fraterp

Użytkownicy
  • Zawartość

    44
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

5 Neutral

O fraterp

  • Tytuł
    Ezo początkujący
  1. Dziesięciomiesięczny kurs naturopatii, bioenergoterapii, psychotroniki. Lubartów (koło Lublina, 21-100), kwiecień 2019. Edukacja odbywa się w systemie zaocznym - sobota i niedziela przez okres dziesięciu miesięcy. Koszt jednego zjazdu to 400 zł. Po zdaniu egzaminów wewnętrznych, na zakończenie uczniowie otrzymują zaświadczenie edukacji w liczbie 160 godzin oraz dyplom i wewnętrzny tytuł ośrodka - naturoterapeuty. Na koniec szkolenia uczniowie otrzymują także zaświadczenie o ukończeniu edukacji w zawodzie "Naturopata". Dokumenty dają uprawnienia do przystąpienia do egzaminu czeladniczego zawodów: NATUROPATA i BIOENERGOTERAPEUTA - płatne osobno. Dla chętnych absolwentów podstawowego modułu organizowane jest szkolenie drugiego stopnia, po ukończeniu którego uczniowie otrzymają wewnętrzny tytuł ośrodka - Mistrz Naturoterapii. RADIESTEZJA - wahadlarstwo, różdżkarstwo RELAKSACJA ODDECHOWA TRENINGI AUTOGENNE SAMOREALIZACJA ANATOMIA ASTRALNA CZŁOWIEKA - biopole, czakry, mudry,klucze energetyczne, poziomy energetyczne NAUKA O MERIDIANACH - kanały energetyczne, elektroakupunktura NAUKA O SIŁACH ISTNIEJĄCYCH WOKÓŁ NAS - bioenergoterapia, bioterapia, jasnowidzenie, telepatia, hipnoza PSYCHOLOGIA PSYCHOTRONICZNA ANATOMIA I FIZJOLOGIA CZŁOWIEKA CHIROPRAKTYKA (SZTUKA KRĘGARSTWA) TERAPIA MANUALNA - masaże (klasyczny, punktowy, limfatyczny, rozprężający, biomasaż, bistymulacyjny kręgosłupa i stawów), świecowanie uszu, terapia bańką chińską AKUPRESURA STÓP, REFLEKSOTERAPIA KOLOROTERAPIA KRYSTALOTERAPIA FITOTERAPIA (nauka o ziołach) AROMATERAPIA HUNA Więcej informacji na tej stronie https://psychotronet.pl/szkola-psychotroniczna Zawody: Nazwa: Naturopata Kod: 323009 Synteza: Stosuje niekonwencjonalne naturalne metody terapii i leczenia takie jak: ziołolecznictwo, arteterapię, diety, akupunkturę, akupresurę, hydroterapię, irydologię, i inne w połączeniu z praktykami klasycznej medycyny; udziela porad dotyczących higieny życia, zdrowego odżywiania, aktywności fizycznej; poprawia jakość życia pacjentów i promuje zdrowy styl życia. Zadania zawodowe: nawiązywanie kontaktu z pacjentem w celu określenia rodzaju dolegliwości i celu wizyty; określanie bilansu energii życiowej na podstawie badań np. tęczówki oka (irydologia); układanie indywidualnego programu terapii; udzielanie porad dotyczących zachowania odpowiedniej higieny życia, stosowania odpowiedniej diety i ćwiczeń fizycznych; stosowanie określonej, wybranej metody terapii np. akupunktury, akupresury, aromatoterapii, arteterapii, koloroterapii i innych; prowadzenie dokumentacji zabiegów; prowadzenie warsztatów, treningów i zajęć grupowych z dziećmi i młodzieżą pobudzających kreatywność, świadomość wartości itp.; przeprowadzanie konsultacji dla lekarzy medycyny oraz innych specjalistów medycyny niekonwencjonalnych; prowadzenie działalności profilaktycznej; promowanie zdrowego stylu życia w mediach; doskonalenie swojej wiedzy i umiejętności. Dodatkowe zadania zawodowe: prowadzenie zajęć i warsztatów terapeutycznych z dziećmi i młodzieżą z wykorzystaniem plastyki, muzyki, dramy, stymulowania zmysłów, bajkoterapii itp.; kierowanie placówką terapii naturalnych; kształcenie osób wykonujących inne zawody medyczne i paramedyczne; udział w różnych formach kształcenia ustawicznego; prowadzenie prac badawczych w dziedzinie naturoterapii oraz publikowanie ich wyników. Nazwa: Bioenergoterapeuta Kod: 323002 Synteza: Bioenergoterapeuta ocenia stan energetyczny organizmu człowieka oraz eliminuje jego zaburzenia. Bioenergoterapeuta jest zawodem o charakterze usługowym. Sferą działania bioenergoterapeuty jest biopole pacjenta. Bioenergoterapeuta diagnozując biopole, przeprowadza wywiad z pacjentem, w trakcie którego ustala historię choroby, jak również uzyskuje informacje dotyczące warunków socjalnych i relacji rodzinnych oraz określa zaburzenia energetyczne. Przed przystąpieniem do zabiegu wykonuje techniki zabezpieczające własne biopole i miejsce pracy. Wykonując zabieg energetyczny monitoruje stan pacjenta. Po jego zakończeniu dokonuje zamknięcia i zabezpieczenia biopola chorego i udziela zaleceń odnośnie zdrowego stylu życia. Bioenergoterapeuta informuje pacjenta o możliwości wystąpienia skutków ubocznych zabiegu w postaci przesilenia, poprzedzającego powrót do zdrowia i udziela informacji, jak powinien postępować. Po rozpoznaniu zmian biopola bioenergoterapeuta usuwa zastane blokady, stymuluje energię organizmu, przywraca jej swobodny przepływ. Harmonizuje organizm, wzmacnia jego system immunologiczny, pobudza procesy regeneracyjne. Zadania zawodowe: przeprowadzanie wywiadu dotyczącego stanu zdrowia i informowanie pacjenta o wskazaniach i przeciwwskazaniach do zabiegu; rozpoznawanie zmian biopola i zakłóceń energetycznych; dobieranie technik terapeutycznych; oczyszczanie energetyczne; korygowanie biopola, doenergetyzowanie, stymulacja organizmu; harmonizowanie stref energetycznych i organów, wyrównywanie potencjałów, polaryzacja; harmonizowanie czakr i zabezpieczanie biopola; informowanie pacjenta o zaleceniach i wskazaniach do dalszej terapii; organizowanie stanowiska zgodnie z zasadami BHP, ochrony ppoż., ochrony środowiska i ergonomii oraz etyki zawodowej. Zawód bioenergoterapeuty można zdobyć na drodze kształcenia rzemieślniczego. Bioenergoterapeutą może zostać osoba, która posiada wykształcenie średnie zawodowe, bez ściśle określonego kierunku oraz zdała egzamin potwierdzający kwalifikacje zawodowe przeprowadzany przez organizacje rzemieślnicze i otrzymała tytuł czeladnika.
  2. Planowanie to niezwykle istotna czynność, odpowiadająca trzeciej zasadzie Huny. Planując unikamy przypadkowości i koncentrujemy swoją energię oraz umiejętności. Planowanie nie musi być nudne i monotonne. Dzięki metodom Huny stanie się przygodą, która szybko wzbudzi w Tobie pasję i umożliwi osiągnięcie szczytów bez względu na dziedzinę. Na zajęciach dowiesz się jak stawiać cele według intuicji, jak rozwijać kontakt z Wyższym Ja oraz jak można pomóc sobie za sprawą systemów tworzenia notatek lub mapy myśli. Poza tym poznasz metody relaksacji i energetyzowania. Godziny: 19:30-21:00 Koszt dostępu: 20 zł (dotpay, link z dostępem) Strona kursu: http://www.muninszaman.pl/2015/07/planowanie-z-intuicja.html
  3. Wolność to druga zasada szamańska Huny. Oznacza ona otwartość, brak przymusu, relaks, połączenie, przebaczenie.
  4. Siedem Zasad Huny: http://muninszaman.blogspot.com/search/label/siedem%20zasad%20huny
  5. Wiele osób może się zastanawiać jak bezpiecznie pracować z czakrami. Sądzę, że trochę na ten temat wiem z racji tego, że jestem i zawodowym energoterapeutą, i stosuję tradycyjne systemy jak tybetański bon, joga, taoizm czy huna od dawna. Wszędzie tam mowa o czakrach. U nas na Zachodzie jest to pewne novum. Pojawiła się teozofia i co nieco na ten temat napomknęła. Studiuję głównie systemy tradycyjne i stwierdzam, że czakry są po pierwsze przereklamowane. Nie powinny budzić w ludziach takiego entuzjazmu, jaki budzą. To tylko czakry, tylko ośrodki energii. Pracuję na co dzień z klientami na poziomie m.in. czakr i już dawno przestałem się tym "podniecać", zresztą naprawdę nie ma czym. Sugeruję, by nie napalać się na tego typu techniki, które wykorzystują czakry. Po drugie bowiem efekty widzialne osiąga się po długim czasie ćwiczenia. Wymaga to rozwoju świadomości, a to trochę trwa. Innymi słowy to nie jest tak, że uaktywnisz czakrę i zaraz będą się dziać w twoim życiu cuda-niewidy. Przez długi czas nie wydarzy się nic szczególnego. Zacznie rozwijać się twoja świadomość ciała energetycznego, czakr, ale bardzo powoli. I bardzo dobrze. Stosując rzetelne metody wejdziesz we wszystko w odpowiednim czasie i bezpiecznie. Radzę zainteresować się bardziej niż czakrami odkrywaniem swojego prawdziwego ja, czyli duchowością, medytacją. Czakry również, ale to też ciało. Czakry nie są duchem, nie są tobą. A w rozwoju duchowym najistotniejsze jest to, kim jesteś, rozpoznawanie swojej prawdziwej natury. Techniki z czakrami mogą ci do tego służyć, ale nie muszą - zależy od tego, czy swoją świadomość zatrzymasz na poziomie czakr, czyli może wprowadzisz ją do swojego prawdziwego wnętrza. Praca z czakrami jest bardzo ważna, ale poznawanie siebie, pozbywanie się iluzji ego jest najważniejsze. Odpowiadając na pytanie z tytułu postu: najbezpieczniej jest moim zdaniem zaczerpnąć wiedzy tradycyjnej lub uczyć się w szkole psychotronicznej. Potrzeba nauczyciela lub rzetelnego źródła wiedzy. Mogę polecić od siebie książkę pt. "Przebudzanie świętego ciała" T. W. Rinpocze. Zapraszam na mojego bloga: http://www.muninszaman.blogspot.com
  6. Zdradzę ci w tym momencie sposób na to, jak mieć ciągle świeżą i aktywną energię. To tak naprawdę bardzo proste. Zachowuj otwartość. Myślę, że warto tę kwestię nieco przestudiować. Użyjmy do tego celu tybetańskiej tradycji bon. O jaki rodzaj otwartości w bon chodzi? To otwartość totalna. Niewybiórcza. Otwierasz się na całość swojego doświadczenia. Czy ci się podoba twoje doświadczenie, czy nie, pozostajesz otwarty. To jest proste, ale wiele osób jednak napotka problemy. Każdy je napotyka. Dlatego nie zawsze nasza energia jest świeża. Ale przynajmniej można wiedzieć co zrobić, by ją odświeżyć. Uciekamy od pewnych rzeczy i blokujemy się na pewne aspekty i obszary doświadczenia. Np. tzw. zło, ciemność, śmierć, choroba i cierpienie, ból. Tego nie lubimy. Mamy negatywny stosunek. Ten negatywny stosunek blokuje naszą otwartość. Jest uprzedzeniem, w końcu nawykową reakcją. Lubimy to a nie lubimy tego. To naturalne. Ale wtedy, gdy nie odbiera nam otwartości. Nie lubię np. przebywać w danym towarzystwie, ale nie osądzam ludzi, którzy się w nim znajdują i je tworzą. Pozostaję otwarty. Nie krytykuję. Nie przeklinam. Co takiego w twoim życiu sprawia, że reagujesz zamknięciem się? To coś, o czym nie lubisz myśleć, na co nie lubisz patrzeć i czego unikasz. Nieważne co to jest. Jeżeli masz uprzedzenie, nie możesz zachować otwartości. Co się dzieje, gdy się mentalnie na coś zamykasz? Zamykasz kanały energii. Prana nie może płynąć swobodnie. Energia i doświadczenie przestają być świeże. Dlatego bądź otwarty na każdy aspekt swojego doświadczenia. Nie odrzucaj, nie tłum i nie odpychaj. Czujesz żądzę seksualną? Ok. Nie zwalczaj. Bądź z tym, świadomie, otwarty. Nie blokuj się. To jak wspomniałem może być cokolwiek. Adolf Hitler, Józef Stalin, cokolwiek, czego możesz nienawidzić. Każdy z nas jest źródłem swojego doświadczenia. Doświadczenie, twoje doświadczenie jest całkowicie związane z tobą - z tym, co myślisz, jakie masz problemy, co powinieneś zrobić, z tym, kim jesteś. To kopalnia wiedzy na twój temat. Bądź jak archeolog czy historyk. Naukowcy ci zbierają wszystkie informacje, dowody, źródła, również szkielety i przedmioty. Czy należały do tzw. złych ludzi, czy dobrych. Liczy się dla nich wszystko. Studiują dzieło np. Hitlera, zajmują się nim całymi godzinami. Historią drugiej wojny itd. To jest naukowa otwartość. Liczą się fakty. Twoje doświadczenie dotyczy faktów. Dlatego wszystko się w nim liczy. Nie ma rzeczy ostatecznie mniej lub bardziej ważnych. Inni naukowcy, jak psychologowie zajmują się chorobami psychicznymi, fobiami, lękami, obsesjami, zboczeniami itd. Rób tak samo w skali swojego życia. Wspomnijmy jeszcze o patologach (neuropatologach, histopatologach itd.), którzy na co dzień obcują z chorymi częściami ciała, tkankami, badają choroby. Otwartość w ich pracy jest konieczna. Otwartość na to, na co większość ludzi zamyka się na cztery spusty. Gdy będziemy mieć takie podejście, energii nam nie zabraknie. Czujesz się bez przyczyny jakby wycieńczony? Sprawdź, czy się gdzieś nie zamykasz na swoje doświadczenie. Czy czegoś w nim nie zwalczasz, nie nienawidzisz. Dlaczego masz nienawidzić negatywne emocje czy myśli? Użyj ich do pogłębienia swojego poznania i świadomości, zwłaszcza samoświadomości. Jak naukowiec. Naukowcy są często w pracy ludźmi o niespożytej energii. Dzieje się to z powodu otwartości. Spróbuj otworzyć się na to, czego się może boisz, czego w swoim doświadczeniu nie znosisz, np. ciemność, gdy jesteś sam w pokoju, albo strach przed ludźmi, których mijasz na ulicy. Otwórz się w sytuacji problemowej, a wejdziesz w kontakt z energią, która potrafi pomóc ci tak czy inaczej stawić czoła tej sytuacji, tak czy inaczej uzdrowić tę sytuację. http://www.muninszaman.blogspot.com
  7. Z perspektywy praktyk i doświadczeń szamańskich, moich i nie tylko mogę z całą stanowczością powiedzieć o jednym z błędów, jaki popełnia każdy człowiek, w tym ja, i nazwać go najgorszym. Jest to błąd najgorszy w tym sensie, że jest podstawowy. Podbudowuje całą egzystencję dotkniętą cierpieniem i nieszczęściem, niespełnieniem. Ten błąd mógłbym nazwać technicznie "ignorancją swojego wewnętrznego doświadczenia". Nie chcę przez tę nazwę zwracać uwagi na nic szczególnego, by nie narzucać żadnej "ontologii" czy też nie skłaniać do wiary w ducha czy ciała subtelne. Chodzi mi o to, co wszyscy posiadamy - wewnętrzny aspekt doświadczenia. Gdy zamkniesz oczy możesz się z nim z łatwością skontaktować - dlatego medytacje zazwyczaj odbywają się z zamkniętymi oczami. Ponieważ zwykle nie skupiamy się na naszym wewnętrznym doświadczeniu, nie wzmacniamy go w swoim życiu. To, na czym skupiamy uwagę, wzmacniamy swoją energią (trzecia zasada huny MAKIA). Doświadczenie zewnętrzne jest mocniejsze, ponieważ większość naszej uwagi obejmuje to, co dzieje się na zewnątrz. Dlatego w momentach kryzysu tak trudno jest zaufać i stosować techniki wewnętrzne. Jak zaufać w problemie, w bólu czemuś, czego się nie zna? Nie da rady. Stąd większość z nas, gdy pojawia się choroba, cierpienie, bieda, kryzys w związku itd. udaje się po środki zewnętrzne. Ufamy bowiem doświadczeniu zewnętrznemu i jego metodom a doświadczeniu wewnętrznemu i jego metodom nie ufamy. Sytuacja jest bardzo prosta. I chyba nikomu nie przyjdzie z trudnością jej zrozumienie. Gdy konfrontujesz się z problemem i widzisz tylko zewnętrzny aspekt doświadczenia, nie zdajesz sobie sprawy ze swojej rzeczywistej mocy i swojego potencjału. Dlatego czujesz się słaby i nieporadny. Poszukujesz pomocy. To normalne. Dobrze, że tak robisz. Lepsze to niż nierobienie niczego. Bo nie mówię o bohaterstwie, byś nagle zaczął obłędnie ufać wewnętrznym sposobom. Doświadczenie wewnętrzne, jego świadomość rozwija się stopniowo, w czasie. Nie szalej. Używaj zewnętrznych środków i dodaj do tego wewnętrzne. Ale zatroszcz się o swoje doświadczenie wewnętrzne. Huna jest wspaniała, bo można stosować ją praktycznie że wszędzie. Przez cały dzień możesz wzmacniać nie tylko doświadczenie na zewnątrz, ale wewnątrz. W końcu integrują się oba doświadczenia i przejawiasz moc w problemach. Po prostu nie zapominaj dbać o swoje doświadczenie wewnętrzne. Codziennie rób coś, by je "podlewać", a ono urośnie. To nie stanie się od razu. Nazajutrz po medytacji nie staniesz się wielkim uzdrowicielem czy szamanem. Będziesz nadal doświadczał swoich problemów. Ale odszukasz więcej przestrzeni i swojej mocy. Będziesz czuł się pewniejszy i silniejszy. Dlatego zacznij jak najprędzej i bądź wytrwały. Na to często nie zwraca się uwagi, że potrzeba rozwoju wewnętrznego doświadczenia i powtarzania ćwiczeń. Nie ma technik, które przynoszą natychmiastowe efekty, jeżeli nie rozwinąłeś doświadczenia. Na wszystko musimy zapracować. To sprawiedliwe. Jest to aspekt prawa karmy. Na problemy zapracowaliśmy podobnie, jak na sukcesy. Gdy odwracamy się od wewnętrznego doświadczenia, odcinamy się od swojego duchowego i ezoterycznego potencjału. Pozostaje nam tylko ciało fizyczne i proste zdolności intelektualne. Oto wszystko, na czym przyszło nam polegać i z czym możemy stanąć wobec wyzwań, jakie rzuca nam życie. Możemy naprawiać ten najgorszy z błędów np. wprowadzając do swojego życia metody huny. One polegają na kierowaniu się do wnętrza, wzmacnianiu wewnętrznego doświadczenia i używaniu go do zmiany doświadczenia zewnętrznego. Przynoszą też poznanie świetlistego ciała energii, ciał subtelnych i natury ducha. Huna stopniowo uwalnia nasze zdolności paranormalne, nasz naturalny potencjał. Z nimi nie jesteśmy już tak bezbronni i infantylni. Jeżeli my nie zaczniemy naprawiać najgorszego z błędów, nikt za nas tego nie zrobi. Droga otwarta. Pytanie: czy zechcemy nią kroczyć? Czy nasza orientacja na świat zewnętrzny nie omamiła nas na tyle, byśmy mieli chęć i odwagę na skierowanie się do wnętrza? www.muninszaman.blogspot.com
  8. Siedem właściwości, które posiadamy naturalnie, odpowiada siedmiu zasadom huny. Gdy zabraknie jednej z nich w naszym życiu, albo kilku, możemy zawsze sięgnąć do swojego wnętrza i stamtąd je wyciągnąć. To brzmi jak bajka, ale jest realne. Mamy w sobie świadomość, wolność, skupienie, wytrwałość, radość, moc i elastyczność. Terminy hawajskie mają kilka polskich znaczeń. Powyższe pochodzą nie ze słownika, ale od Serge'a Kahili Kinga. Jak stosować tę praktykę? Sprawdź, której właściwości ci brakuje (po prostu czy odczuwasz poczucie braku gdy czytasz jej nazwę lub przywołujesz w myślach jej pojęcie) Pomyśl o właściwości, z którą chcesz się połączyć Skieruj się do swojego wnętrza (możesz wprowadzić uwagę do wnętrza serca i brzucha) Odszukaj i odczuwaj stan, który odpowiada danej właściwości Łącz się z nim, kontaktuj się z nim tak długo, aż uznasz, że wystarczy Świadomość. Kiedy brakuje ci świadomości? Gdy np. czujesz się ospały. Świat i to, co wewnątrz niejako nie dociera do ciebie. Albo zanurzony jesteś w swoich myślach, marzeniach, wizjach, emocjach, wspomnieniach czy planach. Nie widzisz wyraźnie tego, co się otacza. Sięgnij wtedy do swojego wnętrza, znajdź świadomość, połącz się z nią. Zauważysz, że jej poziom szybko wzrośnie. Możesz się ocknąć. Nie musisz dalej lunatykować. Wolność. Bywa, że brakuje nam poczucia wolności. Sprawdź czy właśnie jej w tej chwili nie potrzeba ci w sobie odszukać i wzmocnić. Jeżeli tak, to skieruj się do wnętrza i połącz się z wolnością. Odczuj wolność i pogłębiaj jej doświadczenie. Przeszkadzające myśli, uczucia, napięcia przestaną być tak nieznośne. To, co wydawało ci się być tym, na co jesteś skazany, okazało się nie takie przytłaczające. Jednak z każdego uczucia, emocji, myśli, wizji, przywiązania jest wyjście. Wolność to coś naturalnego, znajdziesz ją zawsze w sobie. Łącz się z nią tak długo i tak intensywnie, jak chcesz. Odczuwaj ulgę, uwolnienie, rozluźnienie, swobodę fizyczną i psychiczną. Niech wolność uwolni twoje serce od żalu, zazdrości, niespełnionych uczuć i śladów z przeszłości, od przywiązania do osób i rzeczy. Skupienie. Lekiem na rozproszenie jest skupienie, skupienie również znajdziesz w sobie. Bycie pochłoniętym przez wiele spraw i zjawisk niszczy skupienie. Istotą skupienia nie jest przedmiot, na którym się skupiasz, ale podmiot, ty sam. To akt twojego ducha. W duchu skupienie istnieje zawsze. Zacznij je w sobie odnajdywać. Tracimy skupienie właśnie dlatego, że ciągle patrzymy na zewnątrz, na mnogość rzeczy i zjawisk. Wydaje nam się, że powinniśmy wybrać jedną rzecz czy zjawisko by osiągnąć skupienie, podczas gdy pojawia się ono naturalnie, kiedy się od nich odrywamy i zwracamy w stronę samych siebie. Wytrwałość. To, co nazywamy wytrwałością, niezłomnością również jest w nas. Nie musimy szukać tego na zewnątrz ani tego tworzyć. Duch jest zawsze wytrwały. Tracimy świadomość tej wytrwałości, gdy nie szukamy jej w duchu, ale próbujemy wytworzyć ją w umyśle i ciele. Wytrwałość wiąże się wtedy dla nas z napięciem ciała i umysłu. Naturalna wytrwałość, niezłomność nie wymaga naszego wysiłku. To po prostu stałość i "twardość" postawy naszego ducha. ta stabilność nie ma nic wspólnego z zewnętrznymi warunkami, może przejawiać się im wbrew. Gdy zabraknie nam wytrwałości w jakiejś sprawie czy w jakimś momencie życia, zwróćmy się do wnętrza, znajdziemy jej zawsze wiele. Powodem tego jest niezłomny charakter naszego ducha, czyli kane. Radość. Gdy brakuje nam radości, odczuwania błogości i miłością z nią związanych możemy być pewni, że gdzieś rozwijają się lub zaczynają problemy. Smutek pokazuje, że pojawiły się i materializują się przyczyny naszego niepowodzenia. Samo podtrzymywanie smutku może stać się taką przyczyną, jako że odcina nas od źródła kreatywności w nas samych. Możemy jednak odszukać błogość i radość w sobie. Przymknij jeżeli chcesz oczy i zanurz się w odczuciu radości. Pomyśl o nim kierując się do wnętrza a zaraz się zjawi. Radość entuzjazm, szczęście, aloha. Te określenia pokazują nam jeden stan w wielu aspektach. Radość jest uzdrawiającą energią. Gdy patrzysz z radością na problem przestaje wydawać ci się nierozwiązywalny. Jesteś w zgodzie ze sobą, z problemem, z całym wszechświatem. Wchodzisz w kontakt z dobrem. Skup się zatem na swoim wnętrzu i odczuj radość. Odszukaj ją, połącz się z nią. Na twoją twarz wróci zaraz uśmiech. Uwolnisz się od poczucia beznadziejności sytuacji, bycia w kropce, w ślepej uliczce. Nie rozmyślaj i nie teoretyzuj ale odczuwaj, przeżywaj radość bycia, błogość. To jest proste. Gdy błądzimy w labiryncie umysłu i ciała oddalamy się od prawdziwej, nieuwarunkowanej, bezwarunkowej radości. Brnąc w nich dalej z pewnością nie znajdziemy drogi do szczęścia. Moc. Wzbudź w sobie poczucie mocy. Moc jest w tobie. Moc, władza, autorytet. Skieruj się do wnętrza i odszukaj w nim króla, cesarza, boga swojego życia - najwyższy jego autorytet, bóstwo, przymiot. Poczuj swoją naturalną moc nad ciałem i umysłem, nad zdarzeniami życia i okolicznościami, energiami, nad doświadczeniem. To jest w tobie. To stan panowania. Nie musisz tego wytwarzać, możesz to odkryć jako naturalne dla ducha. Poczuj się jak szachista, od którego zależy układ szachów, ich ruchy i kroki. Albo jak władca marionetek, który pociąga za sznurki i porusza lalkami tak, jak tego zechce. Odszukaj w duchu stan panowania i łącz się z nim tak długo i często, jak długo i często zapragniesz, w dowolnej chwili, pozycji, z otwartymi lub zamkniętymi oczami. To samo odnosi się do pozostałych zasad huny. Elastyczność. Niekiedy brakuje nam umiejętności dopasowania się do sytuacji, spontanicznego działania, naturalności. Tu również możemy skierować się do wnętrza. Jednym ze znaczeń słowa "pono", oznaczającego siódmą zasadę huny jest "prawdziwa natura". Prawdziwa natura jest elastyczna i spontaniczna. Nie kieruje się żadną teorią czy premedytacją. Jest doskonałością. Odszukaj swoją naturalną doskonałość, niezdeterminowanie przez jakieś teorie czy formy, schematy działania i stereotypy. Masz to w sobie. Pomyśl o elastyczności i skieruj się do siebie. Odczuj ją jako spontaniczną doskonałość samego siebie. Nie potrzeba do niej dodawać niczego z ciała czy umysłu. Nie potrzeba jej zmieniać, upodabniać do czegoś, urabiać i temperować do jakiegoś wzorca samozachowawczego. Ta elastyczność pozwala nam na korzystanie z wszystkiego i komunikowanie się ze wszystkim, co może przynieść nam korzyść, bez stawiania sztywnych ram i trzymania się jakiegoś systemu myślenia. Elastyczność jest zawsze praktyczna. To działanie zgodne nie z abstrakcyjnymi zasadami, lecz z naturalnym doświadczeniem, naturalnie, intuicyjnie poznawaną prawdą. I co z tego, że możesz stać się niekonwencjonalny? Ważne są efekty a nie klasyfikacje. http://www.muninszaman.blogspot.com
  9. Mamy za sobą czasy, w których prawie wszyscy chodzili w takich samych butach, jedli takie same pokarmy, zachowywali się i wyglądali ogólnie mówiąc tak samo. Wszystko z powodu idei, jaka zrodziła się w głowach ludzkich, której na imię "socjalizm". By wszyscy byli równi, aby mieli równe szanse, zrównano styl życia, zunifikowano go, upodabniając ludzi do siebie jak pingwiny, wróble, wrony czy inne zwierzęta stadne. Jest to pewna tendencja, która towarzyszy nam przez całe życie. Lubimy tworzyć z innymi wspólnoty. Te wspólnoty jednak nie mają charakteru swobody, rządzą nimi ściśle określone prawa, normy i stereotypy. W podobny sposób podchodzimy często do duchowej ścieżki, duchowego rozwoju. Pragniemy uczestnictwa w grupach, tworzenia kolektywu. To niejako mechanicznie, automatycznie wypływa z podświadomości. Problem w tym, że wszystko, co jest w naszym życiu automatyczne i mechanicznie, nie płynie z naszej istoty. Powód tego jest prosty: nie jesteśmy robotami, mechanizmami ani automatyzmami. Jesteśmy osobami. I w słowie "osoba" znajduje się ten sam rdzeń, co w słowie "osobny". Jesteśmy osobni i nie stanowimy w istocie części społeczeństwa, punktu w zbiorze. Nie jesteśmy nawet częścią tej planety ani częścią naszej rodziny. Jesteśmy absolutnie, ale to absolutnie odrębnymi bytami. Duchowe przebudzenie polega m.in. na przebudzeniu się do tej odrębności, indywidualności, uświadomienie sobie tego, co głoszą jogini jako "neti-neti". Nie jestem tym, ani tym, jestem kimś całkowicie odrębnym i różnym od wszystkiego, co widzę, identyfikuję. Ponieważ my sami jesteśmy absolutnie odrębni, nasza prawdziwa, duchowa ścieżka i w ogóle nasze prawdziwe życie jest odrębne jak my sami. Kiedy to wszystko wypływa z nas, jest oryginalne, całkowicie indywidualne. Znaczy to, że niemożliwe jest, aby ktoś był naszym duchowym mistrzem w sensie ostatecznym. Nikt nie może pokierować naszym życiem, by zapewniło nam urzeczywistnienie. Nikt nie może dać nam jakiejś ścieżki do przejścia, ponieważ ścieżka, którą podąża nasza istota, jest ścieżką, którą sami sobie wydeptujemy. Nie jest ona gotowa. Nie jest to joga, huna, bon, zen, tantra czy inny system. W żadnym z nich nie znajdziemy naszej duchowej ścieżki. Są to systemy, które służą jako narzędzia. Pomagają nam osiągać naszą prawdziwą ścieżkę. W żadnym jednak razie nie mogą jej zastąpić. To pewien dorobek ludzkości. Ludzka wiedza. Ale uczestniczyć w niej można naprawdę tylko na jeden, bo na swój własny sposób. Dlatego nie powinniśmy ostatecznie kierować się żadnymi naukami, które pochodzą z zewnątrz. Zresztą jeżeli są to prawdziwe nauki, przypominają nam ciągle o tym, że sami jesteśmy kowalami swojego losu i swojego urzeczywistnienia. I taka jest ich najwyższa wartość. Uczą nas tego, że ostatecznie sami kształtujemy swoje doświadczenia, sami wydeptujemy sobie ścieżkę naszego ducha. I że nie powinniśmy przestawać tego robić chcąc upodobnić się do jakiegoś mistrza zen, lamy, kahuny itd. Inaczej pojawia się socjalizm. Stajemy się jak zwierzęta stadne. Ubieramy się według naszej tradycji i zachowujemy się tak, jak zachowywać się powinno będąc członkiem tradycji. Wszystkim dookoła dajemy znać, że jesteśmy buddystami, hinduistami, ezoterykami, szamanami, magami itd. To jest iluzoryczne i niezdrowe, nieautentyczne, nie płynie z naszego ducha. Duch jest zawsze indywidualny i odpowiedzialny. Nawet gdy działa w tradycji, to robi to inaczej, na swój sposób. Nie powtarza tylko utartych schematów i truizmów. Z głębi ducha działamy twórczo. Nie zastanawiaj się jaka jest twoja duchowa ścieżka - nie ma niczego takiego jako istniejącego niezależnie od ciebie. To ty ją tworzysz. Tworzysz ją właśnie w tym momencie, gdy czytasz ten tekst, kiedy zaczynasz próbować huny czy innej metody. Nie identyfikuj swojej duchowej ścieżki z żadną tradycją, z żadnym systemem. Nie stawiaj też nad sobą żadnego autorytetu, żadnego guru. Nie wkładaj innej głowy na swoją głowę. Tak jak twoja głowa jest indywidualna, twoje DNA jest indywidualne, twoja istota jest indywidualna, niepowtarzalna. Być może kwestią jej indywidualności będzie zaangażowanie się w jakąś tradycję. A może działanie niezależne od tradycji. Nie to jest ważne, jak wygląda to na zewnątrz, ale czy naprawdę płynie z ciebie. Bo w każdej prawdziwej tradycji duchowej chodzi o ciebie. Rozpoznanie tego, kim naprawdę jesteś, osiągnięcie siebie. Jeżeli jakaś tradycja nie prowadzi do tego celu i jasno go nie komunikuje, nie jest prawdziwą duchową tradycją, ludzką wiedzą, ale czymś na kształt socjalistycznej utopii, będącej wbrew temu, kim jest osoba - że jej cechą jest absolutna osobność, indywidualność, odrębność, a tym samym niepowtarzalność. http://www.muninszaman.blogspot.com
  10. Według nauk tybetańskiego bon, które mam zaszczyt zgłębiać i stosować na co dzień człowiek nie może znaleźć prawdziwego schronienia w świecie. To światowe, zewnętrzne schronienie, bez względu na jego rodzaj, jest dobre, ponieważ go wspiera, ale nie wystarczy. Ostateczne schronienie można odszukać jedynie we własnym wnętrzu, w sobie samym, w swojej prawdziwej naturze. Nie są to buddyjskie frazesy. Uwaga człowieka powinna kierować się do wnętrza, by mógł rozpoznać swoją prawdziwą naturę, która przejawia się jako spokój ciała, cisza mowy i przestrzeń umysłu. Gdy przyjrzymy się religiom, filozofiom i własnemu życiu, które nie zawsze zwrócone jest do wnętrza, zauważymy, że poczucie schronienia, jakie można znaleźć na zewnątrz to rzeczywiście za mało. Widzimy ogrom różnych rzeczy, warunków, słów, teorii, zjawisk, których natłok sprawia, że czujemy się w nich zagubieni. To, co ma przynosić nam wsparcie, może nas pogrążać w jeszcze większym pomieszaniu i zagubieniu. Weźmy na przykład samą religię buddyjską z całym jej zewnętrznym przejawem. Symbole, flagi, świątynie, cała masa różnych rzeczy. Dla wielu osób mogą one wydawać się schronieniem, podobnie jak dla innych pieniądze, samochody i inne rzeczy materialne. Bez otwarcia się na wewnętrzne schronienie, zewnętrzne schronienie stanie się dla nas pułapką. Uzależnimy się od tego, a to wcale nam nie pomoże w momencie prawdziwego kryzysu i śmierci. Wszystko to, czemu ufamy i na czym polegamy na zewnątrz, czym się powinniśmy wspierać, bez rozpoznania wewnętrznego schronienia stanie się dla nas więzieniem. Możemy zacząć od najbliższych rzeczy i osób, od naszego domu, naszej rodziny i znajomych. Bez kontaktu z prawdziwym, wewnętrznym schronieniem będziemy wikłać się w różne relacje, w przywiązanie do miejsca zamieszkania. Osoby i rzeczy łatwo będą wyprowadzać nas z równowagi, jako że odbiorą nam poczucie bezpieczeństwa, stabilności gdy zaczną działać lub znajdować się w stanie, który jest dla nas nieodpowiedni, czyli tak czy inaczej zawodzić i szwankować jako nasze punkty oparcia. A tak dzieje się zawsze. Widać to zwłaszcza w obliczu śmierci. Zawala się wszystko - cały świat różnych schronień. Nic i nikt nie może pomóc. Dla tych, którzy są opuszczani, człowiek staje się nieobecny, znika, przestaje istnieć. Zawiodło wszystko i wszyscy czują się zawiedzeni. Życie na tym świecie to za mało. Rzeczy, jakie na nim znajdujemy, możliwości, jakie przed nami otwiera to za mało. Świat jest dobry, jest pełen dóbr. Ale każde dobro ma również swoją prawdę, jest pewną prawdą. Jeśli chodzi o nasze prawdziwe, ostateczne schronienie, to musimy go szukać gdzieś indziej - w tym, co w nas ostateczne, w naszym duchu a nie ciele i jego świecie, czyli tym, co zmienne, co umiera. To szukanie schronienia jest duchową ścieżką i medytacją. Medytacja powinna wypełniać nasze życie. Tylko wtedy moc naszego wewnętrznego schronienia będzie dla nas realna i przezwycięży przywiązania, jakie tworzymy w stosunku do tego, w czym widzimy swoje schronienie, ale co w istocie nim nie jest - w świecie dookoła, czyli w tym, co znamy z zewnątrz. http://www.muninszaman.blogspot.com
  11. Ciało powinno działać naturalnie, umysł powinien działać naturalnie. Obecność ego w świadomości sprawia jednak, że nic nie działa tak, jak powinno. Zapachy, smaki, dźwięki, wrażenia dotykowe i wzrokowe są zanieczyszczone przez ego. Wszędzie i we wszystkim zdajesz się go doświadczać. Nie ma ani jednego doświadczenia, które nie byłoby filtrowane przez twoje "ja". Dlatego tak wiele rzeczy przeszkadza temu "ja". Dlatego tyle irytacji. Gdy bodźce zmysłowe i umysłowe zaburzają formę ego, czujesz się, jakbyś się rozpadał. Wtedy chcesz to chronić - to swoje "ja", którego powinieneś się pozbyć, ponieważ nim nie jesteś. Ale chcesz to chronić i dlatego walczysz. "Ja" się urodziłem, "ja" umrę, "ja" cierpię, "ja" choruję, "ja" mam problemy, czuję się zagubiony itd. A czy przyglądałeś się temu "ja"? Czy wgłębiłeś się w nie dostatecznie? Gdy to robisz odkrywasz, że nie ma żadnego "ja" w ciele i umyśle. Nie ma żadnego "ja", które miałoby się urodzić, umrzeć, chorować, cierpieć, mieć problemy i czuć się zagubionym, pożądać czegoś lub czegoś się bać. Możesz i powinieneś tego doświadczyć. To nie jest mistycyzm. To nie jest zarezerwowane tylko dla nielicznych - dla joginów itd. To jest twoja prawdziwa natura. To znaczy bycie sobą i odkrycie siebie. Nie jesteś tym, co nagromadziłeś - ciałem zbudowanym z pokarmu (annamajakośa), ani ciałem zbudowanym z energii (pranamajakośa), ani ciałem emocjonalnym (kamamajakośa), ani mentalnym (manomajakośa). Nawet nie jesteś ciałem przyczynowym, ciałem błogości (anandamajakośa). Nie wystarczy jednak wiedza intelektualna. Musisz to odkryć. Musisz to przeżyć i przeżywać tak, jak przeżywasz swój stres, swoją chorobę, swoje problemy. Musisz to przeżyć wewnątrz jako odkrycie iluzorycznej natury ego. Odkrywasz ją i ono się rozpuszcza. Zauważasz, że to, co nazywałeś "ja", było tylko zjawiskiem umysłu, które pociągnęło ze sobą zjawiska uczuć, energii i ciała. Skumulowało je w kompleks ego. Rozbicie tego kompleksu na poziomie świadomości jest podstawą dla rozpoczęcia procesu uzdrawiania na pozostałych poziomach. Gdy odkrywasz iluzję ego, inaczej patrzysz na choroby, cierpienie itd. Rozumiesz ich przyczyny. Przejmujesz nad nimi kontrolę. Znika kategoria, jaką jest "problem", ponieważ znika to "ja", które mogłoby się z jego powodu "stresować", reagować z nim jako z porażką, z zakłóceniem i brakiem harmonii samego siebie. Gdy znika "ego", problemy nie naruszają twojej tożsamości. Nie utożsamiasz się z nimi bez względu na ich rodzaj. Nie robisz tego, ponieważ nie identyfikujesz się już z ciałem i umysłem. Zachęcam cię do zapoznania się ze świetną medytacją: Isha Kriya Yoga. Jest po angielsku, ale bardzo proste słownictwo, warto zadać sobie trochę trudu. Ta medytacja pomaga odkryć swoją prawdziwą naturę, przestać identyfikować się z ciałem i umysłem, czyli z tym, co kreuje nasze ego. http://www.ishafoundation.org/Ishakriya To autentyczna medytacja jogi. Masz okazję poćwiczyć najprawdziwszą jogę wg hinduskiego nauczyciela Sadhguru. Uwolnienie się od błędnej identyfikacji to podstawa samodzielnego uwolnienia pozytywnego potencjału i zaprowadzenia uzdrowicielskich zmian na wszystkich poziomach: pieniędzy, zdrowia, miłości, rodziny i duchowości. To nie oznacza, że nie będziesz może zawsze potrzebował czyjejś pomocy. Dzięki jednak temu uwolnieniu otrzymasz odpowiednią pomoc w odpowiednim czasie. Zacznie działać magnetyczna, przyciągająca siła twojego ducha, gdy ego przestanie przeszkadzać mu w swobodnym używaniu ciała fizycznego i ciał subtelnych. Jeżeli uprawiasz inne medytacje, wykonuj inne medytacje. Każdy sposób, który usuwa ego z umysłu jest dobry, bez względu na to, czy pochodzi z Indii, Chin, Tybetu czy z wysp Polinezji. http://www.muninszaman.blogspot.com
  12. Instrukcja samouzdrawiania: usiądź lub połóż się wygodnie. Znajdź taką pozycję, w której czujesz się dobrze. Skieruj się do swojego wnętrza. Na wdechu pobieraj jasną energię do ciała, do bolących czy chorych miejsc. Na wydechu wyprowadzaj z nich ciemną, szarą energię i wyobrażaj sobie, że rozpuszcza się w przestrzeni. Rób to tak długo, jak długo czujesz, że doświadczenie pozostaje świeże. Wykonywanie powyższego ćwiczenia powinno opierać się na naturalnym doświadczeniu. Nie myśl wtedy, że coś ćwiczysz. Pobieraj czystą, jasną energię z przestrzeni i wprowadzaj ją do ciała, a wyprowadzaj do przestrzeni szary dym chorób, stresów i innych negatywnych właściwości. By zobaczyć efekty nie usztywniaj się, że wykonasz praktykę raz a potem czekać będziesz na wyniki. Ćwicz według odczuć poprawy stanu zdrowia i samopoczucia. Zażywaj tego ćwiczenia zawsze, gdy poczujesz potrzebę. Nie twierdzę, że zawsze osiągniesz wynik. Samouzdrawiania potrzeba się nauczyć. Musisz przejść rozwój świadomości od zjawisk fizycznych do zjawisk energetycznych. Wtedy podczas ćwiczenia będziesz obserwować zmiany dziejące się dzięki niemu w twoim ciele energetycznym. Pracując w ten sposób można się rozwijać. Gdy moc twojego doświadczenia wzrośnie, wzrośnie też twoja moc uzdrawiania. Aby rozwijać doświadczenie potrzeba jednak wykonywać praktykę dostatecznie często i długo. Nie ma tu dróg na skróty. To nie są czary-mary. Szamanizm jest pracą, nie czynieniem cudów. Ty musisz wykonać tę pracę. Musisz przedrzeć się przez inercję i ciemność swojego zwykłego doświadczenia do doświadczenia energetycznego i subtelnego. To wymaga czasu. Wszystko wymaga czasu. To zasada MANAWA z huny. Tak bym tę zasadę ujął w maksymę chyba najlepiej, jak to potrafię - wszystko wymaga czasu. Ale bez pracy czas gromadzenia doświadczenia, wiedzy i czas przejawiania mocy nie ma sensu. Jeżeli czekasz, że coś samo się zrobi, to nie ma sensu. Jeśli ty nie możesz sobie poradzić z problemem, zgłoś się do kogoś, kto się tym zajmuje zawodowo - do uzdrowiciela szamańskiego, bioterapeuty, lekarza itd. Lecz potraktuj problem jako wyzwanie do zwiększenia swojej władzy, mocy. Jeśli pomógł ci uzdrowiciel, zechciej poznać zasady jego sztuki, pogłębić swoją wiedzę na temat energii i rozwinąć odpowiednie umiejętności, by umieć pomóc sobie samemu tą drogą, żeby być maksymalnie niezależnym od innych. Wolność, niezależność to również zasada huny - KALA. Siadaj często i ćwicz, gdy chorujesz lub nie. To ćwiczenie pomaga na codzienne stresy, ale może również uzdrawiać z poważnych dolegliwości. Jeśli jednak dbać będziesz o to, by codzienne stresy za jego pomocą usuwać, unikniesz ciężkich dolegliwości. Ciężkie dolegliwości to niecodzienny, mocny stres, który jest następstwem tak czy inaczej kumulowanego stresu codziennego. Ludzie czekają z technikami samouzdrawiania do momentu, gdy są chorzy. To głupi pomysł. Kiedy przychodzi dolegliwość są osłabieni, niewyćwiczeni, niedoświadczeni. I okazują się bezradni. Zaczynają coś stosować ale dopiero się uczą. Uczą się, popełniają błędy i nic z tego nie wynika. Mówią, że technika jest zła. A to ich ignorancja jest zła. Gdy czuli, że wszystko idzie w porządku, samouzdrawianie dla nich nie istniało. Potem, w chwili kryzysowej, nie ma już czasu na naukę. Gdy przychodzi egzamin na naukę jest za późno. Powtarzając to ćwiczenie przygotowujesz się, uczysz się. Mniejsze czy większe sprawdziany się pojawią. Ale kiedy wszystkie je zaliczysz na dobrą ocenę, "nauczyciel" zwolni cię z egzaminu. Nie zapadniesz na ciężką chorobę, ponieważ nauczysz się kontrolować małe problemy. Jak np. względnie lekkie przeziębienie. Pracuj na prostych problemach, stań się dzięki nim ekspertem a te skomplikowane nigdy się nie pojawią. Skomplikowane rzeczy składają się z rzeczy prostych. Odnosi się to również do problemów. Masz skomplikowane problemy, ponieważ nie nauczyłeś się radzić sobie z tymi codziennymi, prozaicznymi. Nie obwiniaj innych i świata za to, że sam się zaniedbałeś. Spójrz uczciwie. Skumulowałeś to. Sam złożyłeś tę bombę. Za mało czasu spędzałeś ze sobą, za słabo pracowałeś z drobnymi stresami, uzależniałeś się od środków zewnętrznych jak alkohol, rozrywka czy lekarstwa. Możesz zmienić optykę, która doprowadziła cię do tej sytuacji. To ćwiczenie świetnie się do tego nadaje. Zwłaszcza gdy nie chorujesz stosuj je. Przekonaj się na własnej skórze, że warto. Na dokładkę dodam, że wywodzi się z tybetańskiej tradycji bon. Możesz używać go do kontrolowania stanu myśli, uczuć, emocji, energii i ciała. Nie od razu Rzym zbudowano. Ale gdyby w ogóle nie zaczęto go budować i nie kontynuowano, Rzym by nie istniał. http://www.muninszaman.blogspot.com
  13. Świat jest dobry. Świat jest inteligentny a planeta jest bóstwem. Dlatego potrzebujesz zrozumieć świat i funkcję świata. Świat jest tak zorganizowany, by utrudniać ci życie w określonych warunkach a w innych wspierać cię i je ułatwiać. Pytanie: kiedy świat ci przeszkadza a kiedy pomaga? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie na podstawie własnej wiedzy i doświadczeń z szamanizmem i nie tylko. Świat przeszkadza ci, kiedy masz to, co można nazwać zewnętrzną orientacją. Masoni mówią o tym, jako o "światowości". Dzielą ludzi na światowych i nieświatowych. Nie chcę zagłębiać się w masonerię, jedynie używam jej pojęć dla opisania istotnie ważnej zasady życia na tej planecie. Gdy jesteś światowy, świat ci przeszkadza. Dążysz ciągle do czegoś na zewnątrz i dlatego napotykasz tak wiele przeszkód. Z nich najgorsza jest jedna - śmierć. Im więcej mnożysz doświadczeń zewnętrznych, tym bardziej narażasz się na śmierć i na cierpienia, choroby, wypadki. To wszystko płynie z orientacji zewnętrznej. Tybetańskie powiedzenie głosi, że tylko głupcy wspinają się po górach. Alpiniści czy himalaiści symbolizują światową, zewnętrzną orientację. Świat zewnętrzny do tego stopnia ich pasjonuje, fascynuje, że są gotowi narażać swoje życie by osiągnąć szczyty. To nie płynie z mądrości, ale z głupoty. Podobnie jak sporty ekstremalne i wszystko, co powoduje, że ryzykujemy. Ale nie musisz być wielkim egoistą - mały egoizm, egoizm codzienny wystarczy, byś czuł się przeklęty przez świat i rzeczywiście był. Są ludzie uwikłani w żądzę pieniędzy, seksu, siły i sprawności fizycznej, władzy czy jakichś duchowych, religijnych, fanatycznych osiągnięć. Religia też jest na świecie. Bycie religijnym to bycie światowym (gdy religijność ogranicza się do zewnętrznej przynależności i aktywności). Dla wielu ludzi wejście na duchową ścieżkę oznacza wyjazd do Indii, Chin czy Tybetu i wzięcie udziału w jakichś naukach. Albo myśląc o szamanizmie, o hunie od razu stawiają sobie za cel dostać się na Hawaje, ponieważ tylko tam jest prawda. To podejście światowe. Istotą i pięknem huny jest to, że możesz nigdy nie wyjechać na Hawaje a używać jej do uzdrawiania siebie i świata. Szamanizm głosi orientację wewnętrzną, dlatego wszelkie tradycje, szkoły, nazwy itd. mają jedynie względne znaczenie, są nieistotne. Dla tych jednak, którzy mają światową, zewnętrzną orientację, to, co na zewnątrz staje się istotniejsze niż to, co wewnątrz. Cały swój wysiłek, wszystkie swoje dążenia kierują ku temu, co na zewnątrz. Skierowanie się na zewnątrz jest tendencyjne, swoiście automatyczne. Nie musisz się starać by mieć i realizować zewnętrzną orientację. Problem pojawia się z orientacją wewnętrzną - ta wymaga już twojej decyzji. Tendencja zewnętrzna przejawia się u człowieka podobnie, jak u zwierząt. Ma związek z ciałem i zmysłami. Świadomość jest naturalnie uwarunkowana przez ciało i zmysły. Bycie światowym to żadna sztuka. W bon nazywa się to "ignorancją naturalną". Rodzimy się z taką ignorancją. Jedynym na nią lekiem jest świadomie skierować się do wnętrza, ku swojej prawdziwej naturze, czyli zmiana orientacji z zewnętrznej na wewnętrzną, dokonanie określonego wyboru. Ale zdaje się, że niewielu ludzi w ten sposób decyduje. Dlatego pojawia się kolejny rodzaj ignorancji: ignorancja kulturowa. Zewnętrzna orientacja ludzi tworzy religie, filozofie, inne elementy kultury, które odzwierciedlają tę orientację a nawet często ją uzasadniają, bronią i gloryfikują - jak poglądy oświeceniowych filozofów materialistycznych, choć filozoficznych początków można szukać u Arystotelesa, którego przeciwieństwem był Platon, skierowany do wnętrza. Antropologia obu tych filozofów wskazuje na różnicę pomiędzy orientacją światową a duchową, czyli zewnętrzną i wewnętrzną. Człowiek arystotelesowski był specjalnie zorganizowanym ciałem, które po śmierci rozpada się na wieki, człowiek zaś platoński był nieśmiertelnym duchem, który podlega reinkarnacji. Co jest bardziej optymistyczne już choćby z zewnętrznego punktu widzenia? Duchowość zawsze wspiera korzyści również i materialne, zaś materializm osłabia nawet materialny aspekt życia. Ludzie o duchowej orientacji zdobywają bogactwo spontanicznie, traktując to jak przygodę, w radości i twórczo, zaś materialiści "po trupach do celu", z zaciśniętymi zębami, wyzyskując ludzi itd. Tak jak z orientacji światowej wyrasta określona filozofia, wyrasta z niej określony światopogląd i sposób bycia. To samo w związku z orientacją wewnętrzną. Sam sprawdź która z orientacji bardziej ci odpowiada. Orientacji materialistycznej nie musisz wybierać, narzuca się ona sama. Co do orientacji duchowej jest całkowicie odwrotnie - jeżeli nie zdecydujesz skierować się do wnętrza i ciągle szukać będziesz szczęścia na zewnątrz, będziesz zgubiony i świat będzie dla ciebie przerażającym miejscem. Ten świat jest boski, duchowy. Jeżeli twoja orientacja nie jest duchowa, wewnętrzna, nie umiesz nawiązywać kontaktu z tym światem, a to znaczy, że go nie znasz i popełniasz w nim ciągle mnóstwo błędów. Całe twoje życie wydaje ci się błędem, pomyłką, przekleństwem. Zmień orientację a zmieni się wszystko, choć pozostanie takie same. Świat zostanie twoim przyjacielem. Ujrzysz w nim eteryczne światła i subtelne wymiary. Otrzymasz wsparcie i błogosławieństwo w każdej sferze. Odkryjesz w końcu aurę, ciała subtelne, czakry i zdolności paranormalne. Na własnej skórze przekonasz się, że śmierć nie istnieje i że Platon miał rację - wielokrotnie zmieniałeś ciała, żyłeś w różnych epokach, nie jesteś nic nieznaczących śmieciem - czego wrażenie daje zewnętrzna orientacja, z którego światowe religie, nieoparte na wewnętrznym doświadczeniu uczyniły swoją podstawową doktrynę "grzechu pierworodnego" czy "skalanej ludzkiej natury", generując tym samym potrzebę jakiegoś "zbawcy", ostatecznie już negując sens wewnętrznej orientacji. Dlatego historia tych religii jest tak smutna, pełna przestępstw, ciemności i nieszczęść. Świat, siły natury, szamanizm nie wpierają takich religii czy filozofii. Nie da się uprawiać szamanizmu i być wyznawcą takich rzeczy. To smutne, martwe religie i systemy myślowe, pełne strachu, bezradności, pesymistyczne i zmysłowe, antyludzkie jak antropologia arystotelesowska. http://www.muninszaman.blogspot.com
  14. Mówiąc "serce" mam oczywiście na myśli centrum, ducha, to, co mieszka czakrze serca. W środku siebie odczuwamy swoją obecność. Nasze życie powinno być realizacją tego, co znajduje się w naszych sercach. My jednak zazwyczaj chcemy realizować to, co znajduje się w naszych głowach. Gdy mówisz "ja" i pokazujesz palcem, wskazujesz na serce a nie na głowę, mózg czy inną część ciała. Czy nie wydaje ci się to co najmniej dziwne? Spróbuj powiedzieć "ja" i pokazać na czoło, dotknąć się tam palcem. Co czujesz? To nie to samo, co wskazać na serce. Robimy to spontanicznie i przecież nikt nas tego nie uczył. Ale nie traktuję tego jako dowodu, po prostu interesujące zjawisko. Nasze życie jest pełne problemów. Sądzę, że sam ten fakt nie jest problemem. Po prostu nie umiemy tego zaakceptować. Dlaczego? Sądzę, że jest to kwestia mylenia serca z głową. Mówimy nawet: chcę mieć problem z głowy. My chcemy mieć wszystkie problemy z głowy. Najlepiej, gdybyśmy wszyscy żyli w raju, gdzie nie ma problemów. Nie ma chorób, nie ma nic do osiągnięcia, niczego do zrobienia. Wszystko dzieje się za pstryknięciem palców. Nie ma śmierci, wypadków, Eden lub Eldorado. Tak główkujemy. Takie pomysły rodzą się w naszych głowach. Bo chcemy przestać myśleć o problemach. Głowa, umysł ciągle przywołuje problemy, pogłębia je, wyolbrzymia. Mamy jeden wielki problem - problem z problemami. Umysł problematyzuje. Taki już jest i takie jest jego zadanie. Dzięki niemu mamy naukę i wszyscy korzystamy z jej dobrodziejstw. Energia podąża za uwagą. Gdy skupiasz uwagę na głowie, wzmacniasz zjawiska myślowe. Zacznij skupiać się na sercu - we wnętrzu serca, jak głoszą kahuni i jogini czy inni mistrzowie. Wzmacniaj doświadczenie tego, kim naprawdę jesteś, co możesz a nie to, o czym myślisz, co sobie wyobrażasz. Odczuj swoją obecność w sercu - obecność ducha, mocy i świadomości, błogości i stabilności. Edukacja, rodzina itd. nauczyły nas główkowania, pokładania całej ufności w głowie, w określonym myśleniu. Dlatego w chwilach kryzysu szukamy ratunku w schematach myślowych, w logikowaniu. I to nas przeraża. A powinniśmy przyjąć schronienie w swojej prawdziwej naturze, w świadomości i bezpośredniości, w swoim kane (duchu) a nie ku (ciele) czy lono (umyśle). Umysł gromadzi informacje ze zmysłów i kiedy się nim kierujemy jesteśmy na łasce obrazów, wyobrażeń, myślenia. A ono raz jest pogodne, a raz mroczne, raz jasne, raz ciemne. Raz pojawia się optymistyczny obraz a raz pesymistyczny. Umysł tworzy historie i opowieści. Pisze scenariusze, które, gdy jesteśmy oderwani od ducha, od źródła, są zawsze tak czy inaczej dla nas niekorzystne, negatywne. Pochodzą z zewnętrznego świata, są echem zmysłowych doznań, a nad nimi nie sprawujemy kontroli, więc myślenie hasa sobie jak chce. Gdy masz problemy nie próbuj niczego wymyślać, by się ich pozbyć. Zbliż się do ducha, do ośrodka serca. Pomysły pojawiają się żywiołowo, bez dyskusji - uczy huna. Szukaj odpowiedzi i oparcia w tym, kim jesteś a nie w tym, co mówisz, myślisz, czujesz czy robisz. Sądzimy, że jeżeli świat się poukłada, to i w głowach nam się poukłada i nie będzie tego stresującego myślenia. Dlatego próbujemy zmieniać świat, ciągle kombinować, błąkać się, zmagać się i wysilać, a powinniśmy raczej rozluźnić się, uspokoić, skontaktować ze swoim wnętrzem. Wtedy natłok myśli sam się uciszy. Mówimy: No zrób coś! Wymyśl coś! No rusz się! To błędne, ale pospolite podejście, którego huna nie poleca. Kahuni skupiają się wewnątrz serca i brzucha, według nich stamtąd pochodzi największa moc. Skupienie na sercu łączy z kane a na brzuchu integruje kane, lono i ku, wspomagając manifestację. Gdy masz problem zrób tak, jak kahuni. Rozluźnij się i skup uwagę we wnętrzu serca i brzucha. Nie rozmyślaj. Nie wzmacniaj myślenia. Niech przychodzi i odchodzi. Doświadczaj ducha. Tam znajdziesz siłę, moc, wsparcie i kreatywność, która sprawi, że będziesz używał problemów by się zrealizować. Staniesz się jak paw - paw jada truciznę-problem. Karmi się "problemami". Dzięki temu ma piękne pióra, które podziwiamy. Zamiast myśleć i myśleć, stresować się i stresować skup się wewnątrz serca i brzucha - nie tylko raz, ale dwa, trzy, dwadzieścia, ile chcesz i potrzebujesz. Tam znajdziesz schronienie. Tam spotkasz się z mocą i mądrością, z duchowym przewodnictwem i zdolnościami paranormalnymi. Takie działanie nie rozwiąże twoich problemów, ale sprawi, że zaczniesz widzieć je jako wyzwania, a podejmowanie wyzwań stanie się pasją twojego życia. To ćwiczenie wykonuje wielu ludzi związanych z huną. To nie jest mój wymysł, to wiedza kahunów. Ja z niej korzystam i ty możesz z niej korzystać. Gorąco cię do tego zachęcam. Możesz wykonywać je w wersji uczonej przez Serge'a, związanej z pikopiko. Podczas wdechu skupiaj się na sercu, podczas wydechu na pępku. Powtarzaj tak długo, jak długo uznasz za stosowne. Dołączenie oddechu może ci w wielu sytuacjach pomóc utrzymać uwagę. To prawdziwa praktyka huny. http://www.muninszaman.blogspot.com
  15. Różne sposoby praktyki szamańskiej, podobne do nalu, można znaleźć w różnych systemach. Chodzi o to, że ćwiczenie to stanowi rdzeń szamańskiego doświadczenia. Jeżeli szaman chciał rozwinąć moc i wiedzę, musiał pracować ze swoją percepcją. Geniuszem szamanizmu jest zmysłowość. Choć szaman dociera do poziomu duchowego, zaczyna od zmysłów. Dlaczego? Jak pisał starożytny poeta grecki: nous widzi, nous słyszy. Innymi słowy duch widzi, duch słyszy. Gdy rozwijasz swoje widzenie i słyszenie oraz inne zmysły w odpowiedni sposób, rozwijasz również doświadczenie duchowe. Świadomość jest zawsze duchowa. Tylko tego na co dzień nie zauważamy. Kierujemy ją bowiem do rzeczy zewnętrznych. Nalu jest swoistym uświadamianiem sobie świadomości. W nalu nie tylko widzę przedmiot - to za mało. Pracuję jeszcze ze swoim wnętrzem. Rozpoznaję naturę świadomości i różne wzorce mentalne, kryjące się za moim postrzeganiem. Te wzorce powodują problemy z pieniędzmi, miłością, zdrowiem, relacjami z innymi i z duchową ścieżką. Szamani hawajscy (i nie tylko) wykonując nalu na jakimś przedmiocie umieją się do niego dostroić. To warunek, by móc coś z nim zrobić - coś na poziomie energetycznym, mentalnym i duchowym. Nalu to nawiązywanie kontaktu na poziomie świadomości. Tylko tak można coś zmienić. Gdy dotykasz czegoś świadomością, możesz to przekształcić, zharmonizować, uzdrowić. Sama świadomość angażuje już duchowe energie uzdrawiające. Dlatego często wystarczy tylko stać się czegoś głęboko świadomym, by popłynęły z naszego wnętrza uzdrawiające energie i dokonały uzdrowienia. Na tym polega duchowe uzdrawianie, jakie stosował np. Harry Edwards - znany, wielki brytyjski uzdrowiciel. On nie przekazywał energii. On otwierał się i dostrajał do poziomu duchowego, a energie duchowe same uzdrawiały. To nie oznacza, że przekazywanie energii jest niewłaściwe w duchowym uzdrawianiu. Chodzi o to, że istotą jest tu świadomość, czyli forma nalu. Gdy wykonujemy nalu na swoim wnętrzu, na duchowej naturze i jej energii uzdrawiającej, jej spokoju, ciszy, błogostanie, uzdrawiamy swoje życie, rozpoczynamy proces uzdrawiania wewnątrz i na zewnątrz. Nalu jest fascynującą praktyką pod wieloma względami. Gdy zaczynasz je stosować w kontekście różnych zmysłów zauważasz, jak ubogie było dotąd twoje doświadczenie świata i w ogóle rzeczywistości, w tym samego siebie. Gdy dzięki nalu otwierasz się na różne aspekty świata, otwierasz się zarazem na różne aspekty siebie. Świadomość jest jedna. Gdy naprawdę jesteś czegoś świadomy, stajesz się również samoświadomy i odwrotnie. Medytacja, dhyana, zen jest pewną formą nalu wykonywanego na poczuciu "ja" i przebudzona świadomość tego "ja" (która usuwa ego) sprawia, że otwiera się również nasza świadomość świata zewnętrznego. Stosuję nalu na co dzień i w tym momencie nie wyobrażam sobie swojego życia bez tej cudownej praktyki. Wszystkim ją polecam. Potencjał, jaki w niej się ukrywa, jest po prostu niezmierzony. Nalu to klucz otwierający wszystkie drzwi, to kamień filozoficzny, to... można mnożyć i mnożyć superlatywy. Ale nic nie da opowiadanie o smaku cytryny, jeżeli nie można jej spróbować. Opis nalu znajdziesz w książce Serge'a Kahili Kinga pt. "Szaman miejski". http://www.muninszaman.blogspot.com