Mistyk

Użytkownicy
  • Zawartość

    4262
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Mistyk

  1. Hej

    Witajcie nowi ezo-użytkownicy
  2. Epilepsja (Padaczka ) czyli silne lub słabe wyładowania bioelektryczne mózgu ,które spowodują przepływające impulsy elektryczne ,z naszej prawej -psychicznej ,ponadczasowej ,kreatywnej ,intuicyjnej ,duchowej ,kreatywnej części mózgu ,nazywa się epilepsję metaforycznie "świętą " ,gdyż na epilepsję cierpiało wielu świętych i proroków w historii ,a astygmatyzm jest czymś zbliżonym ,i jest to objaw choroby psychicznej , w powiązaniu ze schizofrenią paranoidalną . Padaczka, epilepsja – grupa przewlekłych zaburzeń neurologicznych charakteryzujących się napadami padaczkowymi[1]. Napad padaczkowy zaś jest wyrazem przejściowych zaburzeń czynności mózgu, polegających na nadmiernych i gwałtownych, samorzutnych wyładowaniach bioelektrycznych w komórkach nerwowych. Napady są epizodami o różnym nasileniu, od krótkich i prawie niezauważalnych po długie, silne wstrząsy[2]. Napady powtarzają się i nie mają bezpośredniej przyczyny[1], natomiast napady pojawiające się na skutek konkretnej przyczyny nie muszą wiązać się z tą chorobą[3]. W większości przypadków przyczyna choroby jest nieznana, przy czym u wielu osób epilepsja rozwija się m.in. na skutek urazu mózgu, udaru, guza mózgu, a także stosowania narkotyków i nadużywania alkoholu. Napady padaczkowe są wynikiem nadmiernej, nieprawidłowej aktywności komórek nerwowych kory mózgu[3]. Diagnoza zwykle opiera się na wyeliminowaniu innych chorób mogących dawać podobne objawy (np. omdlenie) oraz sprawdzeniu, czy istnieją bezpośrednie przyczyny tych objawów. Diagnozę padaczki zwykle potwierdza się elektroencefalogramem (EEG). Padaczka jest nieuleczalna, jednak w niemal 70% przypadków jej napady można kontrolować lekami[4]. W przypadkach braku reakcji na leki można rozważyć leczenie operacyjne, neurostymulację lub wprowadzić zmiany w diecie. Padaczka nie zawsze jest chorobą dożywotnią i u wielu osób następuje poprawa do tego stopnia, że przyjmowanie leków staje się niepotrzebne. Podłoże psychosocjologiczne[edytuj] Padaczka może mieć negatywny wpływ na psychikę chorego i jego funkcjonowanie w społeczeństwie[14]. Chorzy mogą być izolowani społecznie, stygmatyzowani czy traktowani jak jednostki niepełnosprawne[14]. Może to skutkować niższym poziomem wykształcenia i niekorzystnymi perspektywami zawodowymi[14]. Trudności w nauce powszechnie występują u chorych na padaczkę, szczególnie wśród dzieci[14]. Stygmat padaczki może również wpływać negatywnie na rodziny chorych[2]. Niektóre zaburzenia występują częściej u osób z padaczką, co częściowo jest związane z rodzajem występującego objawu padaczkowego. Zaburzenia te obejmują depresję, zaburzenia lękowe oraz migrenę , ADHD i epilepsja mają znaczący wpływ na dziecko w zakresie zachowania, nauki i rozwoju społecznego[32]. Padaczka występuje częściej również u osób z autyzmem https://pl.wikipedia.org/wiki/Padaczka
  3. Życiowa „ruletka szczęścia”… Jednych los (Bóg, opatrzność, wszechświat) „życzliwie klepie po łopatkach” i daje już na starcie wszystko – bogactwo, zdrowie, super rodzinę, życie jak po czerwonym dywanie. Innym zaś daje w prezencie „golgotę głodu, śmierci, bólu i cierpienia”… Jedno dziecko dostaje „prezent od losu”, drugie już w momencie narodzin także dostaje także od losu, ale… nóż w plecy! Czy jest możliwe, aby normalny i myślący człowiek nie dostrzegał owej wielkiej „tajemnicy otaczającego nas świata”? Doktryna reinkarnacji jest czymś wyjątkowym, jeżeli chodzi o „zjawiska niewyjaśnione”. Powód? Jej istnienie bowiem jest jedynym kluczem do wytłumaczenia sobie niesprawiedliwości świata „wokół nas”. Najlepiej wyjaśnić to na przykładzie. Oto rodzi się w tym samym szpitalu dwóch chłopców. Jeden jest piękny, zdrowy, ma szczęśliwą i kochającą rodzinę. Nawet bez „specjalnego wysiłku” ma na wyciągnięcie ręki wszystko, gdyż „rodzice” zapewniają mu wspaniały start życiowy. Czy musi być jakimś „dobrym człowiekiem”? Bynajmniej. W miarę upływu lat staje się draniem (ilu znamy takich ludzi), a mimo to jego życie upływa w zdrowiu i dostatku. Dożywa później starości. Miał szczęście i już. Drugi chłopiec z tego szpitala urodził się z powolnym zanikiem mięśni (opisujemy autentyczny przypadek). Każda minuta jego krótkiego życia jest związana z cierpieniem, każda godzina z powolnym umieraniem. Kiedy jego kolega „z sali obok” zażywa szczęśliwego dzieciństwa, ten zmaga się z kolejną golgotą, którą przygotował mu los. Kiedy ma 7 lat, przychodzi kolejny „prezent od losu” – rak płuc. Wszyscy zastanawiają się, skąd rak płuc u dziecka, które i tak cierpi od lat w tak okrutny sposób, ale… tak właśnie się dzieje. Pół roku później w niewyobrażalnych cierpieniach umiera ów nieszczęsny chłopiec. Przykłady tych dwóch chłopców powinny skłonić do chwili zastanowienia i refleksji. Czy chory chłopiec miał szansę „narazić się Bogu i zgrzeszyć w jakikolwiek sposób”? Oczywiście, że nie. Zanik mięśni przykuł go bowiem do łóżka szpitalnego w sposób absolutny, a szansę na grzech zredukował do zera. A jednak jego niewyobrażalne „cierpienie” w sposób niesłychany kontrastuje ze zdrowiem i radością owego drugiego chłopca z „sali obok”, którego draństwo jest coraz lepiej widoczne w miarę upływu lat. Ludzie przeważnie mało zastanawiają nad tym „paradoksem życiowej niesprawiedliwości”, bo szkoda im czasu na takie nic nie przynoszące "filozoficzne rozmyślania nie wiadomo o czym". Żyje się i... już. Czasami ktoś zada głośno to kluczowe pytanie: dlaczego los jest aż tak bardzo niesprawiedliwy? Najzabawniej tłumaczą to sobie ateiści. Ot, nad czym się tu zastanawiać? Życie to ruletka. O wszystkim decyduje przypadek. Jeden w życiowej ruletce wygrywa „udane i zdrowe życie”. Może kraść, robić wszystkie „grzechy z dekalogu plus kilka dodatkowych”, a i tak zdrowie mu służy, pieniądze płyną wartkim strumieniem, a słowo „cierpienie” zna tylko z filmów akcji. Drugi w tej życiowej ruletce „dostaje po łbie od losu”, no i tak musi widocznie być. Ból, choroba, niedostatek, łzy – tak się złożyło, że te słowa są jego najlepszymi przyjaciółmi. Kiedy jakiś drań dożyje stu lat, biedna schorowane dziecko „umrze w męczarniach” w wieku kilku lat. No i co z tego? Los „tak chciał”, nie ma się nad czym zastanawiać, tylko trzeba liczyć na to, że w w ruletce „nam się powiedzie”. A że inni cierpią? I co z tego? Co „mnie” to interesuje? Jeden jest "winner", drugi jest "looser". I gra muzyka, ja jestem po tej stronie szczęściarzy i z tego korzystam - reszta mnie "mało interesuje", bo nie mam czasu na takie myślenie. Ludzie wierzący mają gorzej. No dobrze, jest Bóg, ale dlaczego jest aż tak niesprawiedliwy? Jeśli życie jest biegiem „na sto metrów”, a jego celem jest dobiegnięcie do mety. Dlaczego Bóg jednych wyposaża w strój sportowy i „wspaniałą kondycję i pogodę”, a drugim zakłada strój nurka głębinowego z ołowianymi butami na nogach i każe „biegnąć do mety”? A przecież zrobienie nawet jednego kroku jest ponad ludzkim wysiłkiem… Na tym ma polegać „sprawiedliwość Boga”? Na tym ma polegać jego „wielki zamysł stworzenia świata”? Za co ma być rozliczone to dziecko, którego rak przeżera kości i pozbawia życia? Z jakiego grzechu? Skoro życie jest jedno, z potem „albo raj, albo niebo, albo czyściec”, to dlaczego ów Bóg jednych premiuje na starcie, a innych wyraźnie „gnębi i doświadcza”? Te pytania, oczywiste i wynikające z obserwacji życia wokół każdego z nas, przysparzają niesłychaną trudność ludziom, którzy wyznają zasadę „jedno życie”. Jakież łamańce oni nie wykonują, żeby wyjaśnić „Boży zamysł”, jakież piruety filozoficzno-dziwologąwe nie kręcą, aby powiedzieć o „absolutnej sprawiedliwości”. Kiedy jednak naprawdę przyprze się takie osoby „do muru” i historia owych dwóch chłopców „drania o szczęśliwym i długim życiu i drugiego umierającego w męczarniach zgotowanych przez los” zaczynają coś przebąkiwać o „wielkiej tajemnicy cierpienia”. Że niby jest „wielka tajemnica”, której nikt nie zna, ale jest. I o której „nie ma sensu mówić”. Jest jedno życie i koniec. A owaruletka „losu”? Tu ludzie wyznający zasadę „jednego życia” także znaleźli sposób wyjaśniania, choć jego „pokrętność” potrafi naprawdę być rozbrajająca. Otóż twierdzą, że takie „dziecko umierające w męczarniach na raka” dostało… nagrodę od Boga. To jest jakaś nagroda, wyróżnienie. Będzie stało wyżej „w chórze anielskiem”. Zgoda, ale skoro tak, to… dlaczego jedno dziecko dostaje nagrodę w postaci nowotworu, a drugie nie i żyje”w zdrowiu, szczęściu i życiowym draństwie i próżności do później starości”? Jedni mają nagrodę w „postaci cierpienia”, a drudzy są tej wspaniałej nagrody pozbawieni? I tak znowu dochodzimy do absurdów i całkowitej nielogiczności w doktrynie „jedno życie, jedno zakręcenie życiową ruletką”. Aby zacząć rozumieć doktrynę reinkarnacji nie trzeba być „szczególnie oczytanym”, nie trzeba „żonglować cytatami”, nie trzeba „wkładać sobie do głowy dogmatów i robić łamańce/pokręceńce aby wyjaśnić zamysł Boga, którym jednym daje prezent cierpienia i męczeńskiej śmierci, a innych tego prezentu pozbawia”. Co trzeba robić? Wystarczy obserwować życie wokół. Świat bowiem dostarcza nam wskazówek, wielu „informacji”. Oto w Polsce spadł właśnie śnieg, świat roślin wydaje się „zamarł na zawsze”. A jednak wiemy, że za kilka miesięcy przyjdzie wiosna i wszystko „odrodzi się na nowo”. Nie ma śmierci, nie ma „energii, która znika”. O takich znakach „od świata” powstanie oddzielny tekst, ale teraz powróćmy do sprawy podstawowej: dlaczego w takim razie nie pamiętamy „wcześniejszych przeżyć”? Skoro nasz partner życiowy jest kimś, z kim już nas łączą pewne więzy z wcześniejszych żywotów, dlaczego „tego nie pamiętamy”? Odpowiedź jest bardzo prosta: tego typu pamięć byłaby „niesłychanym balastem” i wręcz uniemożliwiałaby życie i przeżywanie wspólnych historii, a także ową „naukę”, którą powinno być dla nas każde zmaganie się z losem. Nie jest to zresztą do końca prawdą z tym, że nie „pamiętamy”. Pamiętamy, choć nie jesteśmy tego świadomi do końca. Regresja hipnotyczna bez problemu odsłania kulisy „wcześniejszych żywotów”, a ktoś, kto nie wiedział regresji hipnotycznej na własne oczy, nie powinien zabierać głosu w sprawie reinkarnacji… Ale to szczegół – w każdym razie są ludzie, którzy pamiętają swoje wcześniejsze życie nawet bez owej „regresji”. W Archiwum FN są przypadki z terenu Polski, które naprawdę są w stanie postawić każdego człowieka do postawy „na baczność”, ale nawet wśród nich są prawdziwe perły. Jeden z nich jest tematem projektu FN i – jak wszystko dobrze pójdzie – już wkrótce zadziwi swoją niezwykłością i siłą „wiarygodności” wiele osób. Trzeba tylko trzymać kciuki za to, aby… osoby z najbliższej rodziny tego dziecka wyraziły zgodę i pod swoimi prawdziwymi nazwiskami opowiedziały o tej nieprawdopodobnej historii. Z tym jest zawsze największy problem. Na koniec tego krótkiego eseju o „wędrówce dusz” historia, którą trzeba przypominać regularnie, gdyż dla wielu osób była ową „iskierką”, którą zapaliła ich zainteresowanie doktryną „wędrówki dusz”. Na łamach portalu FN nie prezentowaliśmy jeszcze zdjęć z owego przypadku, a jest ku temu okazja, bo ze świata ściągamy więcej materiałów na ten temat. Planujemy także wydanie książki o tym przypadku, ale najpierw musimy wydać te, które czekają w tej chwili „w kolejce”. A teraz sprawa Santi Dewi. Tam jest bardzo jasno wytłumaczone, dlaczego jest tak ogromny sens w tym, że ludzie „zaczynają życie niczym z pustą kartką”, dlaczego musimy nic nie pamiętać z wcześniejszego życia, aby móc… po prostu normalnie żyć. Brzmi to może banalnie, ale wcale banalne nie jest. A teraz skrót tej historii, który niech będzie pretekstem do zaprezentowania na końcu zdjęć. Ta historia jest uważana za jeden z najbardziej udowodnionych przypadków reinkarnacji w dziejach ziemi.Sprawą interesował się Mahatma Gandi. Jego zdaniem był to jeden z wielu, za to stuprocentowo dowiedziony i nie pozostawiający cienia wątpliwości fakt powtórnych narodzin. Poznajmy go. Tę niezwykłą historię poznaliśmy dzięki Szwedowi, Stur Linnerstrandowi, który zainteresował się przypadkiem Santi Dewi, kiedy przebywał w Indiach. Była to historia z początku naszego wieku, dlatego trudno było dotrzeć do dokumentów i świadków. Linestrand przez kilkadziesiąt lat przyjeżdżał do Indii i dzięki temu udało mu się zgromadził materiał świadczący o prawdziwości niesłychanie rzadkiego zjawiska: pamięci o wcześniejszym wcieleniu. Warto dodać, że w latach trzydziestych naszego wieku historia Santi Dewi była znana w Europie Zachodniej, nie mówiąc o Indiach. Zacznijmy od początku. Jest 11-sty grudnia 1926 roku, kolonialne Indie. W małym szpitalu w Delhi młoda kobieta, Prem Pjari, rodzi dziewczynkę. Już wcześniej razem ze swoim mężem ustalili, że nadadzą dziecku imię Santi Dewi. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że jej dziecko będzie wyjątkowe.... Lekarze zapamiętali, że tuż po urodzeniu dziewczynka nie płakała jak inne dzieci, ale uważnie rozglądała się wokół. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi. Kiedy Santi Dewi miała dwa lata, zaczęła wypowiadać słowa w dziwnym dialekcie. Jej akcent był podobny do tego, w jakim mówią ludzie w mieście Mahura. Rodzice byli tym zaskoczeni, ale uznali, że jest to jeszcze jedno dziecięce dziwactwo. Dziewczynka była małomówna, wręcz nieufna. Przełom nastąpił wtedy, kiedy ukończyła cztery lata. Wtedy ku przerażeniu rodziców powiedziała, że jest żoną bramina z miejscowości Mutra, która zmarła i teraz, jako Santi Dewi ponownie przyszła na świat. Dziewczynka opisywała dokładnie dom, w którym mieszkała, swojego męża i rodzinę. Pamiętała nawet, jaki był jej adres w Mutrze. Prosiła, że chce jechać do swojego prawdziwego domu i zobaczyć syna. Według jej słów zmarła przy jego narodzeniu. Rodzice byli wstrząśnięci tym, co mówi ich córka. Santi Dewi wyrażała się w sposób, w jaki mówią dorosłe kobiety. Mówiła wyraźnie: to nie jest mój prawdziwy dom. Jestem mężatką, a mój mąż mieszka w Mutrze. Pamiętała wszystko, numer ulicy i domu, nawet imię męża. Czteroletnia dziewczynka powtarzała zapłakanym rodzicom, że tak naprawdę nazywa się Ludżi Dewi, i mieszkała ze swoim mężem w żółtym domu przy ulicy Chaubych w Mutrze. Podawała przy okazji setki, jeśli nie tysiące szczegółów: jak wygląda pobliska świątynia, jaki jest rozkład pokoi w jej prawdziwym mieszkaniu. Santi Dewi wiedziała o wiele za dużo, jak na czteroletnie dziecko. Rodzice myśleli, że jej to przejdzie, dziecko jednak uparcie opowiadało, że jest jedynie wcieleniem innej osoby. Przełom nastąpił wtedy, kiedy Santi Dewi skończyła 9 lat. Jej ojciec nagle zrozumiał, że miasto, o którym mówi jego córka, to Mahura. Mieszkańcy Mahury nazywali swoje miasto Mutrą. Wraz z dyrektorem szkoły, do której chodziła jego córka, postanowił szukać mężczyznę z opowieści córki. W książce adresowej był człowiek, który nazywał się dokładnie tak, mówiła Santi Dewi. Napisali do niego list Wielce Szanowny Panie! W dzielnicy Delhi jest dziewczynka, Santi Dewi, córka kupca Ranga Bahadura . Jest ona niespełna 9-letnim dzieckiem, i podaje niezwykłe informacje dotyczące Pana osoby. Twierdzi, co następuje: „w moim poprzednim wcieleniu przynależałam do kasty Chaubych, żyłam w Mutrze i miałam męża, Kedara Nata. Posiadał on sklep w pobliżu świątyni Władcy Dwaraki. Miałam na imię Ludżi Dewi, a dom, w którym mieszkałam był żółty”. Szanowny Panie, chcemy sprawdzić, czy w jej opowieści kryje się prawda. Jeżeli list Pana zainteresował, prosimy o odpowiedź Odpowiedź przyszła już po trzech tygodniach. List był następującej treści. Szanowni Panowie! Jestem wstrząśnięty treścią listu, który od Panów otrzymałem. Wszystko się zgadza, co do joty. Moja zmarła żona miała naprawdę na imię Ludżi Dewi. Posiadam także sklep niedaleko świątyni Władcy Dwaraki. Kim jest dziewczynka posiadająca te dane? W Delhi mam kuzyna, któremu zleciłem natychmiastowe skontaktowanie się z Panem. Będę wdzięczny, jeśli będę miał możliwość spotkania się z tym dzieckiem. Niech Kryszna ma nas w swojej opiece. Kuzyn, o którym wspomniał w liście Kedar Nat, natychmiast przyjechał do domu Santi Dewi. Kiedy dziewczynka spojrzała na niego, od razu rozpoznała kuzyna swojego męża. Nie tylko, że rozpoznała, ale powiedziała dokładnie, jak się nazywa, i gdzie mieszka. Pamiętała także, że kuzyn odrzucił propozycję pracy w sklepie jej męża. Można przytoczyć tylko jeden krótki fragment rozmowy. Na pytanie, ilu braci miał jej mąż, Santi Dewi odpowiedziała, że tylko jednego, który nazywał się Jet, był słaby i chorowity, skarżył się na bóle pleców. I znów informacje podawane przez dziecko zgadzały się w stu procentach. I wtedy rodzina Santi Dewi podjęła dramatyczną decyzję: postanowili doprowadzić do spotkania ich 9-letniej córki z jej byłym mężem. Dziecko opisywało szczegółowo okoliczności swojej śmierci. Umarła w szpitalu podczas porodu. Ale w jej historii było jeszcze coś więcej: pamiętała także, co się z nią działo w przerwie między wcieleniami. Chodzi w sumie o ponad rok. Ludżi Dewi zmarła podczas porodu 4 października 1925 roku, a na ziemię, już jako Santi Dewi, powróciła po roku, dwóch miesiącach i siedmiu dniach, 11 grudnia 1926 roku. Opis jej pobytu w zaświatach jest tak fascynujący, że poświęcimy mu dzisiaj więcej czasu. Ale wróćmy do 34 roku, kiedy to do rodziny dziewczynki przybywa mężczyzna, którego ona uważa za swojego męża z poprzedniego wcielenia. Kedar Nat otrzymał list od swojego kuzyna. W liście kuzyn pisze: ta dziewczynka wie o tobie wszystko, a także wie wszystko o sprawach, które wydarzyły się w Mutrze. Przyjedź sam i przekonaj się na własne oczy. Do Delhi Kedar Nat wybiera się razem ze swoją obecną żoną oraz synem z poprzedniego małżeństwa. Jeżeli informacje o ponownym wcieleniu jego nieżyjącej małżonki są prawdziwe, to właśnie ten chłopiec będzie jej synem. Do Delhi przybył późnym wieczorem. Oto zapis wydarzeń, który znajduje się w raporcie specjalnej rządowej komisji badającej ten przypadek. Kedar Nat był czterdziestoletnim mężczyzną. Na spotkanie z Santi Dewi postanowił przyjść w przebraniu. Postanowił przedstawić się jako własny kuzyn. Kiedy jednak wszedł do pokoju, dziewczynka natychmiast rozpoznała w nim swojego męża. Dokładnie pokazała, w którym miejscu ma bliznę po dawnym wypadku. Najbardziej wstrząsające było jej spotkanie z jej własnym synem. Tak długo na Ciebie czekałam – mówi szlochając – wreszcie przyszedłeś... Kedar Nat jest w szoku. Siedząca naprzeciwko niego 9-letnia dziewczynka wie o nim wszystko, zna nawet najbardziej intymne szczegóły ich wspólnego życia. W pewnym momencie pyta, czy dotrzymał obietnicy danej jej na łożu śmierci. Kedar obiecał, że już się więcej nie ożeni. Mężczyzna zaczyna płakać, prosi o wybaczenie. „Wybaczam Ci, bo Cię kocham” – odpowiada dziewczynka. Jest jeszcze sprawa pieniędzy, która jest niezwykle przekonująca. Tak, chodzi o to, że umierając Santi Dewi prosiła swojego męża, aby 150 rupii ofiarował na rzecz ich nowo narodzonego syna. Jednak Kedar Nat nie dotrzymał tej obietnicy. Santi Dewi dokładnie opisała skrytkę, gdzie jej rodzina trzymała pieniądze. O przypadku nie mogło być mowy. Sprawą zainteresował się sam Mahatma Gandi. To na jego polecenie zostaje powołana specjalna rządowa komisja, która bada ten ewidentny dowód na istnienie reinkarnacji. Oto fragment wypowiedzi Santi Dewi, który został zaprotokołowany do sprawy. W czasie porodu czułam się bardzo źle. Wszystko przez odłamek kości, który wbił mi się w stopę wiele lat wcześniej podczas pielgrzymki do Hadvardu i zaczął przemieszczać się w górę nogi. Lekarze tego nie rozpoznali, ale i ja nie byłam u żadnego specjalisty. Sprawa wyszła dopiero wtedy, kiedy operowano mnie przed porodem w szpitalu w Agrze. Wtedy powiedziano mi, że nie mam szans na urodzenie dziecka, jeżeli nie będę miała wcześniej operacji. Warto powiedzieć, że wszystkie szczegóły zgadzały się, a mówiła to przecież 9-letnia dziewczynka. Ojciec Santi Dewi jest niechętny wyjazdowi jego córki do domu jej byłego męża. Zgadza się dopiero na skutek osobistej prośby Mahatmy Gandiego. 24 listopada 1935 roku z Delhi wyrusza grupa piętnastu szanowanych w mieście osobistości wraz Santi Dewi. Do Mutri udaje im się dotrzeć w okolicach południa. Oto zapis wydarzeń Tuż po wyjściu z wagonu dziewczynka podbiega do starszego mężczyzny, w którym rozpoznaje starszego brata swojego męża. Ten łapie się za głowę i mówi: mój Boże, a więc to jest prawda! W trakcie drogi do domu Santi Dewi ze szczegółami opisuje każdą ulicę i sklep. Wreszcie grupa dociera do domu. Dziewczynka opisywała budynek jako żółty, tymczasem jest on biały. Po chwili konsternacji ktoś mówi, że budynek zawsze był żółty, ale ostatnio został przemalowany. Tego Santi Dewi nie mogła wiedzieć... W domu w Mutri Santi Dewi rozpoznaje przedmioty i domowników. Zna wszystkie zakamarki, wszystkie skrytki. W pewnym momencie pokazuje miejsce, gdzie była studnia. Po studni nie ma jednak ani śladu. Ktoś odsłania jednak kamień i pokazuje się wlot studni, o której zapomnieli wszyscy domownicy. Członkowie rządowej komisji wiedzą, że oto na ich oczach rozgrywa się coś wyjątkowego. Oto dowód na reinkarnację, wędrówkę dusz, o której od tysięcy lat opowiadają mędrcy i starożytne ludy. W swoim raporcie komisja określa przypadek Santi Dewi jako „ w pełni dowiedziony przypadek reinkarnacji”. O Santi Dewi zaczynają pisać europejskie gazety. Traktują ją jednak jako „indyjską ciekawostkę”. Ta historia zawiera tysiące elementów, które mogą być traktowane jako dowody na prawdziwość przeżycia Santi Dewi Podczas zwiedzania domu w Mutri, lokator domu nagle zapytał Santi Dewi o to, gdzie znajduje się jai-zarur. W ten sposób w miejscowym żargonie nazywano łazienkę. Nikt, poza mieszkańcami miasta, nie zorientował się, o co chodzi. Miał to być rodzaj testu. Dziewczynka prawie natychmiast uśmiechnęła się i pobiegła do małych drzwi w korytarzu, gdzie była łazienka. Jeszcze przed otworzeniem tych drzwi szczegółowo opisała, co znajduje się w środku. Kolejna sprawa to rozpoznawanie osób i pamiętanie przez dziewczynkę ich imion. Oto jedna ze scen, które znalazły się w rządowym raporcie. Na ulicy Chaubych w Mahurze szedł 30-letni mężczyzna. Na jego widok Santi Dewi zaczęła radośnie podskakiwać, po czym rzuciła się mu na szyję. Zdumionym członkom komisji oświadczyła, że jest to jej brat, Nutura Nat. Ładnie wyglądasz – powiedziała do niego Santi Dewi – czy pamiętasz, jak bardzo byliśmy do siebie podobni? I jak często śmialiśmy się z tego? Mężczyzna nie mógł ukryć wzruszenia. Głośno dziękował Bogu za możliwość spotkania swojej siostry po tylu latach. Zadał dziewczynce kilka pytań dotyczących ich rodziny, ale odpowiadała na nie szybko i pewnie, wymieniała nazwiska, ulice i imiona. Kiedy 9-letnia dziewczynka udzielała odpowiedzi, zmieniała się jej twarz. Wyglądała wtedy niczym dorosła, doświadczona kobieta. Ani jedna z udzielonych przez Santi Dewi informacji dotyczących okoliczności jej poprzedniego życia nie okazała się nieścisła. Dziewczynka zachowywała się jak dorosła kobieta. Wobec męża, Kedara Nata, Santi Dewi była powściągliwa, jak przystało na strzegącą obyczajów hinduską żonę. Natomiast w stosunku do syna to niespełna dziewięcioletnie dziecko okazywało uczucia macierzyńskie. Tuliła syna do piersi i płakała, mimo, że był on prawie jej rówieśnikiem. Hinduska komisja wykluczyła, aby na dziecko ktoś wywierał presję na opowiadanie historii o poprzednim życiu, co więcej, rodzice stanowczo nakłaniali ją do wyrzucenia z pamięci wspomnień z poprzedniego życia, gdyż obawiali się o jej zdrowie. Odrzucono także możliwość zahipnotyzowania dziewczynki, gdyż i taki wariant brano pod uwagę. Znała ona tak intymne szczegóły życia swojego męża, że ten bardzo często prosił ją, aby przestała mówić, gdyż czuje się skrępowany. Sięgnijmy jeszcze raz do raportu opisującego pobyt Santi Dewi w domu swojego męża z poprzedniego wcielenia. W pewnym momencie dziewczynka sama zaczęła oprowadzać po domu komisję i rodzinę. Proszę bardzo, wchodźcie państwo. Jako mężatka tutaj spędzałam najwięcej czasu. Tutaj trzymałam moje tulsi, ozdoby, ubrania, no wszystko. A tutaj jest kuchnia... pokój sypialny. Tutaj stało moje łóźko, a teraz został po nim tylko ślad. A tu był mój ołtarzyk Kriszny, ale teraz ktoś go zabrał. Na tej ścianie wieszałam ubrania, a tutaj stały te skrzynie, które teraz są w przedpokoju. W tej szafie trzymałam moją biżuterię. O... jest tu nadal! A ten sznur pereł dostałam od Ciebie Kedar. Czyż nie jest piękny? Warto powiedzieć, że w pewnym momencie Santi Dewi podniosła jedną z desek w podłodze, pod którą był tajemny schowek na pieniądze. Zapytała, gdzie znajduje się 150 rupii, które schowała dla syna. Zawstydzony mąż odpowiedział, że musiał je wydać na inny cel, i że bardzo ją za to przeprasza. Wszystkie szczegóły zgadzały się co do joty. Santi Dewi odpowiadała tak precyzyjnie na pytania związane ze swoim życiem w domu, że uznano za bezcelowe dalsze sprawdzanie jej prawdomówności. Droga załogo nautilusa, najciekawsze dopiero przed wami. Przypadek reinkarnacji Santi Dewi jest o tyle ciekawy, że dokładnie pamięta ona okres pomiędzy wcieleniami. Dzięki jej opisowi możemy się dowiedzieć, co się z nami dzieje po śmierci. Kiedy komisja rządowa wróciła do Delhi, na prośbę Mahatmy Gandiego powstał raport. Ustalono w nim, że reakcje Santi Dewi były autentyczne, zaś jej historia jest niezaprzeczalnym dowodem na istnienie reinkarnacji. Raport ten opublikowano, ale także przekazano do analizy wielu znanym naukowcom. Żaden z nich jednak nie zdołał podważyć przedstawionych w nim dowodów. I jeszcze jeden fragment tego raportu. Mówi Rang Bahadur, ojciec Santi Dewi z obecnego wcielenia: Do czwartego roku życia Santi Dewi nie mówiła praktycznie nic, jakby wstydziła się swojej wiedzy. I nagle zaczęła opowiadać, że tak naprawdę jest mężatkom, ma syna i rodzinę w Mutri. Czteroletnie dziecko nagle oświadczyło, że jej rodzice nie są jej prawdziwymi rodzicami, jej dom nie jest jej prawdziwym domem i że tak naprawdę mieszka w mieście, o istnieniu którego nikt z nas wcześniej nie słyszał. W jaki sposób można nakłonić małą dziewczynkę do mówienia obcym dialektem i przekonywanie, że jest mężatką i ma syna? Kto mógłby dokonać takiego oszustwa, i po co? O historii Santi Dewi było przez chwilę głośno nawet w chrześcijańskim, zachodnim świecie, ale przyszła druga wojna światowa i natychmiast o sprawie zapomniano. My jednak ustaliliśmy, co się z nią działo później. Santi Dewi wróciła do szkoły, i wyrosła na spokojną, opanowaną kobietę. Z Kedarem Natem, swoim mężem z poprzedniego wcielenia, utrzymywała kontakt listowny, ale ich korespondencja ograniczała się do serdecznych pozdrowień. Traktowała go jak kogoś w rodzaju osobliwego krewnego. Po ukończeniu studiów powróciła do Delhi. Wtedy zresztą ku wielkiemu niezadowoleniu rodziców zdecydowała, że nigdy już nie wyjdzie za mąż. Czuję się, jak wdowa. A według niepisanego prawa wdowa nie może powtórnie wychodzić za mąż. Zresztą nadal kocham swego męża, pamięć o nim jest dla mnie święta i nikt nie potrafiłby go zastąpić. Moja decyzja jest ostateczna. Najbardziej ciekawy wydaje się jednak czas, który spędziła Santi Dewi w zaświatach. Mówiła o nim niechętnie, gdyż obawiała się, że ta wiedza nie jest dla zwykłych śmiertelników. Przełom nastąpił dopiero wtedy, kiedy szwedzki badacz Stur Lonerstrand spotkał się z Santi Dewi. Wtedy była ona już dojrzałą kobietą, i zgodziła opowiedzieć mu o świecie po śmierci fizycznego ciała. Santi Dewi uważała, że poprzez swoje doświadczenie otrzymała klucz do poznania jednej z największych tajemnic świata. Dokładnie i szczegółowo zaczęła opisywać, co działo się z nią, gdy jako Ludżi Dewi zaczęła umierać podczas porodu. Śmierć nie następuje tak szybko, jak to się ludziom wydaje. Najdłużej pozostaje zmysł powonienia. Nie chciałam umierać. Bez przerwy modliłam się do Kriszny i powtarzałam mantrę, aby pozostać na Ziemi. I był to mój wielki błąd, bo gdyby nie moje prośby, z pewnością podczas następnych narodzin nie pamiętałabym swojego wcześniejszego wcielenia. Leżałam w szpitalu i wiedziałam, że muszę umrzeć, ale wciąż kurczowo trzymałam się życia. Byłam cały czas świadoma tego, że przestaje bić moje serce. I nagle poczułam się wolna i nieskończenie pomniejszona. Czułam się, niczym punkt w przestrzeni. A jednocześnie był we mnie cały wszechświat. Otoczyły mnie istoty, które znałam i kochałam. Wszystko było jednością. Myślę, że gdyby tu, na ziemi, ludzie zrozumieli, jak bardzo jesteśmy ze sobą połączeni, to nie robiliby sobie nawzajem krzywdy. Po śmierci bowiem uświadamiamy sobie związki, których nie dostrzegaliśmy podczas życia. Wiedziałam, że jest tam źródło nieskończonego dobra, niczym centralne słońce, którego nie widziałam, ale czułam, że istnieje. Nie byłam gotowa na połączenie z tym światłem, musiałam wracać na ziemię, aby dalej się uczyć. Mój rozwój nie był dokończony, taki bowiem jest sens wędrówki dusz, taki jest sens istnienia świata. Pamiętam wstąpienie w łono mojej matki, i potworny ból narodzin. Wiem, że kiedy znowu umrę, wrócę do tego cudownego światła. Nie boję się śmierci, bo ona nie istnieje... Wielokrotnie zadawano Santi Dewi pytanie, dlaczego akurat ona pamiętała swoje wcześniejsze wcielenie. Santi Dewi zawsze odpowiadała, że podczas śmierci prosiła Boga o to, aby pozwolił jej spotkać się z mężem w tym ziemskim świecie. Prośby jej zostały wysłuchane. „popełniłam błąd, za bardzo chciałam powrotu na ziemię” – mówiła. Ale Santi Dewi powiedziała także, że w życiu nie ma przypadku. Widocznie przez jej historię istota boska chciała dać ludziom informację o prawdzie o reinkarnacji, aby obudzić ludzi ze snu i trwania w niewiedzy. Czytając relację z rozmów z Santi Dewi możemy dowiedzieć się wielu szczegółów dotyczących prawa cyklu narodzin i śmierci. Jeżeli jest tak naprawdę, to świat wygląda zupełnie inaczej, niż myślimy. A oto fragment jej wizji świata, wizji kobiety, która pamięta swój pobyt w zaświatach. Na Ziemię powraca się do tego, kogo się kocha. Ludzie jednak bardzo często nienawidzą, a jest to wielki błąd. Od nienawiści się nie ucieknie, nie można uniknąć problemu, który mamy przed sobą. Zarówno szczęście jak i nieszczęście spotykają się ponownie. Nienawiść w zasadzie nie istnieje. Jest to raczej brak miłości, pustka oczekująca wypełnienia. Najlepszym sposobem niesienia pomocy innym miłość. Człowiek powinien zrozumieć, że otaczają go miliardy istot. Życie jest w kamieniu, w ziemi, w roślinie. Jest to pewien rodzaj drzemki, półsnu. Nieświadome życie, związana energia. Kamień nie wie, co robi – może jedynie ulegać pewnym przeobrażeniom. Roślina zaczyna bardzo, bardzo mgliście pojmować. Zwierzę pojmuje bez możliwości zrozumienia związków. Człowiek rozumie, zdaje sobie sprawę ze związków i może na nie wpływać. Potrafi myśleć, zadawać pytania i udzielać na nie odpowiedzi. Wciąż jednak nie rozumie własnej jaźni, istoty swojego istnienia. Ludzie zachodu zagubili się w pogoni za pieniędzmi, za które chcą kupić szczęście i miłość. Chcą za wszystko płacić nie wiedząc, że raj noszą w sobie. Odrzucają duchowość z pogardą i obojętnością. Jest to bardzo smutne i godne ubolewania. Źródło : https://nautilus.org.pl/artykuly,2262.html
  4. Nawzajem
  5. Dzień Dobry
  6. Witaj
  7. Sen może symbolizować twoje podświadome pragnienie podróży ,lub bardziej filozoficznie , metafizycznie z reinkarnacji Buddyjskiej ,autobus ,pociąg , samochód to pojazd jakim jest twoje ciało materialne w życiowej podróży twej jako duszy wcielonej w ciało ,lub ducha \umysłu ,czy świadomości . Pozdrawiam ..
  8. No nawet nie złe ,i ceny przystępne
  9. Hejka
  10. Witajcie xyz ,brotek i gadzinka
  11. Witam Cię Serdecznie houku haze
  12. Gratulacje ,a wiesz co ukryte jest na dnie naszej podświadomości - "Podświadomość może być Twoim potężnym sojusznikiem we wszystkich działaniach lub groźnym sabotażystą! Ta książka w bardzo praktyczny sposób pomoże Ci uchronić się przed tym drugim.W podświadomości są zapisane nasze poglądy na temat różnych aspektów życia, tworzone od dzieciństwa. Często nie jesteśmy świadomi ich treści, a jednak to one decydują w konkretnych sytuacjach o naszym zachowaniu i decyzjach, a więc tak naprawdę sterują naszym życiem. Co więcej, gdy Twój umysł i podświadomość mają odmienne zdania, i tak zawsze wygrywa podświadomość, nawet jeżeli jest to niekorzystne dla Ciebie.Autor przedstawił i wypraktykował wszystkie znane dotychczas metody pracy z podświadomością, zmagajac się od dzieciństwa z groźną chorobą. Wyselekcjonował to, co naprawdę działa, i po przejsciu na emeryturę zaczął uczyć tego innych.Praca z podświadomością i przeprogramowanie szkodliwych zapisów w niej zawartych pomoze Ci osiągać stawiane sobie cele, stać się bardziej twórczym, rozładowywać codzienne stresy, zwiększyć zaufanie we własne siły, zadbać o stan swojego zdrowia."
  13. Witam Was Twoscx i botega
  14. Regresja hipnotyczna jest określana jako metoda terapeutyczna. Nie znajdziesz jej jednak w ofercie profesjonalnych gabinetów psychoterapeutycznych. Hipnoza regresyjna ma na celu dotarcie do podświadomości i wydobycie z niej wiedzy o twoich poprzednich wcieleniach. Ta wiedza ma wyjaśnić trudności, których doświadczasz obecnie i konflikty wewnętrzne, z którymi się zmagasz. Nie ma jednak żadnych dowodów, że ta metoda rzeczywiście działa. Niektórzy twierdzą, że może ona być niebezpieczna. Na czym polega regresja hipnotyczna? Regreser wprowadza osobę poddawaną regresji hipnotycznej w stan hipnozy, czyli głębokiego relaksu, podczas którego możliwe jest jednak skupienie się na poleceniach hipnotyzera i wykonywanie ich. Pod wpływem sugestii człowiek poddawany regresji zaczyna wydobywać z pamięci różne wydarzenia, stopniowo cofa się do przeszłości. W ten sposób wraz z regreserem poszukuje wydarzenia, które mogło wycisnąć piętno na jego życiu: prowadzić do przeżywanych aktualnie problemów, sprawiać, że podejmował określone decyzje. Pamięć o tym wydarzeniu często tkwi w podświadomości. Hipnoza ma być tą metodą, która pomoże je stamtąd wydobyć. Sesje regresji hipnotycznej mogą też prowadzić do przypominania sobie wydarzeń z poprzednich wcieleń. W którymś z nich może tkwić przyczyna doświadczanych przez daną osobę problemów. Często więc ludzie poddawani regresji hipnotycznej „przypominają sobie”, że podczas II wojny światowej ukrywali się przed Niemcami albo że byli niewolnikami w starożytnym Egipcie. Trudno jest jednak powiedzieć, czy rzeczywiście zdarzenia opisywane podczas sesji regresji hipnotycznej wydarzyły się naprawdę, czy są tylko wytworem fantazji danej osoby. Regresja hipnotyczna może też być ukierunkowana na wydobycie z człowieka jego ukrytych, tkwiących w podświadomości, zasobów. Czy sesję regresji hipnotycznej można przeprowadzić samemu? W sprzedaży dostępne są płyty z nagraniami, które mają wprowadzać w stan hipnozy i poprzez odpowiednie sugestie sprawiać, że osoba, która ich słucha, cofnie się pamięcią do przeszłości, a nawet do poprzednich wcieleń. Samodzielne wprawianie się w stan hipnozy nie jest jednak bezpieczne. Łatwo jest stracić kontrolę nad tym, co dzieje się wtedy ze świadomością. Niecałkowite wyprowadzenie się ze stanu hipnozy także może być niebezpieczne, ponieważ naraża daną osobę na wypadki i urazy spowodowane zaburzeniami koncentracji. Czy regresja hipnotyczna jest skuteczna? Nie ma żadnych dowodów na to, że wspomnienia z sesji regresji hipnotycznej są prawdziwe. Jedynym jej aspektem, który rzeczywiście może być korzystny dla psychiki osoby poddawanej regresingowi, jest stan relaksacji, którego doświadcza ona podczas sesji. https://party.pl/porady/zwiazki-i-seks/psychologia/regresja-hipnotyczna-metoda-terapeutyczna-95273-r1/
  15. Witaj Serdecznie
  16. Siema .
  17. Chrześcijanie wiążą mądrość z miłością do Stwórcy i ludzi chociaż niektórzy z nich np. św. Augustyn był zdania, że mądrość to dar, którzy tylko nieliczni otrzymują od Boga. Natomiast Tomasz z Akwinu skłaniał się do poglądów zbliżonych do Arystotelesa, gdyż uważał, że mądrość przychodzi wraz z nabywaniem doświadczenia w ciągu właściwego i pracowitego życia.Dla myślicieli Dalekiego Wschodu mądrość wiąże się z osiągnięciem Oświecenia. Wtedy zdobywa się wiedzę połączoną z poczuciem jedności ze wszystkim i umiejętnością współczucia dla wszystkich żyjących istot. Z kolei w starożytnej Grecji mądrość była utożsamiana z postacią kobiety o imieniu Sophia, dlatego personifikacje były przedstawiane przez postacie kobiece.Bez względu na poglądy i przekonania pewne jest to, że mądrość nie zależy od wykształcenia, statusu społecznego czy wychowania. Mądrości nie można się nauczyć. Wiedza to za mało, to jedynie środek do nabywania informacji, które pomogą podejmować słuszne, dobre dla nas decyzje. Anthony de Mello ujął ten sens w krótkiej przypowieści Minuta mądrości - Czy jest możliwe zdobycie Mądrości w ciągu jednej minuty? - Z pewnością - odpowiedział Mistrz. - Ależ jedna minuta to chyba za mało? - To pięćdziesiąt dziewięć sekund za dużo. Nieco później Mistrz zwrócił się do swych zakłopotanych uczniów: - Ile czasu trzeba, by spojrzeć na księżyc? - Po cóż więc te wszystkie lata duchowych zmagań? - By otworzyć komuś oczy potrzeba niekiedy całego życia. By ujrzeć - wystarczy błysk chwili. Czym jest mądrość? Co to znaczy być mądrym? Czy ktoś, kto posiada jakąś wiedzę czy wykształcenie jest mądrym człowiekiem?W przeciągu wieków była ona różnie rozumiana. Często utożsamiana z posiadaną wiedzą, wykształceniem i umiejętnością podejmowania trafnych decyzji. Zastanawiali się nad tym już starożytni myśliciele i filozofowie.Mądrość w wielu religiach i filozofiach była rozmaicie pojmowana. Platon wierzył, że ten, kto posiada kompletną wiedzę podejmuje właściwe decyzje jakby automatycznie. Z kolei Arystoteles uważał, że wiedza to za mało, by dokonywać mądrych wyborów. Do tego potrzebne są wrodzone umiejętności.
  18. Witam Cieplutko
  19. A tu taka medytacja
  20. Umysł To Duch Człowieka , Umysł jest jednostkowym, subiektywnym doświadczaniem „czegoś” co jest zawsze zmienne, z chwili na chwilę. Koncepcja „umysłu” jest ulotna i różne języki upojęciowiają go odmiennie. W sanskrycie buddyjskim określeniem na umysł jest czitta i ma ono szeroki zakres znaczeniowy. Obejmuje postrzeganie zmysłowe, myśli werbalne i abstrakcyjne, emocje, poczucie szczęśliwości i nieszczęśliwości, uwagę, koncentrację, inteligencję oraz jeszcze inne czynniki. Kiedy buddyzm mówi o umyśle, odnosi się do każdego rodzaju aktywności myślowej. Punktem skupienia nie jest tu podstawa fizyczna – mózg, układ nerwowy, hormony itd. – ani też związana z tym aktywność chemiczna czy elektryczna. Buddyzm nie zaprzecza żadnemu z tych aspektów, gdyż one w oczywisty sposób istnieją i są integralnie związane z umysłem. Umysł nie odnosi się również do jakiejś niematerialnej „rzeczy” zamieszkującej mózg i wytwarzającej jego aktywność. Co więcej, buddyzm nie zakłada istnienia jakiejś zbiorowej świadomości czy uniwersalnego umysłu. Wideo: Matthieu Ricard — „Naukowy pogląd na umysł” Aby włączyć napisy, proszę kliknąć na ikonę „Napisy” w prawym dolnym rogu ekranu. Aby zmienić język napisów, proszę kliknąć na ikonę „Ustawienia”, następnie kliknąć „Napisy” i wybrać preferowany przez siebie język. Czym jest aktywność umysłowa? Jeśli umysł i aktywność umysłowa są jednostkowym, subiektywnym doświadczaniem czegoś, to co dokładnie oznacza bycie, na przykład rozgniewanym? Jest to powstawanie gniewu i odczuwanie go, co dzieje się jednocześnie. Razem opisują one jedno zdarzenie w toczącym się strumieniu doświadczania czegoś. Czyjego doświadczania? Jeśli ja się gniewam, to jest to moje doświadczanie, nie twoje. Ale nie występuje tu żadne odrębne ja naciskające przycisk gniewu na urządzeniu zwanym „umysłem” – jesteśmy po prostu częścią zdarzenia tego doświadczania. Jest to podobne do widzenia czegoś, powiedzmy jabłka. W naukowym rozumieniu, promienie światła trafiają do naszych oczu poprzez rogówkę, spotykając się z komórkami światłoczułymi siatkówki. To wyzwala impulsy elektryczne przenoszące informację optyczną do mózgu, gdzie zostaje ona przetworzona. Subiektywnym doświadczeniem tego jest powstanie umysłowego hologramu jabłka i to oznacza widzenie tego jabłka. Umysł jednak nie jest jakąś pustą przestrzenią w mózgu, w której powstaje ów hologram jabłka, jak sugerowałoby wyrażenie „mieć coś w umyśle”. Hologramy umysłowe mogą być również odwzorowaniami dźwięków, zapachów, smaków i doznać fizycznych – nawet w naszej wyobraźni i snach. Obraz powstawania hologramu umysłowego może również opisywać powstawanie emocji i różnych poziomów szczęśliwości lub nieszczęśliwości, w oparciu o wydzielanie hormonów przez rozmaite inne części mózgu. W dowolnej chwili treść naszych umysłowych hologramów jest złożeniem wielu czynników: przedmiotu takiego jak widok lub myśl, wraz z jakąś mieszanką emocji oraz jakiegoś poziomu szczęśliwości lub nieszczęśliwości. Neuronauka i buddyzm Od czasu uruchomienia w 1987 roku Instytutu umysłu i życia przez Dalajlamę i chilijskiego neurologa Francisco Varelę, międzynarodowe zespoły naukowców i doświadczonych nauczycieli buddyjskich zgłębiały styk pomiędzy umysłem a mózgiem. Neuronaukowcy monitorowali zarówno aktywność mózgu nowicjuszy, jak i wprawnych medytujących, ujawniając, że podtrzymywana medytacja wpływa na neuroplastyczność mózgu, wykuwając nowe ścieżki neuronowe, które z kolei ułatwiają wzbudzanie koncentracji i pozytywnych emocji takich jak współczucie. Dotychczas odkrycia nauki zachodniej i buddyzmu uzupełniały i wzbogacały się wzajemnie, zaś wspólne przedsięwzięcia praktykujących buddyzm i wybitnych naukowców są znamieniem tego, do czego nawołuje Dalajlama – buddyzmu XXI wieku. Aktywność umysłowa doświadczania życia jest tym, co buddyzm rozumie przez „umysł”. Ta aktywność zmienia się w każdej chwili i zawsze towarzyszą jej rozmaite czynniki umysłowe. Buddyzm naucza, że nie jesteśmy ofiarami tego wszystkiego czym życie nas częstuje, lecz raczej odgrywamy integralną rolę w tym, w jaki sposób i czego doświadczamy w życiu. Poprzez ćwiczenie umysłu możemy zasadniczo przekształcić na lepsze swoje doświadczenia, zaś wraz z podtrzymywanym wysiłkiem ta pozytywna zmiana stanie się bezwysiłkowa. https://studybuddhism.com/pl/podstawy/czym-jest/czym-jest-umysl
  21. Witaj Katabasi
  22. Witaj elenarol