno temu, świat nieskażony i rzadko zaludniony zamieszkiwały liczne duchy, duszki, demony i bóstwa. Gnieździły się właściwie wszędzie: w żywiołach - ogniu, wodzie, powietrzu i ziemi; w przyrodzie - w górach, skałach, jeziorach, lasach i drzewach. Obecne były w gwiazdach, w wietrze, w piorunach, niektóre wcielały się w zwierzęta i ptaki, a inne w ludzi. Zasiedlały ludzkie gospodarstwa i domostwa. Gdy do Polski przybyło chrześcijaństwo i okrzepło, zaczęło potępiać rodzime duchy, usiłując wtrącić je do panachrześcijańskiego piekła. Ale część z nich przetrwała w nazwach, przysłowiach, zwyczajach ludowych przesądach i legendach. Większość odeszła wraz z ostatnimi ludźmi którzy w nie wierzyli. Z wiary bowiem czerpały swoją siłę, ukazywały się bowiem tylko tym ludziom, którzy w nie wierzyli. Były jednak wyjątki. Do nich należą właśnie Płanetnicy. Na tę historię natknąłem się zupełnie przypadkowo i właściwie to ona właśnie zainspirowała mnie do stworzenia tego działu, poświęconego właśnie niesamowitym historiom. Ująłem ją w formie przejrzystej relacji dla lepszego zobrazowania wam sytuacji jaka wtedy miała miejsce. Chciałbym zaznaczyć, że powstała ona na podstawie rozmów jakie przeprowadziłem z dwoma osobami które były świadkami tego co się wtedy wydarzyło. O tej historii wie obecnie tylko paru mieszkańców Laskówki. Dlaczego? Powód jest prosty. Świadkowie tych wydarzeń nie opowiadali tej historii prawie nikomu sami nie mogąc uwierzyć w to co widzieli. Bali się, że "ludzie zaczną gadać, że są wariatami" i wyśmieją ich. Chciałbym również zaznaczyć, że spisanie tej historii było bardzo skomplikowane. Wiele czasu zabrało mi przełamanie bariery nieufności osób, jedynych żyjących jeszcze świadków całego wydarzenia i tych którzy znają pełną historię, a będących ludźmi już w bardzo podeszłym wieku. Mimo tego udało się. Efektem tego jest poniższa relacja, która ocala tę historię od zapomnienia...

Laskówka, 14 lipca 1950 roku.

Wczesnym rankiem Jan i Józef Leszczyńscy wybrali się do lasu na grzyby. Idąc lasem wzdłuż Gór Bardzkich dotarli w południe do wsi Laski. Tam postanowili, że wrócą do Laskówki drogą przez pola. Drogi było kawałek a znad zachodu, co się wcześniej nie zdarzało, właśnie nadciągnęły ciemne, niemal granatowe chmury. Deszcz zaskoczył ich nagle w połowie drogi. Schronili się pod jednym ze snopów siana, które stały na polach. Niebo było całe zasnute ciemnymi chmurami o fantazyjnych wybrzuszeniach i kształtach. Chmury wisiały tak nisko, że zdawało się iż niemal dotykają wierzchołków Gór Bardzkich. Co dziwne nie było burzy. Tuż przed tym jak spadł deszcz wiatr ustał zupełnie i zapadła niesamowita cisza. Nawet świerszcze ucichły. Ptaki się gdzieś pochowały. Przyroda zamarła. Powietrze zgęstniało i zrobiło się bardzo duszno. W końcu zaczęło padać. Deszcz wzmagał się z każdą minutą. W końcu padało tak mocno iż widoczność spadła zaledwie do paru metrów. Snop siana w którym się schronili przeciekał. Pole, z racji, że leżało w niewielkim zagłębieniu zamieniało się w malutkie, bagniste jezioro. Deszcz padał i nawet nie tracił na sile. Leszczyńscy, gdy woda sięgała już do kostek postanowili przenieść się do pobliskiego lasu, który z tego co pamiętali, chroniąc się pod snopem, leżał kilkanaście dobrych metrów od niego. Przodem szedł Jan. Widoczność z powodu ulewnego deszczu była niemal zerowa. Szedł starając się trzymać kierunek na las. Obaj byli cali przemoczeni. Deszcz nadal padał z wielką siłą. Szli tak przez dłuższy czas a lasu nadal nie było widać, chociaż powinni, jak im się wydawało, już do niego dotrzeć. W końcu Jan zauważył przed sobą jakiś zamazany kształt. Sądząc, że to drzewo, które mogłoby zwiastować, że zaraz zaczyna się las ruszył szybciej w tym kierunku. Józef aby się nie zgubić szedł tuż za nim krok w krok. Zbliżając się Jan zauważył, że to "drzewo" się porusza. Pomyślał, że to tylko przywidzenie ale gdy spytał Józefa co widzi ten również zauważył to samo. "Drzewo" wyraźnie się poruszało lub raczej powoli sunęło w ich kierunku, równolegle do nich w odległości paru metrów. Obaj byli przerażeni tym co po chwili zobaczyli. Nie było sensu uciekać gdyż widoczność była minimalna a poza tym pole po którym szli zamieniło się w bagnistą breję tak, że nogi zapadały się w błocie po kostki. Leszczyńscy stali skuleni i sparaliżowani strachem. Istota miała około trzech metrów wysokości. Była chuda i miała nienormalnie długie ręce i nogi, podłużną głowę. Poruszała sie powoli. Majestatycznie. Według Leszczyńskich najbardziej niesamowite było to, że była cała z wody. Wygladała jak przeźroczysty worek napełniony wodą o ludzkich kształtach. Żadnych rysów twarzy, włosów, kompletnie nic. Istota ta była stworzona z wody. Była wodą samą w sobie. Po chwili przemknęła obok nich i zniknęła za ścianą deszczu nie zwracając na nich najmniejszej uwagi. Po dłuższej chwili deszcz zaczął powoli ustawać, tak, że po kilku minutach przestało zupełnie padać. Po powrocie do wsi nie powiedzieli o tym zdarzeniu nikomu. W 1988 roku do Laskówki przyjechała wycieczka z Niemiec w skład której wchodzili nieliczni jeszcze żyjący mieszkańcy Laskówki sprzed 1945 roku. Opowiadali między innymi miejscowe legendy które usłyszeli od swoich babek i prababek. W tym te o diabłach, którzy pojawiali się podczas silnych ulew...

Silne oberwania chmury przeszły nad Laskówką jeszcze w roku 1964, 1978, 1983 i w 1993. Do dziś gdy nadchodzi burza niektórzy żyjący jeszcze najstarsi mieszkańcy we wsi mówią "Idzie burza, przyjdą diabły". Czy mają na myśli Płanetników? Czy również Ich widzieli? Kim właściwie są te istoty przybywające na chmurach deszczowych? Tego pewnie nie dowiemy się nigdy?

Imiona i nazwiska świadków zostały celowo zmienione.

http://www.bardo.info.pl/niesamowitehis ... #hohestein

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Hmm... czy Ty chciałaś Nas zachęcić czy odstraszyć... ???

- bo mi przyszło na myśl... raczej TO drugie... :shock:

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

To wszystko relacje - ja szukam na razie bazy, w przyszłości wybieram się tam w celach radośnie doświadczalnych :D Coś mnie tam ciągnie, przeczytałem relację jakiś miesiąc temu i wiem, że powinienem tam pojechać. Pytam wokół o ewentualnie podobne miejsca, doświadczenia ludzi. Może zapoluję na moc - kto wie. ;)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- nooo...? gratuluje odwagi... !!! :shock:

- ja w tych sprawach... to "zielony jak cytryna"... :lol:

- wiec bez "szamanki"... ani rusz... :mrgreen:

- a i z Nią... to i pewnie miał bym "pietra"... :lol:

- noo... ale jeśli wrócisz... to będziemy mieli o jedną relacje więcej... :mrgreen:

- wiec jak najbardziej... będę trzymał za Ciebie kciuki... ;)

--- pozdrówkooo... infe7... :D

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

A tam odwagi :D A poważnie, interesują mnie takie miejsca ze względów niewytłumaczalnych, to znaczy niekiedy czuję się źle w pewnych rejonach ( miejsca gwałtownych, negatywnych emocji, wypadków ) i nie potrafię tego wyjaśnić. Długo byłem blisko ze zwierzętami, możliwe, że inaczej coś postrzegam. Poza tym, już raz umarłem - idzie przeżyć :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Właśnie wróciłem z zamku Czocha - w izbie tortur lipa :) Nieprzyjemna aura, bez cienia tajemniczości, mentalne błoto. Za to na dolnym dziedzińcu miejsce - cudo! Coś tam siedzi pod spodem :p Niebawem dłuższa relacja. Pozdrawiam wszystkich łowców wibracji.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Właśnie wróciłem z zamku Czocha - w izbie tortur lipa :p Nieprzyjemna aura, bez cienia tajemniczości, mentalne błoto.

- Za to na dolnym dziedzińcu miejsce - cudo! Coś tam siedzi pod spodem :)

- Niebawem dłuższa relacja.

Pozdrawiam wszystkich łowców wibracji.

0ooo... dzięki Wolf... :D

- widać Wilki maja nosa... :roll: ;)

- czekam cierpliwie na relację... z dużym zaciekawieniem... :idea: 8-)

--- pozdrówkooo... infe7... :mrgreen:

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

A ja zazdroszczę troszkę Wolf Köhler też tak lubię , chodzić, zwiedzać i odczuwać :p Gdybym mogla spedział bym życie na podróżach i badaniu wibracji miejsc .

Mamy w Krakowie taki dom w którym jest coś niesamowitego , nikt tego domu nie chce kupić, nikt nie chce się podjąć zburzenia ,kompletnie nic .Nie wiem jak to jest naprawdę ale ponoć ludzie tam w dziwnych okolicznościach giną (podobno Ci co mieli go zburzyć-robotnicy i nie tylko), noc tam jest niezapomniana, a ochrona domu nie do zdarcia tylko przez kogo ,jakie moce- nie raz myślałam by tam iść, ale sama nie wiem czy na tyle byłabym odważna. Samo przebywanie obok domu budzi dziwne odczucia - wołania i bólu ,wibracje nie do opisania, tylko czy te wibracje nadali sami ludzie i chodzące o tym domu pogłoski czy coś tam jest faktycznie. Dom wygląda jak straszydło wśród normalnych ulic, budynków.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

WOW - to jest to, co lubię i czego się trochę boję :) Jak będę w Krakowie ( wszak jestem rodowity Bochniak ), chętnie zobaczę ten dom, tyle, że wolałbym sam go pokazać. Może mi się "strachajło" uaktywni :p. To pewna zdolność odczuwania pola magnetycznego, np. na miejscu, gdzie w Berlinie stał bunkier Hitlera jeżą się włosy na rękach (a działo się tak tylko przy słuchaniu muzyki ) lub jakieś miejsce w lesie przyciąga mój wzrok - brzozy wykazują tam bardzo silny geotropizm a miesiąc później młody facet, kierujący samochodem umiera nagle na zawał. Wiem na pewno, że zwierzęta coś wyczuwają - może ludzie też? Nie chcę tworzyć jakiegoś mistycyzmu - po prostu są miejsca, w których czuję się dziwnie ( pomiędzy ciekawością a niechęcią ). Czasami są też inne rzeczy ale o nich nie powiem, bo nie lubię ciasnych kaftanów :D

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

To dla przykładu napisze - koleżanka pojechała w miejsce tragedii z 11 września i choć mało ma wspólnego z ezoteryka i odczuwaniem wibracji -jak sama mówiła "czuć w powietrzu zbłąkane dusze ludzkie, a wibracje tego miejsca unoszą włosy na rękach, a serce rozdziera na pół " Na dłuższą metę nie idzie tam wytrzymać .

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Cieszę się, że to napisałaś :D Uparci zawsze mogą tłumaczyć to, jako podświadome przeniesienie emocji z mediów. Niemniej cóż powiedzieliby na to, że po wojażach sprawdzam miejsca w których mi źle i wtedy dowiaduję się co tam się działo. Kiedyś słyszałem konie, takie wojskowe, rozmowy i przebitki ludzi w kolorowych ubraniach - taka mała mieścina niedaleko Zgorzelca. Okazało się, że stacjonowało tam kilka tysięcy polskich szwoleżerów w służbie Bonapartego. Kiedyś poczułem "coś" niedaleko Jeleniej Góry i grzebiąc patykiem w ziemi znalazłem odcięte palnikiem fragment szyn. W środku lasu - wchodziły w skarpę. Takie tam zabawne historyjki, przyzwyczaiłem się do tego. A na Czochę muszę wrócić, coś tam mnie ciągnie :p Na dolnym dziedzińcu, przy skałach w murze. Teraz mieszkam w Görlitz, które całe jest stare i całe mało przyjemne, niedobre miejsce.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Poza tym, już raz umarłem - idzie przeżyć :)

Oooo, mam kolegę od umierania? :)

PS Idzie, co można zauważyć na załączonym obrazku :lol:

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wolf, Ja lubię żartować, a z tym umieraniem to prawda.Więc spoko, robiłam to już 3 razy więc dlatego radość, że "idzie przeżyć"

P.S Sorki, jak uraziłam twoje uczucia - nie wyśmiewam się tylko raduje.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Oj ja żartuję - jak zwykle. Poza tym jestem nieco spięty - najpierw zmyło mi Bogatynię, teraz na Zgorzelec idzie 7 metrów wody z pobliskiego jeziora...a niedawno skończyłem cykl wierszy o tych terenach :( Ale gniewać się? Nie ja :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

To fajnie, nie uznaję niedomówień.

Wiem, że często żartuję z poważnych rzeczy (dla tych którzy nie znają mnie lepiej to dziwne) ale już taka moja "uroda"

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

dziękuję bardzo - to ja spływam :lol: Na wszelki wypadek żegnam wszystkich ( jakbym się zalał ) :) Jak widać śmierć jest ostatnią z poważnych rzeczy w moim słowniku :evil:

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Pytanie do największego admina - a dlaczego ja nie mam pochwał?? :D Taki bad jestem?? :twisted:

Żebrzesz :):lol::):lol::lol: , ale widać opłaci się :shock: :lol:

PS wiecie co to :lol:

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
A ja zazdroszczę troszkę Wolf Köhler też tak lubię , chodzić, zwiedzać i odczuwać :) Gdybym mogla spedział bym życie na podróżach i badaniu wibracji miejsc .

Mamy w Krakowie taki dom w którym jest coś niesamowitego , nikt tego domu nie chce kupić, nikt nie chce się podjąć zburzenia ,kompletnie nic .Nie wiem jak to jest naprawdę ale ponoć ludzie tam w dziwnych okolicznościach giną (podobno Ci co mieli go zburzyć-robotnicy i nie tylko), noc tam jest niezapomniana, a ochrona domu nie do zdarcia tylko przez kogo ,jakie moce- nie raz myślałam by tam iść, ale sama nie wiem czy na tyle byłabym odważna. Samo przebywanie obok domu budzi dziwne odczucia - wołania i bólu ,wibracje nie do opisania, tylko czy te wibracje nadali sami ludzie i chodzące o tym domu pogłoski czy coś tam jest faktycznie. Dom wygląda jak straszydło wśród normalnych ulic, budynków.

A mozesz opowiedzieć więcej o tym domu? Moze fotki jakieś? :lol:

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Auro - mam wrażenie, że wpieprzasz się do cudzych spraw. Nie lubię cię i nie mam ochoty na poufałości, więc spadaj. :evil:

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Auro - mam wrażenie, że wpieprzasz się do cudzych spraw. Nie lubię cię i nie mam ochoty na poufałości, więc spadaj. :evil:

Ale jesteś miły :)

Nikt Ci nie karze mnie lubić :lol: . Ja tego nie wymagam :):lol::lol:

W którym miejscu się "wpiepszyłam w twoje sprawy"?

Tym, że odsłoniłam przed twoimi oczmi prawdę o sobie samym? I tak byś kiedyś to odkrył.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Dnia 8.08.2010 o 07:09, Wolf Köhler napisał:

Auro - mam wrażenie, że wpieprzasz się do cudzych spraw. Nie lubię cię i nie mam ochoty na poufałości, więc spadaj. :evil:

I wyszedł egoizm ,zarozumiałość ,ambicja ,duma , i wielka pycha ,a wydawało by się że tyle przeżyłeś ,a tu gówniarzem czuć niedojrzałym , i niezrównoważenie psychiczne /duchowe .

Edytowane przez Mistyk
0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Dnia 7.08.2010 o 18:28, Gość napisał:

Oooo, mam kolegę od umierania? :)

PS Idzie, co można zauważyć na załączonym obrazku :lol:

Taaa ,umierał to by każdy ,ale stawić po męsku i odważnie czoło życiu ,to nie ma komu :lol:

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.