Mistyk

Użytkownicy
  • Zawartość

    4064
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Posty dodane przez Mistyk


  1. 5 sposobów, w jakie toksyczni ludzie karmią się innymi

    Toksyczni ludzie często są zniewoleni głębokim uczuciem wstydu i bezwartościowości. Nie stać ich na bliskość emocjonalną, a pustkę i cierpienie rozładowują, maskując swój wstyd i karmiąc się innymi ludźmi. Krytykowanie, pogarda, kontrola przynoszą im chwilową ulgę, natomiast są bardzo destrukcyjne dla osób w najbliższym otoczeniu.

    5 sposobów, w jakie toksyczni ludzie karmią się innymi

    Pozorna uprzejmość

    Jest to sztuczna, narzucająca się uprzejmość, która odgradza od jakiejkolwiek bliskości. Taka osoba nie przyjmuje do wiadomości, że kogoś zezłościła, a ktoś kto złości się na nią, od razu kieruje te uczucia do wewnątrz, jak mógłby być nieuprzejmy dla tak miłej osoby?

    Złość to jedna z emocji budująca bliskość emocjonalną. W tym przypadku nie jest możliwe ani przyjęcie, ani skierowanie na zewnątrz autentycznej informacji zwrotnej.

    „Człowiek nadmiernie uprzejmy tworzy atmosferę niesprzyjającą szczerym informacjom zwrotnym i w ten sposób blokuje własny rozwój emocjonalny. Utrudnia innym rozwój, ponieważ nigdy nie daje szczerych informacji zwrotnych.” John Bradshaw

    Maska pozornej uprzejmości często zakładana jest w rodzinie, która wystawiona jest na jakiś czynnik stresujący (np. nałóg któregoś z członków) i ma za zadanie spajać ją, pomimo przeciwności. Jakiekolwiek dodatkowe problemy mogłyby pogrążyć i tak trudną sytuację. Priorytetem staje się utrzymanie status quo.

    „Człowiekowi nadmiernie uprzejmemu nie chodzi o drugiego człowieka, lecz o własny wizerunek. Uprzejmość służy przede wszystkim do manipulowania innymi ludźmi i okolicznościami. Chroni przed bliskością i szczerymi kontaktami emocjonalnymi. Unikając intymności, człowiek ma pewność, że nikt się nie dowie, jaki jest naprawdę, nikt nie zauważy, że jest spętany wstydem, ułomny, niepełnowartościowy.” John Bradshaw

    toksyczni ludzie

    Wściekłość

    Za wściekłością można się schować jeszcze skuteczniej niż za pozorną uprzejmością. Nikt nie dotrze do takiej osoby, bo wszyscy się jej boją i jej unikają. Nie mogą zdemaskować jej poczucia wstydu i bezwartościowości. Gdy skrytykują, może momentalnie odbić piłeczkę i ukazać ich własne niedostatki, w ten sposób nie musi brać odpowiedzialności za własne zachowanie, ani pozwalać innym zbliżyć się do siebie.

    „Wściekłość działa w dwojaki sposób: trzyma innych na dystans i ułatwia przerzucanie wstydu na innych.” John Bradshaw

    Wściekłość jest nieprzewidywalna, odbiera poczucie bezpieczeństwa, sprawia, że ofiara bierze winę na siebie, stara się zrobić wszystko, by uniknąć wściekłości, a ponieważ to niemożliwe (bo nie ona jest przyczyną), zaczyna czuć się bezradna i bezwartościowa, żyje w napięciu, nigdy nie wie, kiedy znów stanie się obiektem ataku.

    Krytykowanie

    Jeśli ktoś stawia innych w złym świetle, sam przez chwilę może poczuć się lepiej, odwrócić uwagę od własnych niedostatków i poczucia bezwartościowości.

    „Kiedy sam czuję się poniżony i upokorzony, krytykuję i obwiniam innych i wtedy te przykre uczucia mniej mi doskwierają. Kiedy roztrząsam szczegółowo cudze niedostatki, mniej się wstydzę sam (poprawiam sobie nastrój).” John Bradshaw

    Krytyka słyszana od znaczących osób, jest przyjmowana jako fakt na nasz temat, z czasem staje się naszym własnym głosem.

    Pogarda

    Pogarda w stosunku do innych jest często projekcją uczuć, którymi darzymy siebie, ale się do tego nie przyznajemy. Podobnie jak krytyka, pozwala dowartościować się cudzym kosztem, poczuć przez chwilę lepszym, uciec od własnego cierpienia i poprawić humor. Obniżanie cudzego poczucia własnej wartości sprawia, że taka osoba jest mniej zagrażająca. Będzie uległa i niewymagająca, łatwiej można ją kontrolować.

    „Kiedy kimś gardzimy, ten ktoś wydaje nam się głęboko odrażający (…) nabiera przekonania, że jest odrażający i czuje się zdecydowanie odrzucony.” John Bradshaw

    Kontrola

    Kontrola przejawia się w nieujawnianiu emocji (człowiek wtedy czuje się słaby i odsłonięty), to ciągłe trzymanie się na baczności, by nikt nie zaskoczył. Taka postawa uniemożliwia budowanie bliskości. Prowadzi do cierpienia i uczucia pustki. Ponieważ nadmiernie kontrolująca się osoba, nie ma dostępu do życiodajnej energii, jaką daje kontakt z emocjami, może być podatna na nałogi, które przynoszą ulgę i zapełniają pustkę.

    „Człowiek, który za wszelką cenę chce wszystko i wszystkich kontrolować, to człowiek, który boi się podatności na zranienie. Dlaczego? Ponieważ człowieka podatnego na zranienie łatwo upokorzyć.” John Bradshaw

    Przebywanie z osobami, które w ten sposób maskują wstyd i poczucie bezwartościowości sprawia, że przenosi się on na kolejne osoby. Może to wpędzać w perfekcjonizm, by uniknąć krytyki, pogardy czy wściekłości.

    „Perfekcjonista nigdy nie wie, kiedy powiedzieć „dość”. Człowiek staje się perfekcjonistą, kiedy jest ceniony wyłącznie za to, co robi, a nie za to, że jest.” John Bradshaw

    Jednak niezależnie od liczby osiągnięć, nigdy nie zostaniemy docenieni przez toksyczne osoby, które na potrzeby maskowania swoich niedostatków, zawsze znajdą rysę.

     

    0

  2. 53 minuty temu, Misiek1205 napisał:

    ŚNo dobra, tak sie zastanawiam bo jedna rzecz mnie bardzo nurtuje, to jest forum ezoteryczne, uzdrowienia bioenergoterapia, czakry, mistycyzm, kundalini, UFO, ja z przekonan religijnych najblizej mi do Adwentystów Dnia Siudmego, ogladalem kiedys film bylego okultysty teraz adwentysta,,Ufo wyniesieni mistrzowie requiem dla Mesjasza'' autor twierdzi ze wszelkie medytacje, joga, kundalini, ufo, kontakty z duchami, ze to wszysto jest szopka demonow.

     

    Teraz czytam książke ,,Psychosomatyczne Emocjonalne duchowe aspekty chorób ze stresu'' i tak logicznie moj przypadek, chodzi o to ze te bole brzucha i zapch pojawia sie w momencie glownie stresu, zalu, niepokoju, pasuja jak ulal do teori z tej ksiazki, chodzi o to ze wg. ksiazki zablokowany przeplyw energi, powoduje rozne dysfunkcjie itd.

    Czytalem tez Nowa Ziemia eckhart tolle, ktora jest o wyzbyciu się ego, autor twierdzi ze wszystko jest energia jak chyba w buddyzie, pojawia sie tam zwrot JA JESTEM, ten sam zwrot sie pojawia sie w tej ksiazce o ktorej pisalem na poczatku tego postu, w Bibli rownież Bog i Jezus przedstawia sie czasami jako JA JESTEM. Z kolei w ew. Jana czytamy Ze bóg jest słowem, a słowo jest duchem i zyciem. A skoro Bóg jest zyciem, swiatlem. Czytamy rowniez ze Slowo stało sie cialem, ja to rozumie tak ze oprogramowanie(duch swiety, slowo, zycie) polaczyla sie z cialem =Jezus Chrystus czyli 100% towe oprogramowanie w postaci czlowieka (bezgrzeszne zycie). W innym fragmencie jest napisane ze jestesmy ratoroslami, czyli tworzymy jedno cialo z Chrystusem, jestesmy synami bozymi jak Jezus. Czyli poprzez karmienie sie tym duchowym pokarmem jakim jest Slowo Boze mamy w sobie czastke Boga, Jezus powiedzial ze ojciec jest w nim, a on w ojcu, w innym fragmencie czytamy Jestesmy Bogami. To wszystko ma sens i jest logiczne.

     

    Skoro bioenergoterapeuci uzdrawiaja energia zyciowa(na moj chlopski rozum energia boga) To czemu np. Katolicyzm, Adwentysci uwazaja ze to moc szatana, jak to wyglada od strony ezoterycznej.

     

    I jeszcze Mistyk powiedz jak czakry, maja sie do sakramentow, bo slyszalem poglady ze w czasie chrztu kaplan zamyka czakry czy jakos tak?

    Czakry ,to energetyczne ,niewidzialne , duchowe ośrodki Świadomości Bożej ,lub dary ducha świętego ,a katolicyzm ,adwentyści czy chrześcijanie ,taką tajemną ,ponadczasowsą i świętą wiedzę mistyczną ,chcieliby jak egoiści zachować tylko dla siebie .

    0

  3. 47 minut temu, Misiek1205 napisał:

    Wczoraj zastanawiałem sie czy naprawde z mojego powodu potrafi nawalic internet, albo doplyw pradu (kiedys po tym jak zasmrodzilem Biedronke, dowiedzialem sie ze potem w tym sklepie przez pare godzin nie bylo prądu), dzis w nocy obudzilem sie o 3, pierwsze co zauwazylem to ze lampki przy komputerze nie swieca, co wzbudzilo u mie wyostrzenie uwagi i w tym momencie prad wrocil, to bylo jak by z synchronizowane z moim stanem umyslu (uczucie jak by impuls z mojej glowy przywrocil prad) Rano w kuchni zobaczylem na piekarniku ze zegarek byl zerowany, odjalem godzine z piekarnika od godziny rzeczywistej wyszla rowna 3, wiec prad wrocil o rownej 3 nie wierze ze to przypadek, albo zbieg okoliczności. Slyszalem ze wg. Chrzescijanstwa 3 w nocy to godzina demonów. Czy ja jestem opętany?

    Jezusowi Chrystusowi Ciągle po piętach Szatan dreptał ,więc to jest normalne ,kiedyś nie byłem świadomy niewidzialnego zła ,więc myślałem że to pech ,odkąd zająłem się na poważnie rozwojem duchowym ,wiem że Bóg mnie chroni przed Szatanem i Demonami ,no nieraz muszę sam ,to jak staż w pracy -Bóg jako ukochany ojciec duchowy ,nauczyciel i opiekun ,chce być pewny że sam sobie poradzisz z każdym złem  w życiu    i jak dojrzały człowiek ,nie będziesz potrzebować -Boga Ojca .

    0

  4. Moja Auto-Biografia - Praca W Rozwoju Duchowym -Samo-Doskonaleniu Duszy \ Moralnemu I Samo-dyscyplinie Etycznej \ Wewnętrznej

    Pokochać wroga
    Myślę, że każdy człowiek przynajmniej raz miał przyjemność doświadczyć osoby, która wzbudzała w nim bardzo negatywne odczucia i emocje. Powiem więcej- jeśli nigdy nie trafiłeś na kogoś, kto deptał ci po piętach- z całą pewnością należysz do bardzo nielicznej grupy ludzi, których potocznie można by nazwać szczęściarzami.

    Nie nazwaliby Cie tak jednak Ci, którzy są na ścieżce rozwoju osobistego. Według nich byłbyś raczej człowiekiem pełnym akceptacji, zrozumienia i wewnętrznej harmonii.

    Dobrowolna praca w celu dostrzeżenia kierujących naszym życiem zależności oraz ich zrozumienia- nie jest zjawiskiem często spotykanym wśród ludzi (choć trend jest zdecydowanie wzrastający). Proces ten wymaga od nas zaangażowania i chęci zrozumienia samego siebie oraz otaczającego świata i taka wewnętrzna potrzeba po prostu albo w nas istnieje, albo jej nie ma.

    Jeśli jednak pewnego dnia nagle zacznie się w nas tlić iskierka zawierająca w sobie głębokie pragnienie poznania siebie, nie ma już od tego odwrotu. Jest to moment, w którym dobrowolnie poddajemy się procesowi autoanalizy i obserwacji, chłoniemy wiedzę z przeróżnych dostępnych źródeł typu kursy, książki czy tez nauczyciele (którzy zgodnie ze słynnym powiedzeniem Gautama Buddha ‘kiedy uczeń jest gotowy,nauczyciel się pojawi’ znajdują nas właśnie wtedy, gdy ich potrzebujemy).

    Po pewnym czasie zaczynamy mieć dostęp do naszej intuicji, do wiedzy własnej, niezapożyczonej, która zawsze była i jest częścią naszej duszy.

    W moim przypadku proces zwiększania świadomości trwał dobrych kilka lat zanim zrozumiałam, ze osoba której nikt nigdy nie zdaje się wchodzić w drogę jest po prostu osoba wewnętrznie zbalansowana. Od bardzo dawna istniało we mnie silne pragnienie, by poznać i zrozumieć siebie, dlatego tez proces ten był u mnie czymś całkowicie naturalnym, był pójściem za głosem mojego serca i sprawiał mi wielka przyjemność. Nie każdy jednak jest pasjonata analizy ludzkich zachowań i wielu z nas wcale nie ma najmniejszej ochoty by poświęcać czas na zagłębianie się w tajniki ludzkiej natury. Podobnie ja nie wykazałabym z pewnością wielkiego entuzjazmu czy tez nawet zainteresowania na myśl o projekcie, który nie jest dla mnie w ogóle interesujący. Uważam jednak, iż dla ułatwienia sobie życia- warto choć bardzo pobieżnie, zapoznać się z kilkoma głównymi zależnościami, które sterują naszymi zachowaniami oraz jednocześnie przyciągają do naszego życia określone sytuacje, osoby i doświadczenia.

    Dlaczego wiec pojawiają się w naszym życiu osoby, które drażnią nas swoim zachowaniem?

    Dlaczego w skrajnych przypadkach naszej niechęci do danego człowieka, pojawiają się w nas tak silne emocje jak nienawiść?

    Myślę, ze każdy z nas bardzo szybko podałby cala listę powodów, dla których czuje niechęć do jakiejś konkretnej osoby lub tez nawet uważa ja za wroga.

    Lista mogłaby zawierać nielubiane przez nas cechy charakteru naszego nieprzyjaciela jak i sytuacje, w których zostaliśmy w jakiś sposób zranieni przez jego postępowanie. Najprawdopodobniej skupilibyśmy się na drugiej osobie, czyli na zewnętrznym czynnikach, które spowodowały nasze negatywne nastawienie.

    Z reguły bowiem jest w nas tendencja do koncentrowania swojej uwagi na wszystkim tym, co jest poza nami (czyli na naszych życiowych okolicznościach)- raczej niż na tym, co jest w wewnątrz nas.

    Ja bardzo często spotykałem osoby, które wywoływały u mnie złość- delikatnie to ujmując 😉

    Dodatkowo ta negatywna emocja stawała się we mnie jeszcze silniejsza poprzez fakt, iż za żadne skarby nie chciałam dać po sobie znać mojego aktualnego stanu emocjonalnego. W środku wszystko mogłoby się we mnie dosłownie gotować, natomiast na zewnątrz widniał przytwierdzony na stale do mojej twarzy wielki uśmiech o kształcie rogala. W rezultacie wieczorami nie bardzo wiedziałam jak w poszukiwaniu ulgi mogę jeszcze wykręcić twarz , która była całkowicie zesztywniała od mojego nieustającego księżycowego uśmiechu.

    Winnych za moje złe samopoczucie oczywiście poszukiwałem w swoim otoczeniu. Jeżeli kogoś nie lubiłem, jeśli ktoś mnie denerwował czy tez wyrządził mi jakaś krzywdę- to jego obwiniałem za dany obrót spraw. Przecież to on był wszystkiemu winny, jest to chyba oczywiste prawda????

    Ten ktoś- na przykład, odzywał się do mnie w sposób niegrzeczny lub nawet chamski. Albo przypuśćmy, ze mnie okłamał, oszukiwał a możne uważał mnie za taki i owaki….potencjalne powody wymieniać można by godzinami.

    W rezultacie czujemy się całkowicie usprawiedliwieni, bo znamy logiczna, namacalna przyczynę swoich negatywnych emocji. Mało tego- często mamy poczucie bycia ofiara sytuacji a nasza niechęć do wroga wciąż narasta.

    Kim jest nasz wróg?

    Otóż, jeśli choć na chwile zechcemy dokładniej przyjrzeć się samemu sobie, naszym reakcjom i odczuciom, które wzbudza w nas i potęguje zachowanie drugiej osoby- możemy odkryć coś niezwykle interesującego a zarazem zaskakującego o samym sobie….

    Większość z nas nie zdaje sobie bowiem sprawy jak wielka szansa na odkrycie prawdy o własnej osobie kryją nasze interakcje z ludźmi. Kontakty z innymi osobami wyzwalają w nas pozytywne bądź tez negatywne odczucia. Oczywiście, wolelibyśmy doświadczać tylko tych należących do pierwszej kategorii, gdyż wówczas nie wchodzimy w żadnego rodzaju konflikty z otoczeniem.

    Warto jednak zauważyć, ze kiedy ludzie są dla nas mili, przyjaźni i kochający- tak łatwo się nam z nimi współżyje, ze brakuje w nas pewnego rodzaju bodźca do odkrywania i uleczania stłumionych, ciemnych części naszego ja, części których często nie jesteśmy świadomi.

    W rzeczywistości, ci którzy wywołują w nas najgorsze, najpotężniejsze emocje i reakcje- są naszymi najlepszymi NAUCZYCIELAMI.

    Kiedy trafiają na nasze czule punkty- nasze reakcje są często dość intensywne. Reakcje te mogą być również zaobserwowane w naszym fizycznym ciele jako poczucie niepokoju w okolicach splotu słonecznego, górnej części klatki piersiowej czy tez głowy. Nasz oddech może stać się szybszy i krótszy, temperatura naszego ciała wyraźnie wzrasta a serce zaczyna bić szybciej.

    Możemy odczuwać przypływ smutku, gniewu, żalu czy tez poczuć się zranieni. Możemy poczuć się odrzuceni, zawstydzeni, zazdrośni, winni, wystraszeni lub tez zauważyć u siebie szereg innych możliwych niekomfortowych emocji. Ktoś coś powiedział lub tez coś zrobił, co wyzwala w nas stare przekonanie czy tez uaktywnia pamięć- tym samym wywołując w nas coś, co ciągle w nas drzemało czekając na taki właśnie moment pobudzenia.

    Zasadnicza kwestia jest zrozumienie jednak, iż NIKT NIE MOŻE WYWOŁAĆ/WZBUDZIĆ W NAS NICZEGO CZEGO NIE TŁUMIMY/SKRYWAMY SAMI W SOBIE.

    Jeśli otworzymy się na tyle, by choć rozważyć możliwość prawdziwości powyższego stwierdzenia- możemy dojść do wniosku, iż w rzeczywistości- ludzie, którzy budzą w nas negatywne emocje są naszą wielką szansą na wewnętrzne uzdrowienie.

    Pokazując to na konkretnym przykładzie- załóżmy, na przykład, ze ktoś czuje się wiecznie poniżany i krytykowany przez współpracownika, szefa czy tez jakaś inna obecną w jego życiu osobę. Za każdym razem, gdy wchodzi w interakcje z ta osobą, odczuwa do niej niechęć i stara się jak najszybciej zakończyć rozmowę. Pojawia się wówczas u niego poczucie bycia gorszym, zawstydzenie, poczucie bycia ofiarą, złość czy też jakaś inna nieprzyjemna emocja.

    Zakorzenione w nas, od dziecka wyuczone automatyczne zachowanie skłania do obwiniania wspomnianego powyżej współpracownika/szefa za wywołane u nas reakcje.

    W rzeczywistości jednak, jeśli zaryzykujemy i zechcemy bliżej przyglądnąć się samemu sobie- dostrzeżemy, iż emocje wywołane w trakcie kontaktu z tą osobą- są obecne ponieważ to my sami odczuwamy w stosunku do siebie pewnego rodzaju niechęć, brakuje nam poczucia własnej wartości czy tez samoakceptacji. Gdybyśmy nie mieli tego typu przekonań na swój temat (a mogą być one tak głęboko ukryte w naszej podświadomości, ze w ogóle nie zdajemy sobie z nich sprawy)- wówczas zachowanie tej osoby nie wzbudziłoby w nas żadnych emocji, byłoby całkowicie neutralne.

    Ponadto, ponieważ w naszym polu energetycznym nieustannie przenosimy tłumione w nas emocje- będziemy stale nieświadomie przyciągać do siebie ludzi i sytuacje, które pobudzają w nas te skryte, negatywne aspekty naszego ja. Dostrzegając większy obraz tego co się ‘nam przytrafia’ – wszystko to jest bardzo pozytywne i dzieje się po to, by pomoc nam wyzwolić się spod ciężaru tego negatywnego, utrudniającego nam życie ładunku.

    Tak wiec, nasi wrogowie na głębszych płaszczyznach egzystencji, są tak naprawdę naszymi sprzymierzeńcami. Są to osoby, dusze- które pomagają nam uwolnić się od wszelkich ograniczających zachowań, ciężkich emocji i reakcji. Nie są one oczywiście świadome tych wyższych, ukrytych celów swojego postępowania. My jednak, gdy już zrozumiemy ten niezwykle intrygujący proces będący nieodłączną częścią naszego życia- możemy podchodzić z większym dystansem do tych, którzy ciągle działają nam na nerwy. Być może nawet może ich z wdzięczności pokochać….1f642.png:)

    Mam nadzieje, ze temat mojego pierwszego artykułu, wydal Ci eis ciekawy i zainspirował do przemyśleń.

    Jeśli masz jakieś pytania czy tez wątpliwości związane z powyższym zagadnieniem- pisz proszę śmiało, a ja odpowiem z wielka przyjemnością 🙂

    Jeżeli zainteresowała Cie tematyka ukrytych aspektów naszego Ja i Chciałbyś/Chciałabyś dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat (a możne nawet podjąć samodzielnego ich odkrywania)- polecam Ci ta niezwykła książkę napisana przez niesamowitą kobietę- Debbie Ford. Debbie poświeciła większość swojego życia tematyce związanej z rozwojem osobistym oraz transformacja. Jest ona autorka kilku bestsellerów, a także międzynarodowym ekspertem z zakresu potencjału ludzkiego. Jej książka znajdująca się pod poniższym linkiem jest naprawdę warta polecenia.

    Efekt cienia. Podwójna natura źródłem Twojej siły

    Obraz może zawieraÄ: tekst W jednej z najbardziej znanych scen w „Gwiezdnych wojnach” nauczyciel Luke'a Skywalkera ostrzega swojego młodego adepta przed przejściem na ciemną stronę mocy. Mrok, który został przedstawiony w tym filmie istnieje także w naszym życiu. I, zupełnie jak w filmie, daje on nieskończone możliwości osobom, które z niego korzystają. Jedyna różnica polega na tym, że w prawdziwym życiu nie ma on nic wspólnego ze złem!

    Autorka była na skraju upadku – zarówno finansowego jak i moralnego. Zdała sobie jednak wtedy sprawę z istnienia swojego cienia i go zaakceptowała. Z osoby balansującej na krawędzi przemieniła się w jednego z największych nauczycieli duchowych, bestsellerową autorkę New York Timesa i bliską współpracowniczkę Deepaka Chopry. Dziś daje każdemu z nas możliwość dokonania podobnej metamorfozy we własnym życiu.

    W tej książce znajdziesz definicję cienia oraz zaskakujące rezultaty przeprowadzonych nad nim badań. Poznasz również niezawodne ćwiczenia do pracy nad tym, co w Tobie mroczne bądź negatywne. Przeszłość ukształtowała tkwiący w Tobie mrok. Zamiast się go wypierać, lepiej go wykorzystać do własnych celów. Niejednokrotnie najgorsze cechy można bowiem przekuć w najcenniejsze cnoty. Autorka opisała liczne historie osób, którym się to udało. Ty też możesz do nich dołączyć!

    0

  5. 10 godzin temu, Misiek1205 napisał:

    Ze jestem Chrystusem :D, szczerze to jestem podobny do Jezusa z obrazow katolickich, bardzo podobna broda, twarz, nieraz sie spotkalem nawet od znajomego bylego ksiedza ze mam taki Jezusowy wyglad. Wiesz od pierwszych lat zycia mialem wrazenie ze jestem w jakis sposob wyjatkowy, ale nie potrafilem ustalic dlaczego, tak sie sklada ze widze wiecej niz inni ludzie, tzn. potrafie przewidywac do czego dana sytuacja moze prowadzic(tzn. taki wrodzony psycholog ze mnie itd.) Co do demona szatana, ze sie zmagam z nimi, tez cos w tym jest, , mozna powiedziec ze przez ten zapach ujawniam w ludziach oblude i ich zepsute charaktery, chodzi o to ze, teraz jak sie dowiedzialem ze mam ten problem z zapachem od wczesnego dziecinstwa, to jest bardzo niewygodne dla rodziny i wszystkich znajomych, dlatego ze przez cale zycie pewnie sie ze mnie nasmiewali moze nie wprost, ale za plceami wiesz zarciki typu. pewnie sie zesral itd. wprost w sumie tez co niektorzy sie ze mnie nabijali, bazujac na tym ze ja nic nie czuje, nie wiem o co chodz(tak jak by smiac sie z niewidomego ze czegos nie widzi), a teraz jak mnie widza ci co np. w dziecinstwie sie ze mnie np. nabijali, widac po ich twarzach wielkie poczucie winy. Z kolei w tej pracy o ktorej mówilem czyli Call Center, tam jak sie dowiedzialem o co tak naprawde chodzi, jak wplywam na otoczenie tym zapachem, mozna powiedziec ze przez ten zapach sortuje ludzii (ujawnialem ich oblicze) u jednych wzbudzalem pogarde do mnie samego, a u tych bardziej ludzkich litosc, zyczliwosc wspolczucie  w stosunku do mnie.

     

    Jak poszedlem do kierownika po takich exttremalnych sytuacjach gdzie inni kaslali z mojego powodu, zapytalem czy moge przychodzic na 2 zmiane gdzie jest malo ludzi i wolna sala, zaproponowalem ze moge sam byc na tej sali, zeby nie przeszkadzac innym, on odrzekl ze nigdy nic ode mnie nie czuł. Z kolei w ten dzien o ktorym pisalem ze byl najgorszy w moim zyciu, najpierw ten smiech calego autobusu, kiedy ja jako jedyny stalem reszta siedziala, wyciagnalem perfumy i prysnalem tak na pokaz nie pokazujac z zewnatrz slabosci, nie spuszczajac oczu, przed duza iloscia smiejacych sie ze mnie ludzi, co ciekawe jak to zrobilem caly autobus sie speszyl (wszyscy w akcie pokory spuscili glowy, poza jedna  dziewczyna ktora byla chyba zafascynowana moja odwaga), Po wyjsciu z autobusu dochodzac do pracy, pare metrow przed dojscem do grupki znajomych zaczeli sie smiac ze mnie, ja wiedzialem dlaczego, wiec zapytalem wprost czy czuja cos odemnie, przyprawiajac to zartem ze mam oddech smoka, oni zatykali nosy smiejac sie panicznie odpowiedzieli ze nic nie czuja, uczucie bycia idiota z tego powodowalo jeszcze wiekszy dyskomfort w brzuchu i chyba wiekszy zapach, wysmiali mnie, w tym momencie powiedzialem sobie ze wcale mi ich nie szkoda jak w calym biurze nie bedzie dalo sie oddychac, bo skoro klamia to im sie nalezy, zapach tego dnia byl tak duzy bardzo wyraznie wyczowalny nawet dla mnie, cos jak by gaz, najlepsze bylo to ze potem nic nikt nie mogl zrobic, powiedziec mi wprost, bo wczesniej wszyscy mowili ze nic nie czuja, wiec bylem ze tak powiem nietykalny. A oni wyszliby na kłamców.

     

    Miesiac przed tym jak sie zatrudnilem do tej pracy, jestem Chrzescijaninem biblijnym(tylko biblia), znam ja bardzo dobrze, pamietam jak jedyny raz w zyciu poszedlem spac pogniewany na boga, Jezusa, przebudzilem sie po 3 z bolem odbytu, poszedlem do lazienki, zeby sie odlac, stanalem nad klozetem i w tym momencie posliznalem sie na wodzie ktora byla miedzy klozetem a wanna, i wpadlem twarza do wanny w ktorej o dziwo bylo troche wody, upadlem tak dziwnie ze mialem twarz zanurzona w wodzie, nogami nie moglem sie podeprzec, bo sie slizgaly, a rece mialem wzdluz tułowia, wiec nie moglem sie podniesc, po paru sekundach takiego topienia wstalem. Poszedlem spac mialem sny w ktorych ktos mi mowil ze rodzina znajomi beda mieli mnie za nawiedzonego, scenki w ktorych uciekali ode mnie. Po tem jakis skorwiel albo zjawa mnie gwalcila, wiem ze nauka tlumaczy takie sny i chalucynacje jako zaburzenia snu, gdzie sny nakladaja sie na jawe itd.

     

    Jakis czas pozniej znalAazlem na Facebooku stronke ,,Na sam Szabat'' wg mnie najlepsza stronka o tematyce biblijnej, memy na tej stronce sa tak zrobione ze nawet analfabeta biblijny(typowy katolik) zrozumie przekaz i zaczalem udostepniac tresci (nawracac katolikow), zachecajace katolikow do czytania Bibli (mam tak wyrobiona gadke, ze potrafie dac taki komentarz ktory wbija w ziemie, jak teksty np Jezusa) wiele memów uderza w obłude kościola katolickiego np. zmiana 10 przykazań. Motywacja bylo to ze skoro cala okolica ma mnie za smierdziucha (dzieki temu jestem bardzo popularny bo wszyscy o mnie slyszeli, do tego dziewczyny na mnie leca bo mimo tej siary z zapache jestem pewniejszy i bardzie otwarty wygadany od 99% ludzi co sprawia ze niektore dziewczyny same do mni leca szukaja ze mna kontaktu),  wiec nie mam nic do stracenia (odstawienie na bok EGO, olanie opini innych ludzi) wykorzystalem powyższe cechy ktore przekulem na zalety zeby dorzec do jak najwiekszej ilosci ludzi, przez moje posty na FC. Czyli stałem się taka sola w oku głownie Katolików, bo tresci które udostepniam sa niepoprawne politycznie, uderzaja w oblude np. KK.

     

    Z kolei jakies 3 miesiace temu jak sie chcialem poddac, bylem totalnie zniechecony (chyba najwiekszy dol w zyciu), poszedlem do domu (w bloku) i nie moglem usnac, w pewnym momencie uslyszalem tupanie w sufit, pomysłalem pewnie z powodu stanu emocjonalnego czuja mnie pietro wyzej, za oknem (3 pietro) jest park slyszalem chichot (standardowo pomyslalem ,,pewnie wale az za oknem w parku''), po czym lokator z pokoju obok przez sen strasznie zaczal kaslac, a potem na korytarzu uslyszalem taki przerazliwy demoniczny krzyk. Nastepnego dnia z rana to byl 1 Maj(mialem isc do pracy, pracowalem jako ciesla szalunkowy na jednym z Warszawskich wiezowców) , nie poszedlem do pracy tylko wsiadlem w autobus i pojechalem w rodzinne strony, myslac o tym ze chyba dzis ze soba skoncze. potem usiadlem na ławce i zaczalem watpic w to co robilem, ze ludzie sa tak zepsuci ze pewnie dla wszystkich treści ktore udostepniam na Facebooku sa bez sensowne, ze pewnie nikt tego nie czyta, wtedy przypomniala mi sie historia ze starego testamentu jak prorok (nie pamietam ktory) siedzial w jakiejs jaskini (bo nikt nie chcial go sluchac) prorok prosil boga o znak, ja potem sie modlilem zeby bog dal mi znak, jak temu prorokowi. Potem zastanawialem sie czy jechac do domu, czy moze isc do jakiegos lasu i czekac na smierc, tak sie zlozylo ze to byl dzien pracy(1 maj) wiec autobusy nie kursowaly do mojej miejscowosci, siedzialem na przystanku, myslac ze chyba pojde do tego lasu, i w tym momencie zatrabil samochod ktory pare metrow od przystanku stanal, pomyslalem, pewnie jakis znajomy przyjechal mnie uratowac przed samobojstwem, dochodze do samochodu a tam znajomy ktorego nie widzialem z 2 lata, to byla jedna z dwóch osob ktore zalajkowaly stronke ,,Na sam Szabat'' po tym jak zaczalem udostepniac memy ewangelizujace z cytatami z Bibli z tej strony. Pamietam jak przed wyjściem z samochodu powiedzial do mnie ze uratowal mi zycie, a ja automatycznie odpowiedzialem zartobliwie chyba moje nogi uratowales, skoro mnie podwiozles. Jakies 20 min pozniej przypomnialem sobie co powiedzial, i skojarzylem, czyzby bog go przyslal, zeby dac mi znak ze chce zebym zyl.

     

     

    Nie przelmuj się ,pamiętaj żaden prorok Boga nie jest mile widziany i poważnie traktowany w swoim kraju ,ja myślisz mam lekko w życiu ,ale się nie poddaję - Chrystus ,Budda ,Martin Luter King ,Dalajlama , i inni mistrzowie duchowi ,święci , mistycy ,reformatorzy religijni ,i wielu innych w historii ,oni wszyscy zmagali się z niewiedzą ,zabobonami i przesądami ludzkimi ,i jak Boży Wojownicy Przekazywali Prawdę Uniwersalną i Odwieczną ,nawet gdy  groziło to śmiercią .

    Co do zapachu  to jest to zwykły materialny zmysł , natomiast uczysz ludzkość jak dzieci ,uczy dorosły poprzez przykład  jak być bardziej dojrzałym i świadomym , że to duchowy zmysł ,nad-przyrodzony - empatia ,mam coś dla ciebie -https://pieknoumyslu.com/duchowosc-psychologia-zaleznosci/?fbclid=IwAR1bGqXgvz-zF0ePgMLBxoX0eoxll3-SnYVmtvAY7ThOyw-b5hxXmj3_z7A

    0

  6. 17 godzin temu, Misiek1205 napisał:

    Dodam ze tam gdzie mieszkam ludzie maja mnie za nawiedzonego, problem z tym zapachem uswiadomilem sobie ok 2 lata temu, mimo ze przez cale życie w sytuacjach silnie emocjonujących ludzie mowili mi ze czuc mnie z kilku, a nawet z kilkunastu metrów. To było tak niewiarygodne ze niechciałem w to wierzyc, do tego bylem nauczony od wczesnego dzieciństwa żeby odpowiadać ze nic nie czuje, bez zastanawiania sie o co chodzi. Jak 2 lata temu poszedlem do pracy w call center, tam sam zacząłem czuć ten zapach z reguły, kałowy, gnojówka, coś zdechłego itd. Wtedy miałem nasilenie objawów bo jak sie dowiedziałem o jakie zapachy chodzi, jak wpływam na otoczenie, to wywolywalo bardzo silne emocje, a w moim przypadku silne emocje w miejscach gddzie jest duzo ludzi, powoduje nasilenie objawow. Pamietam jak siedzialem w pracy, a kolezanka obo zaczela kaslac, to wywolalo tak silne emocje(ze znowu przezemnie), niepokoj itd,  ludzie na calej sali zaczeli kaslac(ok 20 osob) ciekawe bylo to ze ten kaszel, kichanie byly zsynchronizowane z moim stanem emocjonalnym, chodzi o to ze, czym bardziej sie stresowalem tym ludzie bardziej kaslali, niektorym nawet lzawily oczy, slyszalem komentzrze ze czuc czyms kiszonym (tego dni pilem sok z kiszonej kapusty, wtedy szukalem przyczyny w florze bakteryjnej) Przypomnialem sobie ze juz jako dziecko mialem sytuacje ze jak sie stresowalem w szkole, 1 komunia w kosciele, ludzie mieli katar wokol mnie, Obejrzalem kasete z komuni tam to samo. Kiedys przypadkowo ktos mi powiedzial ze jak bylem maly matka, chodzila ze mna doo ksiedza, tak sie sklada ze chyba to pamietam. Dodam ze pochodze z rodziny bardzo toksycznej, tzn. ojciec i dziadkowie, codziennie sie awanturowali. Moja teoria jest taka ze to z powodu traumy(jestem osoba wrazliwa introwertyczna), mam tez takie wspomnienie z czasow wczesno dzieciecych jak w pewnym momencie zaczela ogarniac mnie jakas czarna maź, chmora, i glos, bede z toba przez cale zycie. Z kolei jakis miesiac po tym jak sie dowiedzialem o zapachu, obudziłem sie rano z paralizem sennym na lewym boku, skierowany w kieunku oswietlonej przez slonce sciany, na ktorej zobaczylem cień postaci i uslyszalem glos  zacytuje ,,Jestes moj. Innym razem to byl najgorszy dzien w moim zyciu w tej pracy, extremalnie silny zapach najpierw w autobusie, jak caly autobus zaczal sie smiac z powodu zapachu, potem w pracy, nie bylo internetu. Pamietam jak przelozony do mnie podszedl i powiedzial ze przezemnie internet nawalil. Jako dziecko pamietam jak w pokoju w domu pojawily sie mrowki, w takiej ilosci jak by ktos wzucil cale mrowisko do domu, pamietam jak toskyczny ojciec wtedy powiedzial ze to przezemnie. Dodam ze w moim pokoju pod swiatlo widac takie rysy, mazgaje, jak by ktos cienkimi opuszkami palcow, po nich przejechal, a na scianach w niektorych miejscach mam takie zacieki jak by cos po nich zciekalo.

    Czy istnieje taka możliwość ze jako dziecko w wieku niemowlęcym, z powodu silnej nienawiści, ciągłych awantur, w domu, krzyków, jakiś byt istota, do mnie sie doczepiła?

    Wiesz opisujesz coś podobnego do mnie ,jesteś jak ja Chrystusem  , Bożym  Prorokiem ,Egzorcystą ,uzdrowicielem duchowym ,zmagającym się z niewidzialnym złem ,ludzie nie mają o tym pojęcia ,choć ich uzdrawiasz -ich karmę czy podświadome kompleksy i stłumienia te negatywne ,nawet z poprzednich wcieleń ,przejmujesz telepatycznie ,w sobie przetwarzasz [duchowa praca ,wewnętrzna ] i uzdrawiasz innych w ten sposób ,nawet na wielkie  odległości  ,metaforycznie to zmagasz się z demonami ,szatanem i złymi duchami , a dosłownie to podświadome zło ludzkie ,to bio-energoterapia ,lub mistrzostwo REI KI .

    Pozdrawiam .

    0

  7. 2 godziny temu, Misiek1205 napisał:

    Witam to mój pierwszy post, Potrzebuje rady mam taki problem, chodzi o to że cierpie na taką dolegliwośc, cos jakby zaburzenie psychosomatyczne (zaburzenie emocjonalne). W przypadku silnych emocji, moj oddech wypuszcza z jelit albo z żołądka, jakiś gaz różne nieprzyjemne zapachy, w extremalnych sytuacjach można mnie było wyczuć z kilkunastu metrów, połączone jest to z bolem brzucha. Czasami samo myslenie o tej dolegliwosci sprawia ze zapach sie natychmiastowo pojawia. Często kiedy np mysłe o tym ze z mojego powodu ludzie dostają kataru, kaszlu, to się uwydatnia. Coś jak by organizm wyrobił sobie mechanizm ze jak czuje niepokój albo inne emocje żolądek w ten sposob sie zachowuje. Schorzenie nazywa się PATM (people are Allergic to ME), przyczyn może byc wiele, ja wykluczyłem wszystkie poza, sferą psychiczna, słyszałem ze to moze byc zwiazane z czakrami i kundalini, prosił bym kogos w temacie o wypowiedz.

    Witaj ,Brzuch - jelita ,żołądek i wątroba ,to 3-cia czakra -Manipura ,psychicznie to podświadomość ,zalecenia - żółty kolor ,itp

    0

  8. Stopnie wtajemniczenia w Kursie cudów

     

    jesus-christ-in-meditation-1-238x300.jpgCzy jesteś wtajemniczonym, czyli mistykiem Kursu cudów? Stawiasz sobie pytanie, jak głęboko sięgasz w tajemnicę Wszystkiego? Czy są tu do osiągnięcia jakieś poziomy? Pytasz o to Jezusa, bo domyślasz się, że On wie? Mówi przecież, że ludzkość pogrążona we śnie, więc nie widzi Rzeczywistości. Ludzie przypuszczają, że to co widzą oczami ciała, istnieje naprawdę. Że oczy wiernie oddają rzeczywistość. A przecież Jezus mówi, że oczy widzą tylko to, co nierzeczywiste. Jak widać istnieje diametralna różnica między poglądem powszechnym, a nauką Jezusa. (foto: progressiveprophetess.blogspot.com)

     

    Czy jesteś mistykiem, i wierzysz, że istnieje ukryta przed oczami ciała tajemnicza rzeczywistość? Czy chciałbyś ją jakoś dostrzec? Tak się szczęśliwie składa, że Jezus nie tylko mówi ci o tym, ale także podaje konkretne ćwiczenia, które doprowadzą cię do posiadania takiej zdolności. Zapytam jednak jeszcze, jak sądzisz, czy tego rodzaju umiejętności są celem ćwiczeń duchowych? Jezus odpowiada na wszystkie postawione powyżej pytania.

    Oto stopnie wtajemniczenia mistyka Kursu cudów

    1. Ćwiczenie przy pomocy oczu ciała, które jest przejawem determinacji
    2. Widzenie duchowe, które jest cudem postrzegania
    3. Objawienie, które jest celem i darem Bożym
    4. Przekazanie wyjaśnień braciom w zwykły sposób
    5. Przekazanie wiedzy z umysłu do umysłu

    Od widzenia oczami ciała – do duchowego widzenia Chrystusowego

    Tak zostało wytworzone twoje tak zwane „widzenie”. Tą funkcję powierzyłeś oczom swojego ciała, ale to nie jest prawdziwe widzenie. To jest wytwarzanie wyobrażeń. Ono zajmuje miejsce widzenia, zastępując iluzjami widzenie duchowe. Prawdziwe duchowe widzenie jest nie tylko nieograniczone przez przestrzeń i odległość, ale jest ono całkowicie niezależne od oczu ciała. Jedynym jego źródłem jest umysł.

    Jeśli wybierzesz widzenie ciała, ujrzysz świat oddzielenia, niepowiązane rzeczy i zdarzenia, które w ogóle nie mają sensu. Ktoś pojawia się i znika gdy przyjdzie mu umrzeć, ktoś inny jest skazany na cierpienie i utratę. Ale gdy wybierzesz ducha, całe Niebiosa skłonią się w twą stronę, by dotknąć twych oczu i błogosławić twoje święte widzenie, żebyś już więcej nie oglądał tego świata ciał, z wyjątkiem sytuacji, gdy je uzdrawiasz, pocieszasz i błogosławisz.

    Tak jak ego chciałoby ograniczyć twoje postrzeganie swych braci tylko do ciała, tak samo Duch Święty chciałby wyzwolić w tobie widzenie duchowe i pozwolić ci ujrzeć emanujące z nich Wielkie Promienie, tak nieograniczone, że sięgają do Boga. Ta zamiana zwykłego widzenia na widzenie duchowe dokonuje się właśnie w świętej chwili. Trzeba jednak, byś dokładnie się nauczył, co taka zmiana za sobą pociąga, abyś był gotów uczynić ją trwałą zmianą. Gdy taka gotowość się u ciebie pojawi, wówczas to widzenie duchowe już cię nie opuści, gdyż ono jest trwałe. Kiedy już zaakceptujesz je jako jedyny rodzaj postrzegania, jakiego chcesz, zostanie ono przetłumaczone na wiedzę, dzięki roli, jaką Sam Bóg odgrywa w Pojednaniu, albowiem jest to jedyny krok w Pojednaniu, jaki On rozumie. Stanie się to niezwłocznie, gdy tylko będziesz na to gotowy. Bóg jest gotowy już teraz, ale ty jeszcze nie.

    Widzenie duchowe jest darem Boga. Jest ono rozdawane szybko i chętnie każdemu, kto wyraża chęć, by widzieć swego brata bezgrzesznym. Poprzez przebaczenie odnajdujesz widzenie Chrystusowe i uwalniasz się na zawsze od wszelkiego cierpienia. Widzenie Chrystusowe jest cudem, w którym są zrodzone wszystkie cuda. Jest ich źródłem, które pozostaje z każdym cudem, który dajesz, a jednak wciąż pozostaje twoim. Jest więzią poprzez którą dający i otrzymujący są już tu na ziemi zjednoczeni, tak jak są jednością w Niebie.

    Ograniczenia widzenia duchowego, które jest tylko świętym postrzeganiem

    Nawet postrzeganie Ducha Świętego, tak doskonałe, jak doskonałe może być postrzeganie, jest w Niebie bez znaczenia. Postrzeganie, pod Jego przewodnictwem, może dotrzeć wszędzie, ponieważ widzenie Chrystusowe spogląda na wszystko w świetle. Jednak żadne postrzeganie, jak by nie było święte, nie będzie trwać wiecznie.

    Prawdziwe widzenie duchowe jest naturalnym postrzeganiem będącym właściwością wzroku duchowego, ale wciąż jest ono raczej korekcją, niż faktem. Widzenie duchowe jest symboliczne, a zatem nie jest środkiem uzyskiwania wiedzy. Jest ono jednak środkiem służącym właściwemu postrzeganiu, sprowadzającym je do odpowiedniej dziedziny cudu. „Widzenie Boże” byłoby więc raczej cudem niż objawieniem. Sam fakt, że jest wymagane postrzeganie, całkowicie usuwa to doświadczenie z dziedziny wiedzy. Właśnie dlatego wszelkie duchowe wizje, chociażby nawet święte, są nietrwałe.

    Od widzenia duchowego do objawienia – poznania bezpośredniego, czyli do wiedzy

    Cuda są jedynie środkiem, a objawienie celem. Gdyż kiedy powracasz do swej pierwotnej formy komunikowania się z Bogiem poprzez bezpośrednie objawienie, potrzeba cudów zanika. Cud jest narzędziem kontrolowania czasu do twojej natychmiastowej dyspozycji. Jednak tylko objawieniepoza to wykracza, nie mając w ogóle nic wspólnego z czasem. Jeśli cudajednoczą cię bezpośrednio z twoim bratem, to objawienie jednoczy cię bezpośrednio z Bogiem.

    Objawienie ma bardzo osobisty charakter i nie da się go sensownie wytłumaczyć. Właśnie dlatego jakakolwiek próba opisania go przy użyciu słów jest niemożliwa. Objawienie wywołuje jedynie przeżycia i doznania. Cuda natomiast powodują określone działania. Są one teraz bardziej użyteczne ze względu na swą interpersonalną naturę. W tej fazie nauki działanie cudów jest ważne, ponieważ wolności od lęku nie można na tobie wymusić. Objawienie jest dosłownie niewymowne, ponieważ jest to doświadczenie nie dającej się wyrazić słowami miłości.

    Duch Święty pośredniczy w przekazie informacji z poziomu wyższego na niższy, utrzymując bezpośredni kanał komunikacyjny od Boga do ciebie, otwarty na objawienie. Objawienie nie jest dwustronne. Przepływa ono od Boga ku tobie, ale nie od ciebie ku Bogu.

    Masz pracę do wykonania

    Nie ma potrzeby dalszego wyjaśniania tego, czego nikt na tym świecie nie może zrozumieć. Gdy nadejdzie objawienie twej jedności, zostanie wówczas poznane i w pełni zrozumiane. Teraz mamy pracę do wykonania, gdyż ci, którzy pozostają w czasie, mogą rozmawiać o rzeczach poza czasem i usłyszeć wyjaśnienie, że to, co ma nadejść, jest już przeszłością. Jednak jaki sens mogą mieć te słowa dla tych, którzy wciąż liczą godziny i według nich wstają, pracują i idą spać? Wystarczy więc, żeby twą pracą do wykonania było odegranie swojej roli. Zakończenie musi pozostawać dla ciebie niejasne, dopóki nie wypełnisz tej roli. To nie ma znaczenia. Albowiem twoja rola jest tym, od czego zależy cała reszta. Gdy podejmujesz się wyznaczonej ci roli, zbawienie przybliża się trochę do każdego niepewnego serca, które jeszcze nie bije w zgodnym rytmie z Bogiem.

    Bóg zachował dla ciebie twoje Królestwo, lecz nie może On współdzielić z tobą Swej radości, dopóki nie poznasz jej swoim całym umysłem. Objawienie nie wystarcza, ponieważ jest ono tylko przekazem od Boga. Bóg nie potrzebuje, by objawienie zostało Mu zwrócone, co oczywiście byłoby niemożliwe, lecz chce On niewątpliwie, by zanieść je innym. Samego objawienia nie można przekazać; jego treści nie da się wyrazić, ponieważ jest ono czymś bardzo osobistym dla umysłu, który je otrzymał. Może ono jednak zostać zwrócone przez ten umysł innym umysłom, poprzez nastawienie i poglądy, jakie przynosi wiedza pochodząca z tego objawienia.

    http://kurs-cudow.pl/stopnie-wtajemniczenia-w-kursie-cudow

    0

  9. Jeśli źle sypiasz, będziesz miał kłopoty z pamięcią i koncentracją. Bezsenność sprawia też, że zaciera się granica między jawą a snem. A śpimy coraz mniej. Jeszcze kilkanaście lat temu niewyspany chodził co trzeci dorosły Polak, dziś już co drugi. Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Snu.

    Już jedna nieprzespana noc nie dość, że utrudnia zapamiętywanie, to może także fałszować wspomnienia. Sprawić, że zaczniemy opowiadać historie, w których rzekomo uczestniczyliśmy, a które nigdy się nie wydarzyły – ostrzega dr Kimberly Fenn z Michigan State University .

    Uczona dowiodła tego w eksperymencie z udziałem 104 studentów. Połowie ochotników pokazała wieczorem zdjęcia z symulowanego włamania, a potem dała im do przeczytania artykuł, który zawierał informacje sprzeczne z tym, co badani widzieli wcześniej na fotografiach. Na przykład w tekście napisano, że złodziej włożył portfel do kieszeni w spodniach. Na zdjęciu zaś wyraźnie było widać, że chowa go do kieszeni kurtki. Po tej lekturze część studentów miała czuwać przez całą noc, część poszła spać, ale nie na dłużej niż pięć godzin, co było dla nich zdecydowanie za mało, a część mogła się wyspać do woli.

    Okazało się, że studenci, którzy po bezsennej lub źle przespanej nocy oglądali zdjęcia i czytali tekst, zapamiętali niewiele szczegółów włamania. Na dodatek mylili fakty i dodawali informacje, których nie było ani na fotografiach, ani w artykule. Takich problemów nie mieli wypoczęci uczestnicy badania.

    – Wykazaliśmy, że kłopoty z pamięcią i odróżnieniem fikcji od prawdy pojawiają już wtedy, gdy śpimy zbyt krótko, a nie dopiero, gdy zarwiemy całą noc – komentowała dr Fenn.

    „Wyśpij się porządnie! Zobacz ofertę wygodnych łóżek!”

    Już sto lat temu naukowcy przekonywali, że sen jest niezwykle ważny dla pamięci. Gdy leżymy pogrążeni we śnie, z wyłączoną niemal całkowicie świadomością, głusi i ślepi na bodźce otaczającego nas świata, mózg ma wreszcie spokój i może intensywnie popracować. Przywraca wtedy połączenia między komórkami nerwowymi. Dzięki temu może porządkować nowe wiadomości i integrować je ze starymi wspomnieniami. W dzień jesteśmy nieustannie bombardowani informacjami, więc po prostu nie ma na to czasu.

    Wydawało się, że sen, nawet jeśli jest krótki, wystarczy, by przyswoić sobie i uporządkować wszystkie zdobyte w ciągu dnia informacje. Tak dobrze jednak nie jest. Mózg potrzebuje na to czasu. Ile?

    – To zależy, ale większość dorosłych potrzebuje nieco ponad siedem godzin snu na dobę – mówi dr Michał Skalski z Katedry i Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

    dr Michał Skalski„Większość dorosłych potrzebuje nieco ponad siedem godzin snu na dobę".
    Tymczasem wiele osób uważa, że jest to czas stracony, i śpi coraz krócej. Jeszcze kilkanaście lat temu niewyspany chodził co trzeci dorosły Polak, dziś już co drugi – wynika z badania TNS Polska. Aż 55 procent z nas śpi w tygodniu pracy krócej niż siedem godzin na dobę, a co czwarty Polak – krócej niż sześć godzin na dobę. Podobnie jest we wszystkich krajach Zachodu.

    To złe wiadomości, skoro już jedna nieprzespana noc poważnie zaburza pamięć. Ale nie tylko. – Niewyspani nie jesteśmy w stanie podejmować racjonalnych decyzji. Mózg nie zwraca bowiem wówczas uwagi na potencjalne zagrożenia – ostrzegają naukowcy z amerykańskiego Duke University. Dowiedli, że osoby niewyspane mają większą potrzebę zdobycia nagrody i nie są w stanie przewidzieć zagrożeń ani konsekwencji ryzykownego postępowania.

    Przy użyciu funkcjonalnego rezonansu magnetycznego uczeni wykazali także, jak pracuje mózg osoby wyspanej i takiej, która zarwała jedną noc. Różnice były zaskakujące, mimo że w eksperymencie wzięli udział młodzi (średnia wieku wynosiła 22 lata) i zdrowi ochotnicy. Wydawało się, że młody organizm nie odczuwa skutków jednej nieprzespanej nocy.

    Uczestnicy badania mieli podejmować decyzje finansowe najpierw po normalnie przespanej nocy, a potem po zarwanej. Kiedy byli niewyspani, podczas gier losowych wybierali opcje, które dawały większą szansę wygranej. Nie zwracali przy tym uwagi na ryzyko związane z wyborem. Ich zachowanie doskonale było widać na obrazie z rezonansu magnetycznego. Po zaledwie jednej nieprzespanej nocy wyjątkowo aktywne były te regiony mózgu, które odpowiadają za emocjonalną ocenę sytuacji. Mniejszą aktywność zanotowano zaś w rejonach warunkujących racjonalny osąd skutków postępowania.

    Skoro wiadomo, że już jedna nieprzespana dobrze noc zaburza pamięć, to co się dzieje, gdy nie dosypiamy przez wiele dni? – Zależność jest prosta: im większy deficyt snu, więcej nieprzespanych nocy, tym większe kłopoty – mówi dr Skalski.

    Po 30 godzinach bez snu nie dość, że szwankuje pamięć i trudniej jest podjąć rozsądne decyzje, to w dodatku czas reakcji jest dłuższy niż na początku eksperymentu – wykazali kilka lat temu naukowcy z Katedry i Zakładu Higieny i Epidemiologii Collegium Medicum w Bydgoszczy UMK w Toruniu.

    Zdaniem dr. Skalskiego człowiek może wytrzymać bez snu jedną, co najwyżej dwie doby. Po trzeciej nieprzespanej nocy nie jest już w stanie właściwie wykonać powierzonych mu zadań. Ma bowiem omamy i halucynacje. Potwierdziły to badania, w których żołnierzom nie pozwalano zasnąć i zmuszano do ciągłego maszerowania. Okazało się, że niektórzy z nich po dwóch bezsennych dniach rozmawiali z kolegami, których wcale obok nie było.

    Halucynacje miał też 28-letni docent z uniwersytetu stanu Iowa, który w roku 1896 wziął udział w pierwszym na świecie badaniu nad skutkami długotrwałej bezsenności. „Już drugiej nocy mężczyzna miał iluzje, skarżył się, że podłoga pokryta jest kleistą substancją lub że nie może chodzić, gdyż wznieca tumany okruchów. Jeszcze później zdawało mu się, że w powietrzu unoszą się kolorowe płatki” – pisze w „Tajemnicach snu” prof. Alexander Borbély, który przez wiele lat kierował pracownią klinicznych i doświadczalnych badań nad snem na uniwersytecie w Zurychu. Po 90 godzinach w obawie o zdrowie mężczyzny eksperyment przerwano.

    Podobne problemy miał Randy Gardner, 17-latek z Kalifornii, który w roku 1964 postanowił pobić rekord świata w niespaniu. Już drugiego dnia eksperymentu nie potrafił się skupić i odczuwał zmęczenie. Trzeciego dnia stał się nieprzyjemny, wręcz agresywny wobec przyjaciół, którzy wspierali go podczas bicia rekordu. Zaczął też niewyraźnie mówić. „Czwartego dnia stał się drażliwy i nieufny, zdradzał poważne zaburzenia pamięci i przeżywał sny na jawie” – pisze prof. Borbély. Wydawało mu się, że jest potężnie zbudowanym czarnoskórym futbolistą, co było o tyle zaskakujące, że Randy był biały i dość drobnej postury.

    Zachowanie nastolatka z Kalifornii niczym nie różniło się od reakcji innych osób pozbawionych snu. Po dwóch dniach czuwania ochotnicy mieli tak poważne kłopoty z koncentracją, że zasypiali, jeśli rozwiązanie testu wymagało czasu i skupienia, a zbudzeni przez prowadzącego doświadczenie upierali się, żenie spali.

    Jedno z takich zadań polegało na tym, że uczeni przez 10 minut co sekunda wyświetlali na ekranie jedną literę alfabetu. Badany miał nacisnąć przycisk, gdy ukazywała się litera X, która stanowiła 52 procent prezentowanych znaków. Po trzech dniach bezsenności uczestnicy eksperymentu albo w ogóle nie reagowali na tę literę, albo naciskali klawisz, gdy pojawiała się inna.

    Trzeciego dnia wszyscy mieli też zły humor, byli rozdrażnieni, otępiali, nie śmieszyły ich żarty, a w razie nieporozumień zachowywali się grubiańsko. „Jeszcze spełniali polecenia kierownika badań, ale nie umieli działać samodzielnie. Częste są w tym okresie wahania nastroju. Drażliwość i chandra przechodzą nagle w podekscytowanie i nadgorliwość – dodaje prof. Borbély. – Częste są także iluzje, na przykład wzrokowe, to znaczy fałszywe spostrzeżenia dotyczące rzeczywistych przedmiotów. Granica między snem a czuwaniem jest płynna. Powierzchnie falują, podłogę oblepia pajęczyna, jakieś postacie nie wiadomo skąd się wynurzają i znikają. Zdarzają się też iluzje słuchowe – w szumie cieknącej z kranu wody przemawiają nieznane im głosy”. Wielu ma również tak zwany objaw kapelusza. Na głowie czują ucisk w kształcie obręczy, jak gdyby nosili kapelusz.

    Nie jest wykluczone, że już wtedy niedobór snu zaczyna niszczyć komórki nerwowe w mózgu. Prof. Sigrid Veasey z University of Pennsylvania School of Medicine wykazała, że myszy z deficytem snu takim samym jak ludzie po trzech źle przespanych nocach straciły nawet 25 procent komórek w rejonie pnia mózgu zwanym tworem siatkowatym. Obszar ten jest odpowiedzialny między innymi za czuwanie, przytomność i sen.

    Jeśli zaś bezsenność trwa dłużej niż cztery dni, ludzie zaczynają mieć urojenia. Stają się nieufni i podejrzewają, że za ich plecami dzieją się dziwne rzeczy. Jeden z badanych uważał, że dosypuje mu się czegoś do kawy, inny był przekonany, że jacyś nieznani sprawcy próbują go zabić. Prosił więc żonę, by jak najszybciej zawiadomiła policję.

    „Zdarza się też głęboka depersonalizacja. Badany nie jest pewien własnej tożsamości, a zwykłe otoczenie wydaje mu się obce” – pisze prof. Borbély.

    Randy wytrwał bez snu 264 godziny i 12 minut (11 dób). W ostatnim dniu eksperymentu zapewniał, że czuje się dobrze i jest zadowolony z udziału w badaniu, wypowiadał się logicznie i zachowywał normalnie. Kiedy jednak został poproszony o wykonanie prostego obliczenia – miał od stu odejmować kolejne siódemki, zatrzymał się nagle przy liczbie 65. Zapytany, dlaczego przestał liczyć, przyznał, że nie pamięta, co miał zrobić.

    Nie wiadomo, czy rekord Randy’ego to kres ludzkich możliwości. Więcej takich eksperymentów ze względów etycznych nie przeprowadzano.

    W badaniach na zwierzętach dowiedziono jedynie, że brak snu może zabić, i to szybciej niż brak jedzenia. W roku 1989 Allan Rechtschaffen z University of Chicago wykazał, że po około trzech tygodniach szczury pozbawione snu umierały. Przyczyną było wyniszczenie organizmu spowodowane długotrwałym stresem, jaki odczuwały w bezsenne dni i noce. Gryzonie miały podwyższoną temperaturę, były wychudzone i nadmiernie pobudzone.

    Kilka lat później naukowcy z Uniwersytetu Wisconsin odkryli, że w czasie bezsennych nocy mózg zwierząt próbuje się chronić. Niektóre jego partie przechodzą w tryb snu. Im dłużej gryzoniom nie pozwalano zasnąć, tym więcej komórek mózgowych przysypiało na krótki czas.

    Podobny mechanizm obronny zachodzi zapewne także u ludzi – przekonują na łamach „Scientific American” wybitni badacze snu Giulio Tononi i Chiara Cirelli, profesorowie psychiatrii z University of Wisconsin-Madison.

    „Jeśli długo nie śpimy, część komórek nerwowych niepostrzeżenie ucina sobie drzemkę. Dzięki temu mózg może dokonać napraw w połączeniach między nimi i uporządkować zgromadzoną w ostatnim czasie wiedzę. Trzeba tylko zadać sobie pytanie, ile przypadków błędnego osądu, głupich pomyłek i podłego nastroju wynika z lokalnego snu mózgu przemęczonych ludzi, którzy wierzą, że są w pełni zbudzeni i całkowicie się kontrolują” – piszą Giulio Tononi i Chiara Cirelli. Uczeni przekonują, że wyspać się na zapas nie można. Tak jak nie da się zawczasu najeść i napić.

    https://www.newsweek.pl/wiedza/nauka/jak-brak-snu-niszczy-nasz-mozg-nawet-nie-zdawaliscie-sobie-z-tego-sprawy/c550m5l?fbclid=IwAR2XzhUiOd1YrdzDQc06KE98mqKG6lWJpQd7PlDfWnqKapCaOi05mwrQuCk

    0

  10. 7 darów Ducha Świętego

     

         Najwyższy czas, aby podsumować ten etap wspólnej drogi i spojrzeć na całość przypomnianej wiedzy o znaczeniu darów Ducha Świętego:

         Dar bojaźni Bożej - uświadamia wielkość i miłość Boga. Buduje postawę zawierzenia, dziękczynienia i uwielbienia. Kształtuje duchowość dziecięctwa Bożego, aby wytrwać w modlitwie.

         Dar pobożności - pozwala dostrzec w Bogu Ojca. Pobudza do odpowiedzi na Jego miłość konkretnymi aktami kultu i czynami chrześcijańskiego miłosierdzia. Nie pozwala na stawianie spraw doczesnych ponad ani na równi z Bożą chwałą. Nieustannie odnawia więź z Jezusem, sprawiając, że posłuszeństwo Jego nauce wynika z zaufania, a nie z nakazu.

         Dar rady - w konkretnych sytuacjach pomaga podjąć bez wątpliwości i błędu subiektywizmu właściwą decyzję. Podpowiada najlepszy sposób postępowania. Uzgadnia ludzkie plany z tym, czego Bóg oczekuje.

         Dar męstwa - udziela wytrwałości i odwagi potrzebnych do życia zgodnego z wolą Bożą. Dodaje sił w trudnościach. Mimo przeciwności umożliwia publiczne wyznanie i obronę wiary. Dzięki niemu możliwa jest ewangelizacja, wytrwanie w powołaniu i otrzymanej misji do końca życia.

         Dar rozumu - ułatwia zrozumienie Pisma Świętego i nauczania Kościoła. Pozwala dostrzec sens Bożych przykazań i wymagań społeczno-moralnych. Cele i wartości, które pozwala pojąć dar rozumu, dzięki darowi umiejętności stają się przedmiotem pragnień. Ale zaczynamy je naprawdę miłować dopiero dzięki mądrości.

         Dar umiejętności (wiedzy) - z jednej strony ukazuje, piękno i logikę, a z drugiej niedoskonałość i ogranicze-* nia stworzeń oraz względność dóbr materialnych. Kieruje ludzkie tęsknoty ku Bożej doskonałości. Tłumaczy zamysły Bożej Opatrzności obecnej w różnych wydarzeniach.

         Dar mądrości - prowadzi do głębszego poznania Chrystusa. Jednoczy myśli i działania z wolą Bożą. Dzięki niemu możliwe jest miłowanie tego, co Bóg kocha. Człowiek wtedy "znajduje upodobanie w tym, co Boskie." Dar ten pozwala zaakceptować świat, a zwłaszcza miłować bliźnich ze względu na Boga oraz ich ostateczny cel (zbawienie).

         W tym kontekście ciekawe jest przedstawienie Maryi, Matki Bożej jako modelu współpracy z darami Ducha Świętego: "Maryja jest Matką najczystszą (dar bojaźni i cnota umiarkowania), Matką dobrej rady i Panną roztropną (dar rady i cnota roztropności), Panną wierną (dar rozumu i cnota wiary), Wieżą Dawidową (dar i cnota męstwa), Zwierciadłem sprawiedliwości (dar pobożności i cnota sprawiedliwości), Stolicą mądrości (dar mądrości i cnota miłości), Bramą niebieską (dar umiejętności i cnota nadziei)" (L. Lecuru). 
     

    0

  11. Jak prowadzić efektywne burze mózgów?

    Kiedy twój zespół dostaje zlecenie na przygotowanie pomysłów rozwiązania problemu, naturalną reakcją wydaje się zrobienie burzy mózgów. Ale czy to podejście faktycznie się sprawdza?

    Choć terminu „burza mózgów” używa się obecnie na określenie czynności generowania pomysłów przez grupę, pierwotnie stanowił on nazwę konkretnej techniki zaproponowanej w latach 50. ubiegłego wieku przez Aleksa Osborna, dyrektora z branży reklamowej. Osborn skodyfikował podstawowe zasady, z których korzysta dziś wiele osób podczas wspólnych sesji generowania pomysłów: zaproponuj ich jak najwięcej; nie przejmuj się, jeśli są zbyt szalone; rozwijaj zgłoszone propozycje; na początku powstrzymaj się z krytyką.

    Zasady te wydają się tak jasne i oczywiste, że trudno sobie wyobrazić, żeby nie były skuteczne. Niemniej dekady badań pokazują, że grupy korzystające z zasad opracowanych przez Osborna wymyślają mniej pomysłów (również tych dobrych) niż osoby, które zabrały się do tego zadania samodzielnie.

    Jest kilka powodów tej – jak to nazywają naukowcy – utraty produktywności. Przede wszystkim, kiedy ludzie pracują razem, mają skłonność do upodabniania się w poglądach. Kiedy jedna osoba zgłasza pomysł, wpływa to na pamięć wszystkich osób w grupie i sprawia, że zaczynają myśleć o problemie w bardziej zbliżony sposób niż poprzednio. Dla odmiany, kiedy ludzie pracują samodzielnie, myślą inaczej, ponieważ każda osoba zastanawia się nad problemem, wybierając nieco odmienną drogę.

    Wykorzystując potęgę różnorodności oraz podobieństw, można poprawić technikę burzy mózgów i zapewnić jej skuteczność, co też potwierdza kilka badań. Oto kilka wniosków, jakie z nich płyną.

    Pozwól ludziom pracować samodzielnie
    Na początku procesu twórczego liczą się różnice, czyli myślenie o tym, co się robi, w możliwie jak najbardziej zróżnicowany sposób. Później ważne jest zbliżenie poglądów i bardziej szczegółowe zagłębienie się nad mniejszą liczbą opcji.

    Wiele technik wykorzystuje tego typu strukturę. Na przykład metoda 6–3–5 polega na tym, że sześć osób siedzi przy stole i każda zapisuje trzy pomysły. Następnie przekazuje je osobie, która siedzi po prawej stronie, a ta je rozwija. Cykl ten powtarza się pięciokrotnie – do momentu, aż każdy miał okazję do rozwinięcia pomysłów wszystkich pozostałych osób. Następnie grupa może się zebrać, aby wspólnie ocenić wygenerowane pomysły.

    Istnieje wiele odmian tego typu techniki. Tym, co je łączy, jest umożliwienie indywidualnej pracy na etapie rozbieżności procesu twórczego oraz pracy grupowej na etapie zbieżności.

    Tego typu techniki można stosować na różnych etapach procesu. Na przykład często konieczne jest poświęcenie czasu, aby uzgodnić, na czym polega problem wymagający rozwiązania. Można więc przeprowadzić sesję myślenia rozbieżnego i zbieżnego przeznaczoną na zdefiniowanie problemu, zanim przystąpi się do jego rozwiązywania.

    Nie śpiesz się
    Kolejną trudnością związaną z procesem burzy mózgów jest to, że często w grupie znajdują się osoby, które nie lubią niepewności. Chcą jak najszybciej doprowadzić proces do końca i przejść do wdrożenia rozwiązania. Osoby te prezentują wysoki poziom cechy osobowości zwanej potrzebą zamykania.

    Ważne jest, aby grupy miały czas na zastanowienie się nad wystarczającą liczbą pomysłów, a nie tylko kilkoma pierwszymi możliwościami, które przychodzą im do głowy. Jednym z powodów, dla których techniki typu 6–3–5 są skuteczne, jest to, że spowalniają one proces twórczy. Wszyscy członkowie grupy są z góry powiadomieni, że ocena nastąpi dopiero, kiedy wszyscy wymyślą swoje pomysły i każdy będzie miał szansę na ich rozwinięcie. W rezultacie osoby mające wysoką potrzebę zamykania są zmuszone poczekać do czasu, kiedy opracuje się pomysły.

    Daj możliwość rysowania
    Wiele sesji burzy mózgów angażuje uczestników w dyskusje na temat rozwiązań. W efekcie skłaniają się oni ku rozwiązaniom, o których łatwo się rozmawia. Może to również przynieść rozwiązania, które są abstrakcyjne i być może nigdy nie sprawdzą się w praktyce.

    Dlatego też wiele technik (takich jak C‑Sketching) wymaga rysowania, a nie pisania. Nasze badania sugerują, że połączenie rysowania i pisania jest idealne z punktu widzenia generowania kreatywnych rozwiązań problemów.

    Oto kilka powodów, dlaczego rysowanie jest przydatne.

    Po pierwsze: ludziom trudno opisywać relacje przestrzenne, dlatego też każde rozwiązanie, które wymaga planowania przestrzennego, lepiej wyrazić za pomocą obrazów niż słów. Po drugie: duża część naszego mózgu zajmuje się przetwarzaniem informacji przestrzennych, dlatego też szkicowanie i interpretowanie obrazów zwiększa zaangażowanie tych obszarów mózgu w generowanie pomysłów. Po trzecie: trudno jest często opisywać procesy wyłącznie za pomocą słów, dlatego też przydatne są obrazy.

    Słowo ostrzeżenia na temat rysunków: ludzie zwykle szkicują szybko w sposób, który utrudnia interpretację rysunków, dlatego też warto opisywać je słowami, aby pomóc w późniejszym odczytaniu szkiców. Ale pośpiech nie musi być taki zły. Te same badania, o których wspominałem, pokazują również, że kiedy inne osoby przyglądają się niezdarnie naszkicowanym rysunkom, mogą interpretować poszczególne ich elementy w sposób, który nieoczekiwanie przyczyni się do powstania nowych pomysłów.

    Jedną z zalet burzy mózgów jest to, że pełniąc funkcję lidera grupy, nie musisz poświęcać dużo czasu na prowadzenie lub przygotowanie się do sesji. Po prostu zbierasz ludzi w sali i zaczynasz. Ale to, co jest łatwiejsze dla ciebie, nie jest dobre dla grupy. Aby opracować lepsze pomysły, musisz kierować rozmową tak, aby zespół nie zaczął się zgadzać co do rozwiązania, zanim wszyscy usłyszą, co myślą inni. Zanim nie nauczysz się pomagać grupom w opracowywaniu pomysłów, skorzystaj z techniki takiej jak 6–3–5. Często łatwiej jest podążać za procesem i obserwować, jak się rozwija, niż starać się zarządzać dynamiką grupy i orientować się, kiedy grupa jest gotowa zacząć wspólnie pracować.

    https://www.hbrp.pl/b/jak-prowadzic-efektywne-burze-mozgow/PEysPtDiS?fbclid=IwAR0fIC6BOaKk6wFW72b_lJjK083pGD6Cx5uEQBF5UEvBzD5dU_lsCSxC3OM

    0

  12. 8 godzin temu, Marek_86 napisał:

     Czytalem nowy testament kiedyś, dodam jeszcze że mój poprzedni kot odszedł o 13:13 w piątek 13-go, ale to już pewnie zbiek okolicznosci

    W sumie w życiu nie ma przypadków i zbiegów okoliczności ,gdyż wszystko co było dla nas przykre ,nieakceptowane ,itp. spychamy \ tłumimy w głębi psychiki \świata duchowego ,i cała historia i pamięć wcześniejszych przeżyć ,nasi bliscy zmarli ,krewni ,znajomi  ,itp. jest w nas zakodowane - w naszych myślach [a duchy zmarłych mogą się porozumiewać z nami ,poprzez nasze myśli ]

    0

  13. 28 minut temu, Marek_86 napisał:

    Witam wszystkich, jestem w miarę normalnym mężczyzna po 30, mam żonę (jeszcze bo szczerze mówiąc średnio nam się uklada :P), małego synka, dwa koty i staram się o pracę jako programista. To chyba tyle o mnie chociaż nie wiem czy to ma jakieś znaczenie. Sprawa ma się tak, od ok roku prześladuje mnie liczba 13. Dokladnie dzień w dzień zdarza się że po spojrzeniu na zegar w domu w pracy czy gdziekolwiek jestem widzę 13:13. Zdarzały się sytuacje np kiedy podczas jazdy autem miałem telebim na którym były wyświetlane reklamy między którymi wyświetlana była też godzina i moim oczom ukazała się 13:13 gdzie tak naprawdę było po 15. Innym razem spoglądają na telefon była 13:13, a po chwili zmieniła się na prawidłową czyli 13:22. Nigdy nie przykładem szczególnej uwagi do liczb, ale od jakiegoś czasu zaczęło mnie to interesować. Co o tym sądzicie? Jeśli to coś oznacza to prawdę mówiąc nie mam zielonego pojęcia o co chodzi.

    Przychodzi mi obecnie do głowy to - Czytałeś biblię o świętym Marku ,uczniu Jezusa Chrystusa ,który zmarł na krzyżu o godz. 13-13 , ta wiedza pewnie została zakodowana w twej podświadomości ,jjeszcze z twojego dawnego życia \ wcielenia od 2000 lat

    0

  14. Młody lew wychowywał się wśród stada owiec. Oczywiście myślał, że sam również jest owcą. Pewnego dnia obok stada owiec przechodził stary lew. Zauważył tam młode lwiątko i nie mógł uwierzyć własnym oczom: piękny lew w samym środku stada potulnych owiec, które wcale się go nie bały, a ono samo zachowywało się jak one.
    Stary lew podbiegł w kierunku młodego, który - podobnie jak wszystkie owieczki - zaczął uciekać. Gdy w końcu został złapany, rozbeczał się jak owca. Stary lew poprowadził go nad najbliższy staw i zmusił do spojrzenia na odbicie w wodzie... młode lwiątko ujrzało swoje własne oblicze i nagle... zaryczało jak prawdziwy lew. 
    Stary lew nie mówił: "naśladuj mnie", "rób to, nie rób tamtego". Nie uczynił nic takiego, po prostu pokazał młodemu jego prawdziwe oblicze, aby sam mógł rozpoznać w sobie nie owcę, lecz lwa.
    Źródło: Osho "Budda drzemie z w Zorbie"
    0

  15.  

     

    ŚMIERĆ NIE JEST KOŃCEM, TO POCZĄTEK25.10.2012

     
     
     

    Rozmowa z dr Jerzym Paluszkiewiczem, od ćwierć wieku ordynatorem OIOM w bialskim szpitalu, który w sytuacjach z pogranicza życia i śmierci towarzyszył kilku tysiącom pacjentów

    podlasie

    Kim z punktu widzenia lekarza praktyka, który na co dzień obcuje ze śmiercią jest człowiek?

    Jest mikrokosmosem. Ciałem żądzą zmysły, bramy kontaktu człowieka ze światem, ale oprócz zmysłów każdy człowiek ma ducha i duszę. Duch decyduje o kulturze, nauce, życiu według wartości – o tym, co nas odróżnia od zwierząt. One przecież też posiadają instynkt, ale nie tworzą rzeczywistości według wartości. Trzeci element, dusza, to – jak wierzę – życie Boga w człowieku. I dopiero te trzy elementy tworzą człowieka. Jeżeli ktoś przywiązuje wagę tylko do ciała, to np. utrata wzroku jest końcem wszystkiego.

    Ale gdy ktoś wierzy, że oprócz zmysłów istnieje duch i dusza, poradzi sobie z cierpieniem. Dramat pozostaje dramatem, ale świat się nie kończy. Jako lekarz widziałem sytuacje, które przekonują, że nie ma sytuacji beznadziejnych. Widziałem też dziesiątki sytuacji, których nie umiem nazwać inaczej, niż cudami.

     

    Jakich konkretnie?

    To sytuacje, gdy medycyna była już bezradna, gdy tak po ludzku opuszczaliśmy ręce, a jednak wydarzało się coś, co przeczyło nauce, na co nie ma naukowego wyjaśnienia.

    W psychologii znany jest przypadek, gdy matka widząc córkę przygniecioną przez ciężarówkę, uniosła ten ważący kilka ton pojazd na tyle, że inna kobieta zdołała wyciągnąć dziecko.

    O tym mówię. Sięgamy gwiazd, a możliwości człowieka pozostają dla nas tajemnicą. I dlatego przez ćwierć wieku pracy na OIOM – ie nigdy nie poważyłem się, by powiedzieć rodzinie pacjenta, ile ich bliski będzie żył. Ja tego nie wiem – nie ja dawałem temu człowiekowi życie i nie mnie mówić, kiedy odejdzie.

    Boi się pan śmierci?

    Boję się. To ludzkie. Ale po chwili refleksji uświadamiam sobie, że przecież jest to przejście do lepszego stanu, że śmierć jest tak naprawdę wielkim wyzwoleniem. Nie mam wątpliwości, że śmierć nie jest końcem – to dopiero początek.

    https://www.tygodnikpodlaski.pl/archiwum/smierc-nie-jest-koncem-to-poczatek-pnews-2120.html

    0

  16. “Obiekty nie są od siebie niezależne” – najnowsze dzieło Deana Radina, jednego z najbardziej znanych parapsychologów na świecie, stanowi połączenie sekretów psychologii z sekretami mechaniki kwantowej. To nowe spojrzenie na funkcjonowanie natury ludzkiej i Wszechświata.

    splatane-umysly-okladka.png

    Dekalog, dziesięcioro przykazań, nie jest prostym zestawem norm moralnych przekazanych do wiadomości Izraelitom, ale jest częścią przymierza, jakie Bóg zawarł z Izraelem. Jego podanie poprzedza wyraźna deklaracja Boga: Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli (Wj 20,2). Bóg wskazuje na doświadczenie wyzwolenia i opieki z Jego strony. Na to doświadczenie wskazał On Mojżeszowi przy krzaku gorejącym. Zawiera się to już w samym imieniu Boga: Jestem, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba (Wj 3,15). Jhwh jest Bogiem żywej relacji osobowej, na co wskazał w polemice z saduceuszami Pan Jezus. I dekalog trzeba widzieć w takiej relacji. „Jeżeli chcesz, bym był twoim Bogiem, to…”. Następnie w formie zakazu i nakazu padają kolejne przykazania. Są one zasadami wprowadzającymi w pełnię życia. „Jeżeli nie będziesz tych zasad przestrzegał, to nie będę twoim Bogiem, a tym samym nie doświadczysz tego, o czym mówi potem Pan Jezus: Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją”(Łk 20,38).Mówiąc wprost: „Jeżeli nie będziesz przestrzegał tych praw, umrzesz”. Przy czym śmierć jest w Biblii tożsama z brakiem przystępu do Boga. Jest przebywaniem w szeolu, gdzie nie ma ani światła, ani żadnej nadziei.

     

    Dzisiejsze czytania liturgiczne: Wj 19, 17; 20, 1-17; Mt 13, 18-23

     

    Dekalog, według klasycznego ujęcia, zawiera w sobie dwie części odpowiadające dwom wymiarom przykazania miłości: miłości Boga i miłości bliźniego. Pierwsza część, zawierająca trzy przykazania, jest bardziej rozbudowana. Jest ona niewątpliwie ważniejsza, bo stanowi warunek, bez którego druga część traci swoje znaczenie i nawet przy dobrej woli człowieka wcześniej czy później zostanie złamana. Tak się dzieje na naszych oczach w Europie, w której dzięki chrześcijańskim korzeniom druga tablica przykazań była przestrzegana, a przynajmniej wszyscy deklarowali jednoznacznie, że trzeba jej przestrzegać. Kiedy jednak w oświeceniu odrzucono pierwszą tablicę, po latach zakwestionowano również drugą. Moment takiego odrzucenia wiąże się w Europie z rokiem 1968. Warto sobie dzisiaj uświadomić, że obecnie żyjemy w okresie, gdy już żadne przykazania nie są dla ludzi oczywiste. Ale z tym wiąże się tragiczna konsekwencja w wymiarze społecznym, co się czasem streszcza w określeniu „cywilizacja śmierci”.

    Społeczeństwo dzisiaj, niestety, nie pomaga nam samym zakorzeniać się w więzi z Bogiem. Coraz bardziej potrzeba osobistego wyboru, i to nieustannie potwierdzanego. W Ewangelii Pan Jezus komentuje przypowieść o ziarnie. Wskazuje w niej na istniejące zagrożenia. Wszystkie mają dwa wymiary: brak osobistego wejścia w żywą więź, co jednak jest zależne także od warunków społecznych, w jakich żyjemy. Pierwsze zagrożenie (ziarno na ścieżce) polega na zupełnym braku zrozumienia słowa. Wiąże się to z całkowicie odmiennymi kategoriami patrzenia na życie, wartościowania, a nawet innego traktowania samych słów, jakie człowiek słyszy. W społeczeństwie, gdzie nie ma zrozumienia dla wartości transcendentnych, trudno zrozumieć Ewangelię. Jeżeli nawet człowiek się zafascynuje jej pięknem, to w społeczeństwie konsumpcyjnym brak mu siły do wytrwania w wierze (ziarno posiane na miejscu skalistym). A jeżeli nawet Ewangelia zostanie przyjęta ze zrozumieniem i człowiek świadomie się zadeklaruje jako wierzący, to często troski doczesne okazują się w praktyce ważniejsze. Jest to sytuacja schizofrenii duchowej – co innego się deklaruje, a czym innym się człowiek kieruje w życiu (ziarno posiane między ciernie). Dopiero wiara przyjęta do serca świadomie ze zrozumieniem jej wartości i konsekwentnie realizowana, daje pełnię życia (ziarno zasiane na dobrej glebie). Wówczas plon tego ziarna jest niewyobrażalnie obfity, przerasta wszelkie nasze wyobrażenia. Plonem jest sam dar życia. Wówczas dopiero doświadcza się prawdy o Bogu żywym, o Tym, który Jest, jest z nami i dla nas, i który daje nam życie.

    http://ps-po.pl/2015/07/23/schizofrenia-duchowa-problem-dzisiejszego-czlowieka-24-lipca-2015/

    0

  17. JAK STAJEMY SIĘ SOBĄ? O TYM, CO TO ZNACZY BYĆ SOBĄ I CZY ŻYCIE W ZGODZIE ZE SOBĄ JEST W OGÓLE MOŻLIWE 

    Hasło „bądź sobą” jest jednym z najczęściej wypowiadanych frazesów zachodniej kultury. Aby wieść dobre życie, zasługiwać na podziw i szacunek innych, należy żyć w zgodzie z samym sobą. Często życzymy bliskim: „Pozostań sobą”, „Obyś zawsze była taka jak jesteś!”. Tylko co to znaczy? O „poszukiwaniu siebie” oraz tym czy życie w zgodzie ze sobą w ogóle jest możliwe opowiada dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog i coach z Uniwersytetu SWPS.

    Trudno zaprzeczyć korzyściom psychologicznym wynikającym z realizacji swojego indywidualnego potencjału, postępowania zgodnie z własnymi przekonaniami czy temperamentem. Jednak aby móc postępować w zgodzie ze sobą, trzeba siebie znać, a nawet więcej – trzeba siebie ciągle poznawać.

    Bo choć chcemy wierzyć w to, że jesteśmy cały czas tacy sami – w istocie jest to tylko iluzja. Jesteśmy w ciągłym procesie zmian, czy tego chcemy, czy nie, redagując wręcz własną przeszłość, aby dostosować ją do naszych obecnych postaw, przekonań, decyzji czy zachowań.

    JA MA WIELE TWARZY

    Pytanie o to, jak poznawać siebie, z natury rzeczy może wydawać się nielogiczne, a nawet dziwić. Jak to: poznać siebie? Chyba nikt mnie lepiej nie zna niż ja sama! A poza tym, po co mam siebie poznawać, skoro chodzi o mnie samą. Ja nią przecież jestem!

    Rzeczywiście idea poznawania siebie jest dość kłopotliwa, bo zakłada, że mnie są co najmniej dwie – ta, która poznaje oraz ta, która istnieje i jest poznawana. Ta, która jest, oraz ta, która działa (zgodnie lub niezgodnie z wolą tej pierwszej). Nawet jeśli to brzmi irracjonalnie, tak właśnie jest. Mówiąc językiem psychologicznym – struktura ja jest niejednorodna, a mówiąc językiem codziennym – każdy z nas ma wiele twarzy. Co więcej – jest to naturalny i jak najbardziej psychologicznie normalny stan rzeczy. Choć dla wielu ludzi trudny do zaakceptowania, gdyż społecznie promowanym wzorcem jest spójność, wewnętrzna zgodność, jedność i stałość naszej osobowości.

    Taka narracja wynika z potrzeby, żeby życie było proste i łatwe do poukładania. Założenie o spójności osobowości daje nam poczucie kontroli: nad samym sobą, innymi ludźmi i ogólniej – nad światem społecznym. Skoro ludzie są spójni, to możemy ich łatwo podzielić, np. na dobrych i złych, moralnych i niemoralnych, mądrych i głupich, ładnych i brzydkich. Nie trzeba zbyt głęboko wnikać i koncentrować się na ciągłym poznawaniu – wystarczy zaobserwować jedno zachowanie człowieka, aby wiedzieć o nim wszystko.

    Każdy z nas jest w pewnym sensie totalitarnym władcą, który na bieżąco kontroluje i manipuluje docierającymi do niego informacjami, szczególnie tymi, które dotyczą jego osoby.

    Na tę właściwość naszego ja wskazywał już w 1980 r. wybitny amerykański psycholog Anthony Greenwald. Jego zdaniem, w procesie poszukiwania informacji o sobie i świecie wcale nie posługujemy się regułą trafności czy rzetelności. W istocie nasze procesy poznawcze zdominowane są egocentryczną perspektywą postrzegania zjawisk społecznych i własnego zachowania w taki sposób, aby maksymalizować pozytywny autowizerunek i osobiste zasługi.

    Mówiąc wprost – nasze ego (totalitarny władca) dopuszcza do siebie jedynie te informacje, które dobrze o nim świadczą, spychając te niechciane i niekorzystne do nieświadomości (lochy, tortury i egzekucje). Zresztą idea mechanizmów obronnych ego, takich jak wyparcie, projekcja czy sublimacja, wprowadzona przez Freuda (na początku XX w.), towarzyszyła psychologii praktycznie od jej zarania.

    Rola nieświadomych procesów, najpierw w ujęciu psychoanalitycznym (freudowskim), potem w ujęciu poznawczym (np. John Bargh), w funkcjonowaniu psychicznym człowieka jest niezaprzeczalna. I choć żaden szanujący się psycholog nie podważy tezy, że mechanizmy obronne, iluzje czy zniekształcenia percepcyjne istnieją, o tyle ocena, na ile pozytywnie czy negatywnie wpływają one na nasz dobrostan psychiczny, wzbudzała – i do dziś wzbudza – pewne kontrowersje.

    CO NAM BARDZIEJ SŁUŻY – PRAWDA O SOBIE CZY ILUZJA?

    Kontakt z rzeczywistością jest jednym z podstawowych kryteriów zdrowia psychicznego. To oczywiste. Jednak tu pojawiają się pytania i wątpliwości – ile tego kontaktu jest dobre dla jednostki i jak bardzo trafny powinien być, aby przynieść korzyści, a nie wyrządzić szkodę?

    Pytanie o to, czy iluzje i zniekształcenia percepcyjne są nam jakkolwiek potrzebne do sprawnego funkcjonowania, a jeśli tak, to w jakim zakresie, pojawiło się pod koniec lat 80. XX w. za sprawą dwójki amerykańskich psychologów, Shelley Taylor i Jonathana Browna. Dokonali oni przeglądu teorii, a także wyników badań dotyczących efektów terapii psychologicznych, polegających na dogłębnym konfrontowaniu pacjenta z samym sobą, swoimi wadami i przywarami oraz otaczającą go rzeczywistością.

    Wyniki tych analiz pokazały, że trafne postrzeganie siebie pociąga za sobą niestety pewne negatywne implikacje – obniżoną samoocenę, a nawet umiarkowaną depresję. Nie wiadomo wprawdzie do końca, co jest jajkiem, a co kurą – czy osoby depresyjne i z niską samooceną postrzegają się trafniej, czy też trafna autopercepcja efektywnie obniża nastrój i samoocenę. Ale z dużą pewnością wiadomo, że zdrowy, dobrze funkcjonujący człowiek przejawia w swojej percepcji tak zwaną inklinację pozytywną.

    Ma ona postać trzech iluzji:

    1/ kontroli,
    2/ nierealistycznego optymizmu,
    3/ oraz zawyżonej samooceny.

    TRZY ILUZJE: KONTROLI, NIEREALISTYCZNEGO OPTYMIZMU ORAZ ZAWYŻONEJ OCENY

    Iluzja kontroli polega na tym, że nawet w sytuacjach losowych mamy poczucie wpływu na to, jaki jest ich przebieg i zakończenie. Poczucie kontroli jest nieodzownym elementem naszej tożsamości i pozytywnej samooceny, a potrzeba kontroli jedną z najbardziej ludzkich motywacji. Jak przejawia się iluzja kontroli? Na przykład w poczuciu większego wpływu na wynik rzutu kostką, kiedy rzuca się samemu, w porównaniu do sytuacji, gdy kostką rzuca inna osoba. Tymczasem z obiektywnego punktu widzenia w obu przypadkach liczba wyrzuconych oczek jest w pełni losowa. Przykładów jest oczywiście o wiele więcej. Jednym z nich są różnego rodzaju amulety czy talizmany. Kiedy je mamy przy sobie, czujemy, że nic złego nie może nam się przytrafić, gdy z jakichś powodów je tracimy – opuszcza nas także poczucie siły i kontroli, zaczynamy czuć się niepewnie i tracimy grunt pod nogami.

    Wiara w to, że los, kosmos czy też natura lubią nas nieco bardziej niż innych, to z kolei przejaw nierealistycznego optymizmu.

    Wiara w siebie sprawia, że podejmujemy się realizacji trudnych celów. Dzięki pozytywnym iluzjom idziemy do przodu, cieszymy się życiem. Kluczem do efektywności iluzji jest jednak ich natężenie. Jeśli potrafimy je sobie dozować, działają na naszą korzyść. Jeśli przesadzimy i stracimy kontakt z rzeczywistością, pojawią się kłopoty stycznego optymizmu. Ludzie wierzą, że szansa na niefortunne zdarzenia czy sytuacje w ich życiu jest ciut mniejsza w porównaniu do przeciętnego innego człowieka.

    I tak np. osoba paląca papierosy, choć wie, że jej nałóg może prowadzić do choroby nowotworowej, uważa często, że szansę na to, aby ona zachorowała, w porównaniu do innego palacza są mniejsze. Podobne wnioski stawiamy także w kwestii wypadków samochodowych, szans na znalezienie pracy, prawdopodobieństwa bycia ofiarą przestępstwa czy możliwości zapadnięcia na depresję. Działa to także w drugą stronę. Wierzymy, że mamy większe szansę niż inni na: udane małżeństwo, znalezienie wymarzonej pracy czy po prostu – bycie szczęśliwą osobą.

    Trzecią iluzją jest zawyżona samoocena. Uważamy, że jesteśmy trochę mądrzejsi, ładniejsi, bardziej utalentowani i moralni niż przeciętny inny człowiek. Ktoś może zapytać – a co, jeśli to wcale nie iluzja, tylko naprawdę tacy jesteśmy? Nie przeczę, że takie jednostki rzeczywiście istnieją, jednak jeśli w ten sposób myśli o sobie większość – nie jest to możliwe z powodów matematycznych.

    PO CO NAM RÓŻOWE OKULARY?

    Są nam potrzebne do szczęścia, do radości, ale też do tego, aby działać, być aktywnym i ekspansywnym. Wiara w siebie sprawia, że podejmujemy się realizacji trudnych celów, bo wierzymy, że „kto jak nie ja” jest w stanie je osiągnąć. Dzięki pozytywnym iluzjom idziemy do przodu, odczuwamy pozytywne emocje i zwyczajnie cieszymy się życiem.

    Kluczem do efektywności iluzji jest jednak ich natężenie. Szczypta soli w zupie nadaje jej smak i sprawia, że jest dobra, chcemy ją jeść. Gdy wsypiemy soli za dużo, przestaje być smaczna i staje się niestrawna. Tak samo z naszymi iluzjami, mechanizmami obronnymi i innymi zniekształceniami percepcji. Jeśli potrafimy je sobie dozować – wówczas działają na naszą korzyść. Jeśli jednak przesadzimy i stracimy zupełnie kontakt z rzeczywistością, wówczas pojawią się kłopoty.

    Kiedy w takim razie jesteśmy tak naprawdę sobą? Czy wtedy, gdy oceniamy się trafnie, ale mamy depresję, czy wtedy, gdy oceniamy się pozytywnie ponad miarę, ale jesteśmy szczęśliwi i aktywni?

    Może warto zaakceptować fakt, że klasycznie rozumiane bycie sobą po prostu nie istnieje. To, co istnieje, to… stawanie się sobą. Nikt z nas nie jest ukonstytuowany raz na zawsze, każdy dzień przynosi zmiany w naszej osobowości, w naszych poglądach i postępowaniu.

    To, co możemy zrobić, aby nieco ułatwić sobie proces stawania się sobą, a w konsekwencji polubić siebie, to wpuścić trochę powietrza do „totalitarnego władcy”, czyli naszego ego. Aby stawać się sobą, nie musimy mieć klarownych i niezmiennych poglądów w każdej dziedzinie, zajadle walczyć o rację w każdej dyskusji, bronić swych przekonań do ostatniej kropli krwi. Dajmy sobie przyzwolenie na to, aby zmieniać się, być w błędzie, mylić się. Paradoksalnie właśnie wtedy jest większa szansa, że odniesiemy sukces w procesie stawania się sobą.

    Żródło - https://sukcespisanyszminka.pl/co-to-znaczy-byc-soba/

     

     

    0